Bractwo Czarnego Sztyletu Forum PBF - RPG

Bractwo Czarnego Sztyletu
 
IndeksIndeks  PortalPortal  Partnerzy  FAQFAQ  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Stół Glymerii

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Luke

avatar


PisanieTemat: Re: Stół Glymerii   Wto Maj 03, 2011 8:31 pm

- Ale obiecałem ojcu że będę się o niego troszczył. -Powiedział wampir na swoja obronę. Tak Lamia zdecydowanie nie lubiła Jacka. NO ale cóż czasem się tak zdarza. A jego brat faktycznie był podobny do Luka w kwestii bycia amantem. tylko on nie miał skrupułów a Luka jakieś tam miał.
- Lamia przecież wiesz ze mnie się nigdy nic nie dzieje. Złego diabli nie biorą. -Powiedział próbując ja podnieść na duchu. Zdawał sobie sprawę z tego że samica będzie się o niego martwić. Miał o to żal do siebie. Jednak ten żal napędzał go. W sensie że pojedzie wyratuje brata i przyjedzie cały i zdrowy.
- Wiem że go nie lubisz i to bardzo ale to jedyna osoba z mojej rodziny z która utrzymuje kontakt. -Powiedział cicho. Wampir odgarnął włosy do tyłu jednak dalej grzywka zasłaniała mu trochę oczy. Luka uśmiechnął się blado. Miał nadzieję że dość szybko mu się uda załatwić ratunek dla Jacka.
- A nie pamiętasz jak go te Araby porwały? -Zapytał z lekkim wyrzutem.
- Mało się wtedy nie przekręcił. A z tego co się dowiedziałem to teraz ma gorsze kłopoty. Niemcy go porwały. -Dodała.
- Czy ty sobie to wyobrażasz. Poza tym wiszę mu przysługę. -Powiedział i pożałował zarz tego że się nie ugryzł w język. Nie mówił o tym swojej przyjaciółce że kilka miesięcy temu to ona tak właśnie on Luka wpadł w duże tarapaty i jego brat mu pomógł. Więc to wykorzystywanie to nie było aż tak do końca. Luka schował na chwilę twarz w dłoniach. Nie wiedział czy jechać czy nie.
Powrót do góry Go down
Lamia

avatar

Partner : Mordh

PisanieTemat: Re: Stół Glymerii   Wto Maj 03, 2011 9:14 pm

Lamia słuchała w skupieniu, co miał jej do powiedzenia przyjaciel.
Na wspomnienie o ojcu luka uśmiechnęła się. Przed oczami ujrzała zabawnego starszego samca. Lukę był bardzo do niego podobny. Ten sam błysk w oku i radość z życia.
Bała się, że już nigdy nie zobaczy tego błysku i szczerego uśmiechu.
- Luke ja się po prostu martwię zrozum to. Jesteś dla mnie ja brat, którego nie miałam. Gdyby cos ci się stało zatłukłabym Jacka własnoręcznie. I miej to na uwadze podejmując decyzje.- Zasępiła się i spojrzała w dal. Nie wyobrażała sobie życia, w którym nie było by Luka. Jego dziecięcej radości. Fakt, że teraz miała samca niczego nie zmieniał była sierotą. Kto innym miąłby się pojawić na jej cerem oni zaślubin jak nie on? Jednak jej rozmyślania przerwała dalsza część jego wypowiedzi.
Jaka znowu przysługa? Czemu ja nic o tym nie wiem?
- Hej, kogo ty chcesz zrobić w balon? Jak przysługa gadaj mi tu szybko? I czemu ja nic o tym nie wiem?- Zapytała z wyrzutem.
Szkoda, że się nie przekręcił byłabym wtedy szczęśliwsza. O jedna gnidę mniej na tym świecie...
Nie mogła zrozumieć jak Luke mógł cos przed nią ukrywać. Była zdruzgotana. Nie tego spodziewała się po latach przyjaźni i oddania.

Powrót do góry Go down
Luke

avatar


PisanieTemat: Re: Stół Glymerii   Wto Maj 03, 2011 9:33 pm

Wampir westchnął ciężko. No teraz będzie musiał jej ładnie wszystko powiedzieć.
- To było wtedy kiedy zniknęłaś tak bez słowa. Cóż było mi smutno i wtedy wyjechałem do Las Vegas aby utopić swoje smutki w szkockiej i hazardzie. Tak topiłem i topiłem że zadłużyłem się naprawdę duża kasę. No i przyszli do mnie aby wyegzekwować ten dług. No cóż udało mi się uciec ale w końcu mnie znaleźli. No i okazało się że Jack robił z nimi interesy i dzięki swojemu talentowi do przekrętów wyratował mnie a ich orżnął na kilkaset tysięcy. -Stwierdził. A teraz był gotów że samica mu tak przy grzmoci że zobaczy gwiazdki. Luka sięgnął po jeszcze jedno jabłko. Zaczął je smętnie przeżuwać. Ech. no cóż czasem tak bywa.
- A potem cie widziałem. Radziłaś sobie całkiem dobrze więc nie ingerowałem ale zawsze byłem w pobliżu. -Powiedział z uśmiechem godnym pokłonu. Widząc jej zdziwienie zaśmiał się cicho.
- Lamio chyba nie myślałaś że cie nie znajdę. Ja mam znajomość. I zawsze będę miał na ciebie oko. -Dodał.
- Tak mam to na uwadze że go zabije jeśli coś mi się stanie ale możesz być pewna że wszystko będzie dobrze. Nic mi nie będzie. Chyba że zejdę na zawal serca w samolocie. -Stwierdził. Tak wampir zdecydowanie nie lubił latać samolotami. Bał się cholernie no ale jak trzeba to trzeba. Jakoś da radę. Luka się podniósł.
- Lamio nie martw się wrócę niedługo. A ty w tym czasie uważaj na siebie i na Mordha. W brew pozorom strasznie nieporadny jest. A i nie pozabijajcie się z Xhex jak wujka Luka nie będzie. -Powiedział posyłając jej łobuzerski uśmiech.
- A no i muszę jechać. Nie wiesz ze na wycieczkach się spotyka miłość swojego życia? -Zapytał się po czym dodał z szarmanckim uśmiechem.
- A dostanę buziaka na pożegnanie? -Kiedy Lamia cmoknęła go w policzek uśmiechnął się. Domyślał się że była w tym też mała zemsta dla Mordha. No ale nic nie mówił. Luka ruszył do wyjścia z namiotu. Pomachał jeszcze samicy posyłając jej promienny uśmiech po czym wyszedł.

z/t
Powrót do góry Go down
Lamia

avatar

Partner : Mordh

PisanieTemat: Re: Stół Glymerii   Pią Maj 20, 2011 11:10 am

Lamia patrzyła na luka z wymalowanym poczuciem winy na twarzy. Była pewna, ze gdyby nie to jej znikniecie po jednej z ich kłótni nie musiał by teraz ryzykować życia dla tego bęcwała. To, co usłyszała potem zdziwiło ją. No tak mogłam się spodziewać ze mnie obserwujesz. Pomyślała rozbawiona.
To byłoby bardzo lekkomyślne gdyby zostawił ja samą sobie. Ale przecież on był lekkomyślny i nieodpowiedzialny wiec, czego innego mogła się spodziewać.
- To dobrze. Będę o tym pamiętała ze zawsze jesteś w pobliżu. – Powiedziała uśmiechając się szeroko. Chociaż jej posępny nastrój nie opuszczał jej. Cały czas martwiła się o Mordha.
-Dobra, dobra postaram się nikogo nie zabić a ty wracaj tak szybko jak to tylko możliwe. – Powiedziała głosem przepełnionym troska. Pocałowała go w policzek na pożegnanie. Wiedząc jak wychodzi z namiotu i macha jej odpowiedziała mu tym samym. Siedziała dalej w tym samym miejscu czekając na powrót Mordha. Czuła jak kilku nieznanych jej samców bacznie się jej przygląda. Wzdrygnęła się z niechęcią. Starała się sie nie dać po sobie poznać ze troszeczkę się ich obawiała.
Spojrzała na stół należący do bractwa. Widziała tam jakieś zamieszanie, ale nie przejmowała się nim zbytnio. Jej wzrok był utkwiony w wejście do Toaletki.

......
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Stół Glymerii   

Powrót do góry Go down
 
Stół Glymerii
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Bractwo Czarnego Sztyletu Forum PBF - RPG  :: Okolice Caldwell :: Polana :: Namiot Biesiadny-
Skocz do:  
Free forum | © phpBB | Free forum support | Kontakt z | Report an abuse | Create a blog