Bractwo Czarnego Sztyletu Forum PBF - RPG

Bractwo Czarnego Sztyletu
 
IndeksIndeks  PortalPortal  Partnerzy  FAQFAQ  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Okolice klubu

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
AutorWiadomość
Tohrtur

avatar


PisanieTemat: Re: Okolice klubu   Czw Sty 13, 2011 8:45 pm

Tohrtur wpatrywał się jeszcze w miejsce, gdzie rozbiła się whisky, gdy do jego odurzonych myśli dotarła wiadomość od mózgu. Trochę długo to trwało, ale w końcu rozpoznał charakterystyczny zapach reduktora. Miał się właśnie rozejrzeć, gdy ciężki cios spadł na jego głowę. Uderzenie było na tyle mocne, by powaliło go na ziemię. A alkohol i zamroczenie dały o sobie znać, przeszkadzając mu w podniesieniu się. Samiec czekał na kolejne uderzenie, ale to nie nastąpiło. Zamiast tego, w zaułku rozległ się strzał.
Postrzelił mnie? Dziwne, myślałem, że będzie bolało.
To była jedyna racjonalna myśl, jaka przyszła mu do głowy. Reszta skupiła się na Wellsie, więc samiec nie zorientował się, że reduktor już uciekł a na niego gapi się Xhex.
Nadal leżał, nie mając siły i ochoty wstawać. Jeśli atak reduktora był sygnałem od Pani Kronik, o którym niedawno rozmyślał, to nie zamierzał walczyć. Skoro śmierć do niego przyszła, to nie mógł z nią nie pójść. Skoro na końcu czekało go spotkanie z żoną... Ale gdy nadal leżał w śniegu, nie widząc żadnego światełka w tunelu, ani nie słysząc pośmiertnych dzwonków, postanowił się poruszyć. Przewrócił się na bok i usiadł, w końcu zauważając samicę.

...


[You must be registered and logged in to see this image.]
Powrót do góry Go down
Xhex

avatar


PisanieTemat: Re: Okolice klubu   Czw Sty 13, 2011 9:05 pm

Odprowadziła reduktora pogardliwym spojrzeniem. Pieprzony tchórz. Nie miała najmniejszej ochoty, ani szansy, żeby za nim podąrzać.
Schowała pistolet za pasek i kucnęła obok samca. Nawet gdy klęczał był od niej większy. Ciekawe co bractwo sądzi o jego samowolce.
- Jesteś cały?
Spytała podnosząc rękę w celu sprawdzenia czy nie ma rozbitej czaszki ani niczego innego. Jednak zawahała się. Nie znała go, ani on jej, nie miała najmniejszego pojęcia co może jej zrobić. Lepiej nie ryzykowac dotyku.
Cofnęła rekę i nerwowo przeczesała nią włosy. Kurwa jego mać, co robić?!
Z pewnością będzie trzeba zawiadomić Mordha, on, jako że miał z pewnościa bliższe kontakty z bractwem niż ona, może zaniesie to dalej, może nie, wedle jego uznania.
- Dasz radę wstać?
Przyjrzała mu się badawczo. Mimo zabiedzonego wyglądu pijaka, nie wyglądał na az tak poturbowanego. Pijanego, owszem, ale nie pobitego. O co tu w ogóle chodziło?

...


Nie wiem, co teraz powiedziałeś, ale tu u góry zabrzmiało jak 'Chcę się z tobą pieprzyć!'
[You must be registered and logged in to see this link.]
Powrót do góry Go down
Tohrtur

avatar


PisanieTemat: Re: Okolice klubu   Czw Sty 13, 2011 9:19 pm

W ciągu dziesięciu minut zaczepia go druga samica, oferując mu pomoc. Czyżby styl menela tak na nie działał? U samic włącza się instynkt opiekuńczy, gdy widzą pijanego, śmierdzącego samca potrzebującego natychmiastowej interwencji mydła? Tohr chyba właśnie poznał znakomity sposób na podryw, ale był właściwie jedynym, który z tej tajemnej wiedzy nie skorzysta.
Z rozmyślań wyrwała go samica. Zbliżyła się i wyglądało na to, że chce go dotknąć, zapewne by ocenić jego stan. Teraz, kiedy znajdowała się bliżej mógł jej się dokładnie przyjrzeć. Na pewno gdzieś już ją widział, ale nie wiedział gdzie. Może w Zero Sum, skoro stamtąd wyszła? Przez chwilę zbierał się w sobie, aby mówić w miarę zrozumiale.
- Jestem cały - powiedział spokojnym, może nawet odrobinę znudzonym głosem. - Nic mi nie zrobił. I tak, mogę wstać
Samiec zanurzył dłonie w śniegu, szukając oparcia. Mógł wstać, ale chodnik wydawał się odpowiedniejszy. Im bliżej będzie się znajdował ziemi, to istniało większe prawdopodobieństwo, że nie upadnie. Cios w głowę był alternatywną wersją whisky.
- Chociaż właściwie to jeszcze tu posiedzę, jeśli to ci nie przeszkadza.
Powrót do góry Go down
Xhex

avatar


PisanieTemat: Re: Okolice klubu   Czw Sty 13, 2011 9:44 pm

Westchnęła gęboko i scisnęła palcami nasadę nosa. Ugh, zapowiadał się wyjebisty wieczór, nie ma co.
- Właściwie ..
Zaczęła postanawiając zachowywać się jak szefowa ochrony Zero Sum, nie jak wkurwiona suka.
- .. to będzie mi przeszkadzać. Nie wiadomo czy ten koleś tu nie wróci ze znajomymi na małe tete a tete z tobą w roli głównej. A ja nie chce mieć na głowie całej papierkowej roboty jaką z pewnością zwali na mnie Wielebny gdy ty zginiesz mi przed klubem.
W towarzystwie nieznajomych wolała nie wpominac że Wielebny naprawdę nazywa się Mordh. Nie wiadomo w końcu kto kogo znał, jakie miał kontakty i wpływy, by zrujnowac szlachetna opinię Mordha wśród glymerii.
- Jesteś urżnięty w trzy dupy - a przynajmniej tak wygladasz - i nie masz z nimi żadnych szans. Więc z łaski swojej pakuj dupę w troki i raz, dwa do klubu. Dostaniesz drinka na koszt firmy i po cichu się zmyjesz, prawda, przyjacielu?
Rzuciła podnosząc się do pionu. Jej ton był stanowczy. Nie miała zamiaru użerać się z tym niedoszłym samobójcą amatorem. Miała az nadto innych wrażeń.

...


Nie wiem, co teraz powiedziałeś, ale tu u góry zabrzmiało jak 'Chcę się z tobą pieprzyć!'
[You must be registered and logged in to see this link.]
Powrót do góry Go down
Tohrtur

avatar


PisanieTemat: Re: Okolice klubu   Czw Sty 13, 2011 10:06 pm

Mimo że był narąbany, to nawet do niego dotarło, że samicę łapie kurwica.
- Jasne, nie możemy dokładać ci pracy - wydawało mu się to teraz sensowne. Reduktorzy, jeśli chcieli to mogli go zabić, nie będzie się bronił. Ale jakoś nie chciał teraz dorzucać samicy obowiązków. W końcu, bądź co bądź, uratowała mu życie. Nie prosił o to, ale jednak z własnej, nieprzymuszonej woli rzuciła się na ratunek.
- Czemu nie mały drink jeszcze nikomu nie zaszkodził - spojrzał na samicę z powagą, albo chociaż próbował. Gdy jesteś pijany, trudniej patrzyć na innych poważnie. - Ale sam zapłacę.
I jeśli mu się poszczęści to urwie mu się film, wywalą go z klubu a reduktor rzeczywiście wróci z kolegami, dokładając samicy więcej papierkowej roboty. Niestety Tohr znał swoje szczęście i przeczuwał, że oprawca już nie zajrzy do tego zaułka tej nocy. Dlatego wstał chwiejnie i przy pomocy ściany doprowadził swoje ciało do pionu.
Wszedł do klubu, potykając się o próg. Ale jednak dotarł do środka całkiem sam. Bez niczyjej pomocy.

//Sala z barem
Powrót do góry Go down
Zbihr

avatar


PisanieTemat: Re: Okolice klubu   Czw Sty 20, 2011 6:20 pm

//Apartament Z/Sypialnia

Samiec zatrzymał się dokładnie na tyłach Zero Sum, gdzie pozostał niezauważony w cieniu muru. Kiedy emocje ostygły, Z gardził sobą jak nigdy w życiu. Oto znalazła się jedyna porządna osoba w jego życiu (oprócz brata, który robił za wzór godnego postępowania) a on jest dla niej taki okrutny. Chyba nawet udało mu się pobić samą Posiadaczkę. Tylu bzdur nie słyszał nawet z ust największych pijaków. Bella miałaby być zła i podła? Przecież ona wcale tak nie myślała, chciała tylko mu pomóc, ale sam postanowił dbać o jej dobro. Była zakochana a to wykrzywiało jej odbieranie rzeczywistości. Musi odejść z jego życia zanim kompletnie ją zniszczy. Byli parą od dwóch dni i już zdążyli się pokłócić. Z powodu jego zachowania. Ona nie zawiniła.
W końcu odszedł od ściany, decydując się załatwić wszystko tak szybko, jak się da. Wchodzenie do klubu i wybieranie odpowiedniej samicy człowieków było tylko utrudnieniem. Co za różnica, którą dziwkę wybierze? I tak zapomni o wszystkim a dla niego smak będzie taki sam. Gówniane szczyny, których nie miał prawa porównywać do krwi Belli.
Dlatego poczekał, aż jedna z kurew, które były takie złe, ze nie wpuszczono ich do klubu, znajdzie się przy nim, a gdy przechodziła, złapał ją za ramię, siłą zatrzymują w miejscu.
- Ej! Łapy... - głos jej się załamał, gdy spojrzała na swego oprawcę. Ponad dwa metry, wygląd zagłodzonego ćpuna i wielka szrama na twarzy. Osobnik, który nie przyjmuje odmowy.
- Staniesz pod ścianą i nie będziesz się ruszać - warknął, bezceremonialnie popychając kobietę do muru. Gdy zaczęła protestować, wcisnął jej do ręki zwitek banknotów. - Jeszcze jakieś obiekcje?
Kiedy żadnych nie było, przysunął się do kobiety, powstrzymując obrzydzenie. Jeśli dokrwienie się od dziwek było dla niego kiedykolwiek trudne, to poprzednie razy nie mogły liczyć się z tym. Było jeszcze gorzej a treść żołądka chciała ponownie wrócić na świeże powietrze. Zbihr położył dłoń na szyi kobiety i odgarnął przeszkadzające mu włosy.
Blond. Była blondynką.

...


[You must be registered and logged in to see this image.]
Powrót do góry Go down
Bella

avatar


PisanieTemat: Re: Okolice klubu   Czw Sty 20, 2011 6:38 pm

//Apartament Zbihra, Sypialnia
Zmaterializowała się w jednej z najgorszych okolic jakie mogła sobie wyobrazić. Na szczęście uliczka była w tej części pusta i raczej nikt nie zauważył urodziwej szatynki o błękitnych oczach, która nagle pojawiła się praktycznie znikąd. Bella nie wyobrażała sobie by Zbihr z przyjemnością przebywał w takim miejscu i chłeptał krew jakiejś dziwki, która miała nieszczęście "pracować" w pobliżu baru.
Ruszyła przed siebie szybkim krokiem wiedząc, że takie miejsce może być też idealnym terenem na łowy dla reduktorów. A ona na pewno nie miała przeżyć kolejnego spotkania z nimi; powinna cieszyć się, że skończyło się jedynie napisem na brzuchu, który powoli zaczynał się zabliźniać by wkrótce zniknąć całkowicie. Reduktor który się nią "zajmował" był niczym anioł w porównaniu z innymi - normalnie byłaby już martwa.
Zadrżała na samą myśl.
Nie, nie przyszła tu by rozmyślać o takich rzeczach. Miała swój cel - musiała znaleźć Zbihra, bo ona nie pozwoli by wszystko skończyło się w taki sposób.
I wtedy go zobaczyła. Stał przy jakiejś ścianie, przygniatając do niej jakąś ludzką samicę o blond włosach. Kobieta wyglądała na wystraszoną, ale garść banknotów, którą musiał wręczyć jej Zbihr widać ceniła bardziej niż życie. Bella patrzyła jak samiec nachyla się nad szyją kobiety, gotowy w każdej chwili ją ugryźć; czułą jednak i doskonale widziała po jego twarzy, że myśl o piciu krwi dziwki wywołuje u niego odruch wymiotny. To zmobilizowało ją do działania.
- Zbihr, proszę, nie rób tego! - zawołała, podbiegając bliżej i wreszcie zwracając na siebie jego uwagę. Spojrzała na niego rozszerzonymi oczyma. Jej błękitne tęczówki wyrażały prośbę, wręcz go błagały by się opamiętał. - Zostaw ją. Zrób to dla mnie i ją zostaw. Weź moją krew, ale ją zostaw - powtarzała, plątając się w wypowiedzi. Wyraziła się jednak dość jasno jak na sytuację, w której nie potrafiła sklecić porządnego zdania.
Podeszła bliżej samca. Przysunęła swoją twarz do jego własnej i odchyliła lekko głowę, eksponując swoją szyję. Miała nadzieję, że to pomoże i Zbihr nie będzie w stanie się oprzeć.

...


,, - Zamknij się ! - krzyknęła Elena . - Trzymaj się od tego z daleka . A skoro już o tym mowa , to pomyśl lepiej o biednej Vickie Bennet . Jak myślisz , jak ona sobie radzi ?
- Nie mam pojęcia . Nie wiem , kim jest ta Vickie . Ciągle o niej mówisz , ale ja jej nigdy nie widziałem .
- Widziałeś . Nie kręć , Damonie , cmentarz , pamiętasz ? Zrujnowany kościół ? Dziewczynę , którą zostawiłeś tam błąkającą się w koszuli nocnej ?
- Przykro mi , nie . A zwykle pamiętam dziewczyny , które zostawiam błąkające się w koszuli nocnej " .
Powrót do góry Go down
Zbihr

avatar


PisanieTemat: Re: Okolice klubu   Czw Sty 20, 2011 6:50 pm

- Możesz mi mówić Lizette - powiedziała kurwa, gdy przypierał ją do ściany.
Przesunął kciuk na tętnicę kobiety, wyczuwając jak jej krew wolno przepływa. Zbyt wolno jak na stres, którego niedawno doświadczyła. Właścicielka była na haju, więc jej krew będzie naszprycowana dragami. Tylko tego teraz potrzebował. Nagle ktoś go zawołał. Nie ktoś, Bella. Odwrócił gwałtownie głowę w jej stronę, nie mogąc rozgryźć skąd się tutaj wzięła i co, do cholery, samica robi w takim miejscu.
- Hej, wielkoludzie - Lizette roześmiała się głośno, wskazując głową na Bellę. - W trójkąty się nie bawię. Możesz płacić ile chcesz ale zdania nie zmienię.
- Nie musisz się nią przejmować - powstrzymał blondynkę, zanim zdążyła powiedzieć coś jeszcze. - Chyba nie każesz mi czekać, tylko po to byś mogła kłamać jadaczką? - Samica człowieków od razu pokręciła głową, nie chcąc go denerwować. Szybko się uczyła.
Jeden problem miał z głowy, pozostawał do rozwiązania drugi, większy. Bella stanęła tak blisko niego, jak tylko mogła i odchyliła mocno głowę na bok, zachęcając go do dokrwienia. Była słodka w tym swoim uporze. I niestety naiwna. Wtedy w sypialni miała większe szanse niż teraz. Zbirh już swoje postanowił i zdania nie zmieni.
- Powinnaś to zaoferować komuś innemu. Komuś kto nie będzie się brzydził z ciebie pić - użył tego samego tonu co w sypialni. Pogarda mieszała się z sarkazmem. - Wybacz, ale tym razem chciałbym zrobić coś dla siebie - to były ostatnie słowa jakie do niej skierował. Samiec nachylił się nad Lizette i wkłuł się głęboko w jej szyję. Zaczął pić, nie patrząc na Bellę, jakby w ogóle się nie liczyła. Jakby jej tam nie było. A z każdym łykiem czuł, jak jego głód stopniowo maleje.
Trzeba było przeciąć łączącą ich pępowinę.

...


[You must be registered and logged in to see this image.]
Powrót do góry Go down
Bella

avatar


PisanieTemat: Re: Okolice klubu   Czw Sty 20, 2011 7:10 pm

Kurwa..., oj, przepraszam, Lizette przez cały czas była przekonana, że Zbihr zamierza skorzystać z jej "usług". Bella domyśliła się tego, gdy kobieta na jej widok zaczęła mówić o trójkącie i tym, że nie zamierza brać w nim udziału. Co prawda zamilkła na jedno słowo Z. i Bella wiedziała, że samiec nie będzie się z nią kochał, ale i tak czuła złość i paląco zazdrość na myśl o tym, że on ją dotyka. Ją, nie Bellę.
Czekała na reakcję Zbihra. Na ukłucie kłów na szyi. Ale cóż - niestety się nie doczekała. Samiec spławił ją i bez problemu wbił zęby w szyję Lizette. Zachowywał się przy tym tak, jak gdyby Belli wcale nie widział. Jakby nie stała tuż obok niego, kochająca i chętna do pomocy.
Nawet tego nie zauważyła. W uszach wciąż brzmiały jej słowa wypowiedziane Zbihra. Słowa, które rozrywały jej serce i sprawiały, że do oczy cisnęły jej się łzy wściekłości i upokorzenia.
Powinnaś to zaoferować komuś innemu. Komuś kto nie będzie się brzydził z ciebie pić...
Ach tak... Więc tak to wyglądało. Brzydził się nią?
To było niczym siarczysty policzek... Jakby ją spoliczkował.
Spoliczkował...
- Kłamiesz! - syknęła i wymierzyła mu uderzenie w twarz. Chrzanić to, że Lizette na tym ucierpi, bo przecież nadal przysysał się do jej szyi. Bella miała już dość. Czuła, że nie wytrzyma dłużej nadmiaru emocji i przebywania z nim w jednym miejscu. Nie zamierzała jednak wracać do bractwa.
Odwróciła się na pięcie i niemalże biegiem ruszyła w stronę baru. Niemalże wyrwała drzwi, kiedy z zamachem otworzyła je by wpaść do środka. Nie zwracała nawet uwagi na zapach tytoniu i alkoholu, który drażnił jej nozdrza. Normalnie nigdy nie zajrzałaby do takiego miejsca, ale teraz potrzebowała oderwać się od rzeczywistości.
Kto wie, może jak się upodobnię do kurwy to zacznie mnie szanować?, pomyślała z sarkazmem, znikając w tłumie klientów baru. Nawet nie obejrzała się na Zbihra.
//Vip-room

...


,, - Zamknij się ! - krzyknęła Elena . - Trzymaj się od tego z daleka . A skoro już o tym mowa , to pomyśl lepiej o biednej Vickie Bennet . Jak myślisz , jak ona sobie radzi ?
- Nie mam pojęcia . Nie wiem , kim jest ta Vickie . Ciągle o niej mówisz , ale ja jej nigdy nie widziałem .
- Widziałeś . Nie kręć , Damonie , cmentarz , pamiętasz ? Zrujnowany kościół ? Dziewczynę , którą zostawiłeś tam błąkającą się w koszuli nocnej ?
- Przykro mi , nie . A zwykle pamiętam dziewczyny , które zostawiam błąkające się w koszuli nocnej " .


Ostatnio zmieniony przez Bella dnia Pią Sty 21, 2011 4:10 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zbihr

avatar


PisanieTemat: Re: Okolice klubu   Czw Sty 20, 2011 7:31 pm

Samiec nadal pił, zamierzając wyssać tyle krwi ile tylko mógł. Policzek był jak orzeźwiająca woda. Bella go uderzyła? Czy ona postradała rozum?
- Kurwa! - warknął przeciągle, odsuwając kły od Lizette. Złapał ją i przytrzymał, gdy straciła przytomność. Po prostu super, jeszcze to mi dowalasz o wielka Pani Kronik?! Kurwa leżała omdlała w jego ramionach a krew tryskała z szyi jak nowo otwarty ketchup. Potrzebowała natychmiastowej pomocy, więc samiec zatamował krwawienie własnymi ustami, a potem oderwał kawałek materiału z ubrania kobiety. Zawiązał materiał na szyi Lizette, modląc się, żeby to wystarczyło.
Po prostu świetnie. Tej kurwy Ghrom na pewno mu nie wybaczy.
Wziął nieprzytomną na ręce i biegiem ruszył do najbliższego szpitala. Po drodze wymazał Lizette pamieć z ostatniego zdarzenia, zastępując ją wściekłym psem. Kulawa historia, ale lekarze powinni bardziej się przejmować ratowaniem kobiety niż tym, jak udało jej się tak zranić. Zbihr podrzucił kurwę w jasno-oświetlonym miejscu, poczekał aż ktoś ją zauważy i wrócił do zero Sum, chcąc zatrzeć ślady.
Przynajmniej Bella była bezpieczna w bractwie. Była... Kurwa, co ona robiła w barze? Kiedy odeszła od niego, samiec pomyślał, że wróciła do siedziby albo chociaż do własnego domu, ale wyraźnie czuł, że siedzi teraz w barze. Nie dość jej wrażeń na dzisiejszą noc?
Już on jej powie co sądzi o takim zachowaniu.

//Zero Sum/Vip-room

...


[You must be registered and logged in to see this image.]
Powrót do góry Go down
Xhex

avatar


PisanieTemat: Re: Okolice klubu   Nie Lut 06, 2011 7:11 pm

Wzięła od niego broń i wsunęła ją za pasek z tyłu spodni.
Z westchnięciem wyminęła chłopaka i wyszła na zewnątrz, czując jak chłodne powietrze wywołuje gęsią skórkę na jej gołych ramionach. Wampiry, nie wampiry, wciąż tutaj pizgało jak cholera i co gorsza, wciąż można było to odczuć.
Zaczesała palcami włosy, które od jakiś kilku dni, prowadziły wytrwały strajk przeciwko szczotce, i wciąż opadały jej na oczy.
- Ręce na ściane, nogi w rozkroku.
Rzuciła do chłopaka, licząc, iż wygląda dostatecznie groźnie, by Johnny bez szemrania wypełnił jej polecenie. Cóż, przerastała go o głowę, i co jak co, była od niego silniejsza. A do tego, miała broń, którą potrafiła się posługiwać, w odróżnieniu od innych.
- Ruchy.
Mruknęła opierając ręce na biodrach.

...


Nie wiem, co teraz powiedziałeś, ale tu u góry zabrzmiało jak 'Chcę się z tobą pieprzyć!'
[You must be registered and logged in to see this link.]
Powrót do góry Go down
John

avatar


PisanieTemat: Re: Okolice klubu   Nie Lut 06, 2011 7:23 pm

Nie miał najmniejszej ochoty robić tego co mu każe, jednak z drugiej strony opór pewnie był bezcelowy. Zmierzył Ją kolejnym szybkim spojrzeniem i postąpił tak jak powiedziała. Podszedł do ściany, na której oparł ręce i rozstawił nogi w lekkim rozkroku. Pochylił dodatkowo głowę w dół, pokazując, że może już zaczynać repetowanie jego kieszeni w poszukiwaniu dalszej ilości broni. W końcu nie miał czego przed Nią chować. Niestety nie przewidział, że postanowi go obszukiwać, zapewne zaopatrzyłby się dodatkowo w kilka moździerzy pod t-shirtem, dwa pistolety typu Uzi, czy parę Kałasznikowów.
Kolejny głęboki oddech i oczekiwanie na rekcje pięknej panny.
Powrót do góry Go down
Xhex

avatar


PisanieTemat: Re: Okolice klubu   Nie Lut 06, 2011 7:38 pm

Podeszła do niego i zręcznymi ruchami zaczęła przeszukiwać jego płaszcz. No cóż, w końcu miała w tym wprawę. Dzięki Bogu, przynajmniej mu nie mógł przy tym stanąć, tak jak pozostałym.
Kieszenie okazały się puste. Również nie chował nic pod koszulką. A szkoda.
Szlag by to. Przemknęło jej przez myśl gdy kucała i zaczęła przesuwać rękami po udach mężczyzny. Nie zatrzymuj się, głupia. Klęła na siebie gdy zmuszona była przesunąć rękami po kroczu Johnny'ego.
Z nie małą ulgą, podniosła się do pionu.
- Masz szczęście, że nie masz nic więcej.
Mruknęła nie wiedząc czy myśl że gdyby miał coś podejrzanego pod ubraniem, to musiałby się rozebrać, bardziej ją kręciła czy świerzbiła. Raczej to pierwsze, postanowiła po kolejnym spojrzeniu na jego twarz.

...


Nie wiem, co teraz powiedziałeś, ale tu u góry zabrzmiało jak 'Chcę się z tobą pieprzyć!'
[You must be registered and logged in to see this link.]
Powrót do góry Go down
John

avatar


PisanieTemat: Re: Okolice klubu   Nie Lut 06, 2011 7:51 pm

Zaśmiał się bezdźwięcznie, gdy Jej dłonie powędrowały po jego udach i kroczu. Poszerzył rozkrok, gdy obszukiwała go w tych miejscach, rozbawiony delikatnością i fachowością Jej ruchów.
Obrócił się twarzą do Niej, gdy wreszcie skończyła to dokładne obszukiwanie.
Mignął Jej jedynie w odpowiedzi:
-Na pewno. Nie muszę się przypadkiem rozebrać?
Rozłożył lekko ręce, jakby w geście zachęty i doprawił owy ruch łagodnym uśmiechem. Mimika twarzy doskonale zastępowała mu brak możliwości mówienia.

Powrót do góry Go down
Xhex

avatar


PisanieTemat: Re: Okolice klubu   Nie Lut 06, 2011 8:07 pm

- Nie wydaje mi się.
Dodała rzucając mu zaczepne spojrzenie. Przestąpiła z nogi na nogę, czując jak robi jej się coraz zimniej. Boże, a już zapowiadali ocieplenie. Chuj z prognozą pogody, zwłaszcza jeżeli dają tam tak brzydkie pogodynki.
- Zgłoś się do mnie, gdy będziesz wychodził. Chyba że chcesz mi ten pistolet podarować.
Jej rysy złagodniały, wygładzone delikatnym usmiechem. Cóż, przynajmniej z nim nie było problemu. Na samo wspomnienie ostatniej bójki, rozbolał ją bark, który nieszczesliwie ucierpiał po tamtym zdarzeniu.
- Dobra, wracajmy do środka.
Westchnęła zrezygnowana i ruszyła w stonę drzwi.

...


Nie wiem, co teraz powiedziałeś, ale tu u góry zabrzmiało jak 'Chcę się z tobą pieprzyć!'
[You must be registered and logged in to see this link.]
Powrót do góry Go down
John

avatar


PisanieTemat: Re: Okolice klubu   Nie Lut 06, 2011 8:53 pm

Pokiwał lekko głową, wciąż się uśmiechając. Szkoda, że jednak nici z szybkiego numerku pod budynkiem baru. Nieco zrezygnowany ruszył za Nią, stwierdziwszy, że na jakieś emocje będzie musiał nieco poczekać. Zabrakło mu jednak kilku kroków by wejść do budynku, gdy dalszy marsz przerwał mu rozrywający ból. Runął na kolana, zwijając się w pół na bruku przed drzwiami. Coś, cokolwiek to było, właśnie rozrywało mu klatkę piersiową w drobne chrząstki. Uczucie towarzyszące temu zjawisku było porównywalne do przypadkowego podłożenia się na kole łamanym. Już po kilku sekundach, haust powietrza w płucach był jedynie marzeniem, na drodze do którego stał niszczący wszelkie życie w promieniu kilkuset kilometrów ból. Zawył przeciągle, zwijając się w agonicznych torsjach. Resztkami sił dźwignął się na powrót, na klęczki, jednak na nie wiele się to zdało. Niczym chór wtórujący wykonawcy, tak tutaj rozsadzający czaszkę ból, zagrał wraz z piekłem w klatce piersiowej, skocznego walczyka. Johnny zupełnie stracił orientacje co do swojego położenia i sytuacji. W tej chwili wiedział, że zwija się w agonii, jaką przysparza mu niewidzialne źródło bólu. Nie zdobył się nawet na uniesienie wzroku i rozejrzenie się za pomocą. Leżał bezbronny i czekał na śmierć.
Powrót do góry Go down
Xhex

avatar


PisanieTemat: Re: Okolice klubu   Nie Lut 06, 2011 10:54 pm

W momencie gdy usłyszała jak jej towarzysz upada na ziemie, nawet przez myśl jej nie przeszło by się obrócić. Cóż, przwrocić się może każdy. Dopiero gdy dotarła do drzwi i usłyszała jak John gwałtownie zaczerpnął powietrza, zorientowała się że coś jest nie tak.
Z lekko zirytowanym wyrazem twarzy, odwróciła się i zdębiała. Własciwie, wyglądała jakby ktoś jej dał w twarz.
Johnny leżał na ziemi i zwijał się w konwulsjach, jakby przedawkował. Już nie raz widziała, jak młodzi idioci wstrzykiwali sobie jakieś ścierwo i wyglądało to tak samo. A potem była śmierć.
Tyle, że tutaj, to była przemiana. Potrafiła to wyczuć.
- Spokojnie.
Klęknęła obok niego i pogłaskała go po spoconym czole. Szlag, teraz chyba będzie musiała go dokrwić.
- Zabiero Cie do siebie, tylko przestań tak wierzgac.
Dodała.


// trele morele, czary mary, następny post w moim apartamencie xD

...


Nie wiem, co teraz powiedziałeś, ale tu u góry zabrzmiało jak 'Chcę się z tobą pieprzyć!'
[You must be registered and logged in to see this link.]
Powrót do góry Go down
Butch

avatar


PisanieTemat: Re: Okolice klubu   Nie Lut 20, 2011 6:37 pm

//Sypialnia Marissy

Butch prosto od samicy udał się do klubu. Liczył, że V albo Hollywood się zjawią. Jakoś nie miał ochoty na samotne szwendanie się, a jeszcze mniejszą ochotę miał, na ratowanie jakiegoś wampira atakowanego przez reduktorków. O ja pierdolę, że co? Teraz do niego dotarło to co zauważył. Dwóch umarlaków nękało jakiegoś samca. Instynktownie poleciał tam z pomocą. Samczyk, był młody i lekko taki wychudzony.
- Ej wy - wrzasnął do truposzy i ruszył szturmem na nich. Tak wiem głupi był, ale w takich momentach się nie myśli. Dzięki zaskoczeniu, uporał się z jednym umarlakiem, co umożliwiło ucieczkę wampirowi, sam jednak był teraz w czarnej dupie. Drugi typ, nie zamierzał się poddać tak łatwo i właśnie nadciągała jego kawaleria.
Butch wyją telefon i wybrał nr V, tan kutas nie odbierał.. nosz.. masakra. Zdążył powiedzieć prę słów, gdy nastąpił atak.. i po wsparciu gliny...
Powrót do góry Go down
Pan X

avatar


PisanieTemat: Re: Okolice klubu   Nie Lut 20, 2011 6:51 pm

// Kwatera Reduktorów.

Pan X szedł sobie tą okolicą mając nadzieje trafić na jakiegoś wampira. Ale ku jemu zdziwieniu zobaczył szamoczącego się reduktora z jakąś inną postacią. Ruszył szybkim tępe w ich stronę. Kiedy był już przy walczących. Pomógł reduktorowi i odepchnął człowieka na bok tak ze ten uderzył w skrzynie. Pan X spojrzał na reduktora. Ten szybko mu wyjaśnił co zaszło. A więc człowiek wtajemniczony... pomagający wampirowi..no może być ciekawe.
- Wypierdalaj stąd. -Syknął tylko do tamtego reduktora. Który szybko się ulotnił. Pan X zauważył na ulicy leżący telefon człowiek. Najwidoczniej podczas szarpaniny wypadł mu. Reduktor wyłączył telefon i schował do kieszeni płaszcza. Przyjrzał się nowej ofierze i ruszył w jego stronę. Był pewien że człowieczek nie ma broni. Chociaż ryzyko zawsze istniało. Wyciągnął pistolet na strzałki i oddał w jego ciało jeden strzał. Cel trafił. Jednak musiała minąć chwila za nim środek zacznie działać.
Powrót do góry Go down
Butch

avatar


PisanieTemat: Re: Okolice klubu   Nie Lut 20, 2011 7:06 pm

O mamuniu.. się porobiło? Taka chujnia, jak nigdy. Butch wyjął swój pistolet i chciał oddać strzał, ale magazynek powiedział niet.. bo był pusty, zanim glina przeładował, reduktor do niego strzelił.. ze środka usypiającego..
Parę chwil Butch stał na nogach, ale nie trwało to za długo, bo środek zaczął działać i nasz kochany B pierdykną na glebę.
Film mu się zaczął urywać i zaczął widzieć ciemność i białe myszki.. yyy a może szare szczury? No coś małego spieprzało.
Starał się jeszcze ruszyć, ale było już za późno, a jego pochłonęła ciemność i sen. Co, jak i gdzie się dalej działa historia? Było tajemnicą, bo B spał jak zabity. No w sumie, nie był trupem, ale środek, był przeznaczony na wampiry, a nie na ludzi i dupa.

//Tam gdzie zawlecze X
Powrót do góry Go down
Pan X

avatar


PisanieTemat: Re: Okolice klubu   Nie Lut 20, 2011 7:19 pm

Pan X zarechotał pod nosem. No proszę ale będzie miał ubaw. Jak jeden będzie mdlał z bólu drugi będzie gotowy do mówienia. I tak na zamianę dopóki nie wyzioną ducha. Ale nie X. będzie dbał o swoich gości. Reduktor tak jak poprzednio zawlekł bezwładne ciało do swojego samochodu na parkin. Zapakował człowieka i uśmiechnięty od ucha do ucha wsiadł za kierownice. Po chwili odjechał do kwatery reduktorów.

//kwatera Reduktorów>>Pokój przesłuchań.
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Okolice klubu   

Powrót do góry Go down
 
Okolice klubu
Powrót do góry 
Strona 4 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Bractwo Czarnego Sztyletu Forum PBF - RPG  :: Miasto :: Caldwell :: • Centrum :: Zero Sum-
Skocz do:  
Free forum | © phpBB | Free forum support | Kontakt z | Report an abuse | www.sosblogs.com