Bractwo Czarnego Sztyletu Forum PBF - RPG

Bractwo Czarnego Sztyletu
 
IndeksIndeks  PortalPortal  Partnerzy  FAQFAQ  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Stół Bractwa Czarnego Sztyletu

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mary
Admin
avatar

Partner : Rankohr

PisanieTemat: Stół Bractwa Czarnego Sztyletu   Pon Kwi 18, 2011 6:28 pm

Namiot wielkości namiotu cyrkowegow kolorze złota, duży i ogrzewany. Na wyściełanej rozwijanej posadzce ustawione są zaścielone czerwonymi obrusami suto zastawione i pięknie udekorowane stoły. Oddzielny dla Bractwa i reszta Dla członków Glymerii oraz innych wampirów. Porządku pilnują psańcy oraz organizatorzy: czyli w tym roku Beth i jej pomocnicy. Znajduje się też to mała toaletka, szatnia oraz pomieszczenie psańców. W dzień tegoż święta panuje post, a biesiadę rozpoczyna się od zjedzenia przez wszystkich jej uczestników symbolicznego jabłka których stosy leżą na każdym stole.




Wygląda na to że członkowie Bractwa po raz pierwszy od około wieku pojawią się publicznie obok wampirzego społeczeństwa które co noc starają się ochronić przed niechybną śmiercią z rąk Lesserów. W samym środku zasiądzie Król ze swoją krwiczką. Obok Królowej, Mary wraz z Rankohrem, Obok Ghroma zasiądzie reszta braci ( oprócz tych którzy wzywani swoimi obowiązkami nie mogli towarzyszyć władcy podczas biesiady). (Jeśli nie przybędą, ich miejsca zajmą inne wyróżnione wampiry).




...


I've seen it all, I've seen the dark
I've seen the brightness in one little spark.
I've seen what I chose and I've seen what I need,
And that is enough, to want more would be greed.
I've seen what I was and I know what I'll be
I've seen it all - there is no more to see!

What about China? Have you seen the Great Wall?
All walls are great, if the roof doesn't fall!


Dotykasz mnie wzrokiem, czasami robisz to tak intensywnie jakbyś robił to swoimi dłońmi.
Powrót do góry Go down
Go??
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Stół Bractwa Czarnego Sztyletu   Pią Kwi 22, 2011 10:44 pm

Po skończonej ceremonii podeszła do Ghroma, którego oczy rozjaśniały na jej widok. Zawsze zachwycała ją ta reakcja, kiedy dostrzegała w jego wzroku bezwarunkową miłość i jej serce przyspieszało na ten widok. Samiec objął ją ramieniem i skierowywał swoje kroki w stronę stołu przygotowanego specjalnie dla bractwa, na którym stały w fantazyjnych misach przygotowane jabłka, by jak nakazywał obyczaj wieczerzę rozpocząć od zjedzenia jabłka. Szli powoli, a tłum rozstępował się przed nim. Glymeria, mogła nie akceptować Ghroma na tronie, ale nikt nie odważył się zrobić mu afrontu. Kontem oka dostrzegła, że reszta braci podąża za nimi. Podeszli do poczesnych miejsc przy stole, zarezerwowanych dla pary królewskiej. Stół liczył sobie tyle miejsc ilu było braci i ich krwiczek. Ghrom przyglądał się swoimi towarzyszom, z zadumą na twarzy. Beth delikatnie chwyciła go za dłoń. Czekali, aż członkowie bractwa podejdą by można było zacząć biesiadę. Kiedy wszyscy byli w końcu na na miejscu, sięgnęli po jabłka i zaczęli jej jeść dają c pozostałym sygnał do rozpoczęcia posiłku.


Ostatnio zmieniony przez Beth dnia Pią Kwi 22, 2011 10:51 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zbihr

avatar


PisanieTemat: Re: Stół Bractwa Czarnego Sztyletu   Pią Kwi 22, 2011 10:50 pm

/Z i Bella -> Polana/Część liturgiczna/

Samiec podążył razem ze swoją partnerką za parą królewską. Wampir nie wiedział zbyt wiele o tej tradycji, dlatego wolał naśladować kogoś, kto zna się na rzeczy, zamiast przynieść wstyd swojej wybrance. Zbihr, lawirując pomiędzy zgromadzonym narodem, doprowadził Bellę to stołu zajmowanego przez Braci. Odsunął jej krzesło i zajął miejsce przy jej boku dopiero gdy usiadła. Samcowi spodobało się takie rozwiązanie - Bractwo przy jednym stole a reszta gdzie indziej. Przynajmniej mógł jeść w spokoju, pilnując Belli i jej bezpieczeństwa. A żaden dupek nie będzie mu przeszkadzał ani w jednym ani w drugim. A tak, towarzystwo Braci zapowiadało względny spokój, a przynajmniej będzie panował swojski nastrój. Dlatego ta część tej porąbanej uroczystości powinna przebiec nawet miło, skoro nikt obcy nie będzie zakłócał braterskich więzi. A kto wie, może nawet będą zachowywali się dość normalnie, jak to przy wspólnych posiłkach. Normalnie jak na siebie, a nie na przyjęte zwyczaje zachowywania się przy stole.
Ghrom wraz z Beth zjedli po jabłku, dlatego Z uznał, że to również jeden ze zwyczajów. Podał jeden owoc Belli i sam również skonsumował swój. Potem zaś sięgnął po kolejne, gdyż reszta posiłków niezbyt samca zachwycała, wziął kolejne jabłko a potem następne, zajadając nudę owocami.

...


[You must be registered and logged in to see this image.]
Powrót do góry Go down
Furiath

avatar


PisanieTemat: Re: Stół Bractwa Czarnego Sztyletu   Pią Kwi 22, 2011 11:40 pm

Podczas ceremonii był nieobecny duchem, a wszystkie czynności wykonywał mechanicznie. Starał się też jak najbardziej być na uboczu, co nawet mu wychodziło, jednak teraz czekała go dalsza część programu tej doby. Żałował, że nie miał żadnego zadania do wykonania, zazwyczaj lubił takie dnie, dziś była to dla niego tortura.
Po skończonej ceremonii ruszył za parą królewską i jego braćmi do namiotu, starając się odpowiedzieć na każdy uśmiech i skinięcie głową. Miał tylko nadzieję, że jego uśmiech nie wyglądał na sztuczny, jakim był w rzeczywistości. "Może przynajmniej dzisiaj odpuszczę sobie rolę miłego ?" - pomyślał, ale w tej samej chwili w której ta myśl zawitała w jego głowie, była kłamstwem. On był po prostu zbyt uprzejmy. W dniu dzisiejszym strasznie go to drażniło. Musiał się z tym przespać.
Zajął miejsce obok swego brata, przynajmniej nie będzie musiał odwzajemniać uśmiechów. Większość wampirów bała się spojrzeć w ich stronę, co niewątpliwie było powodowane samą obecnością Zbihra. On sam w jego zachowaniu nie widział niczego niewłaściwego. Nie ulegało wątpliwości, że był trochę nieprzyjemny w obejściu, ale wolał takie zachowanie, niż włażenie w dupę i podlizywanie się. Dziękował Bogu, o ile jakiś istnieje, że nie stał się takim wampirem, prędzej wolałby odstrzelić sobie stopę, co ze względu na brak jednej, nie byłoby dobrym posunięciem.
Sięgając po jabłko, wziął od razu dwa, wizja ponownego nachylenia się jeszcze raz wydała mu się nazbyt upierdliwa. Mimo miłej atmosfery, czuł nudę i powstrzymywał się od ziewania. Reszta z wampirów, mógł się założyć, że pokazywanie kłów przy okazji eksponując migdałki nie uznałaby za coś stosownego w obecnej sytuacji. Próbując opanować ziewnięcie pochwycił spojrzenie jednej z samic. "Brawa dla tej pani za odwagę" - pomyślał, a niektórzy z usilnymi staraniami, aby tu nie spojrzeć byli wręcz komiczni. "Może nie będzie tu tak źle" - pomyślał, zagryzając jabłko.
Powrót do góry Go down
Rankohr
**********
avatar

Partner : Mary

PisanieTemat: Re: Stół Bractwa Czarnego Sztyletu   Sob Kwi 23, 2011 7:32 pm

//Mary i Hollywood/ cześć liturgiczna

Rankohr trzymając Mary za rękę szedł w ślad za Ghromrem, który ściskał Beth; Z i Bellą, i za Furiathem- coś dzisiaj markotnym. Wcześniej śpiewał, ale i tak cały cza myślał o żarciu, więc ciężko mu było nie fałszować, jak zwykle to Z okazał się ich głównym dowodzącym w zawodzeniu pieśni. Yy to się znaczy wykonywaniu utworów sakralnych, na cześć Pani Kronik. No nie zamieniając się już na drobne, wszystko poszło bez zarzutu i jak to wujek Staszek mówi, wszystko gra i tańczy, jak zespół komanczy.
Wszyscy członkowie Bractwa dotarli już do namiociku, tak namiociku, bo Hollywoodowi wydawał się on strasznie mały, a może to wina tego, że to oni przerośnięć? No mniejsza o to. Każdy zajął dla siebie miejsce, to znaczy takie, które mu najlepiej odpowiadało, bo nie żeby tu było jak na przyjęciach u amerykańskiego prezydenta, gdzie każdy ma karteczkę gdzie siedzi, nie nie broń boże.
- Kochanie, bardzo proszę - Odsunął dla mary krzesełko jak prawdziwy dżentelmen, bo musi przecież dbać o swą kobitkę, no nie? No tak! Sam zajął miejsce obok niej, lukając przy okazji, na resztę tałatajstwa.
Ale dzisiaj każdy był nie w sosie i patrzył na innych bykiem, zwłaszcza Furiath nie emanował dziś wrodzonym miłym usposobieniem. Bardziej przypominał... Gargamela, tylko że zamiast smerfów pożerał jabłka, ciekawe co mu się stało?
- Ej wy wiecie gdzie jest V, albo nasz glina? - No kiedyś trzeba było zapytać, a tak się składało, że wszyscy byli teraz razem, to można było pytać. Nie wierzył, że V przepuścił by uroczystość, to nie było w jego stylu, czyżby G gdzieś go posłał? może po smerfy dla Gargamela? Ale nie, no chyba zdążył by wrócić?
Powrót do góry Go down
Mary
Admin
avatar

Partner : Rankohr

PisanieTemat: Re: Stół Bractwa Czarnego Sztyletu   Sob Kwi 23, 2011 9:52 pm

Mary usiadła na wskazanym przez Rankohra miejscu. Zastanawiała się czy Ghrom che uroczyście otworzyć biesiadę czy poprostu obecni zajmując miejsca, zaczną jeść. Na każdym ze stołów było po dwie sporej wielkości mis z jabłkami. Kobieta zauważyła że najprawdopodobniej gatunek jablek jakie zakupiono, to tej jaki zwykł podawać Zbihrowi Fritz w Bractwie. Właśnie. Czy Z będzie dziś normalnie jadł? Nigdy nie widziała by jadł coś innego niż jabłka, mniej soczyste owoce lub sałatę. No i marchew. Raz widziała jak Fritz przyniósł mu surową marchew. Z nigdy nie jadał niczego co było gotowane i co mogłoby być zatrute. Nie wiedziała dlaczego, i nie specjalnie ją to interesowało. Jeśli tak było, musiał być jakiś mało przyjemny powód i to wynikający z jakichś...zapewne nieprzyjemnych doświadczeń. Mary spojrzala na Z. Wydawał się trochę inny w towarzystwie Belli. Jakby był spokojniejszy. Ale czy napewno?
Odrywając się z rozmyślań szarooka zapytała:
- Właśnie, Beth, czy to już wszyscy? Butch i V przybędą?

...


I've seen it all, I've seen the dark
I've seen the brightness in one little spark.
I've seen what I chose and I've seen what I need,
And that is enough, to want more would be greed.
I've seen what I was and I know what I'll be
I've seen it all - there is no more to see!

What about China? Have you seen the Great Wall?
All walls are great, if the roof doesn't fall!


Dotykasz mnie wzrokiem, czasami robisz to tak intensywnie jakbyś robił to swoimi dłońmi.
Powrót do góry Go down
Go??
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Stół Bractwa Czarnego Sztyletu   Nie Kwi 24, 2011 9:08 pm

Usłyszała pytanie, które padło ze strony Mary. Odwróciła się w jej stronę z uśmiechem i i zrobiła minę „Nie mam najmniejszego pojęcia”. Teoretycznie przy stole powinien siedzieć jeszcze V. Z tego co wiedziała to Butch jako człowiek, nie miał brać udziału w uroczystościach, a skoro V. również się nie pojawił to widocznie obydwaj urwali się gdzieś . Ghrom zapewne natrze im obydwu uszu po uroczystości, ale póki co zachowywał się jak gdyby nic się nie działo i nikogo przy stole nie brakowało. Spokojnie rozpoczął biesiadę. Wszyscy inni idąc za jego przykładem usiedli na swoich miejscach i rozpoczęli konsumpcję. Beth czuła na sobie setki oczu przedstawicieli Glymerii, którzy krzywo patrzyli na fakt, iż jest ich królową. Automatycznie wyprostowała się, i dyskretnie uścisnęła dłoń Ghroma próbują sobie dodać otuchy. Sztywna atmosfera posiłku nie wpływała zbyt dobrze e na ich apetyt, no może poza Rankohrem, któremu nic nie mogło zepsuć apatytu. Daleko mu było do ciepłych rodzinnych posiłków, które spożywali w rezydencji.
Powrót do góry Go down
Rankohr
**********
avatar

Partner : Mary

PisanieTemat: Re: Stół Bractwa Czarnego Sztyletu   Czw Kwi 28, 2011 2:44 pm

Pożerając jabłko, za jabłkiem bawił się w najlepsze. Miał tak świetny humor, że.. no chyba atak kosmitów, lub zrzucenie bomby jądrowej mogło mu go zepsuć. Co jakiś czas rzucał spojrzenie w kierunku Mary. Jego białe ząbki wgryzały się w jabłka, choć tak na prawdę wolał by w jej skórę, podczas.. innych ciekawych zajęć. Już sobie wyobrażał, co z nią zrobi, gdy zostaną sami.
Wszyscy byli zajęci wcinaniem i zajadaniem, zresztą on też, ale jakoś tak. Rozejrzał się po braciach, każdy miał taką minę.. trudno to opisać, jak by urwali się z róznych choinek. Samiczki były chyba tylko normalne, bo jakoś takoś towarzyskie. Reszta znaczy arystokracja zasiadła przy swoim stole, więc nie gapili się na niech, co bardzo odpowiadało Rankohrowi.
Jego dobre samopoczucie, szybko jednak minęło. Nie wiedzieć czemu ogarnęło go niemiłe przeczucie, że coś jest nie tak. Nie wiedział co, gdzie jak, ale było coś nie tak, jak powinno. Odłożył jabłko, które było już do połowy nadgryzione. Skóra zaczęła go swędzieć, bestyjka również była niespokojna i chciała sie wydostać na zewnątrz i poszaleć. Wszystkie znaki na ziemi i niebie mówił, że zbliżają się kłopoty.
Ścisnął rękę Mary, tak raczej nieświadomi, patrząc przed siebie w próżnię. Dotyk kobiety zawsze go uspokajał, teraz jednak, nie poszło tak łatwo. Wziął głęboki oddech, wciągając zapach Mary. Tak to go jakoś oswajało i pozwalało wrócić do normalności.
Powrót do góry Go down
John

avatar


PisanieTemat: Re: Stół Bractwa Czarnego Sztyletu   Nie Maj 01, 2011 12:22 pm

John wkroczył do namiotu powolnym krokiem, rozcierając sobie dłonią głowę. Od czasu przemiany nie czuł się najlepiej, był jakiś taki dziwny, nieswój. Gdyby nie to, że jest wampirem można by przyjąć, że był po prostu nieludzki. Zmiana generalnie wyszła na dobre, bo z popierdułki jaką był, stał się wysokim, silnym gościem, ale przyzwyczaił się do tamtego ciała. Teraz wszystko było inne, większe i pogodzenie się z nowymi członkami było trudniejsze niż przypuszczał.
Spod przymrużonych powiek przyjrzał się wnętrzu. Rozpoznał wiele twarzy, ale był w tak fatalnym stanie, że jego mózg nie do końca je rozróżniał. Powłóczając nogami dotarł do stolika, gdzie zagęszczenie znajomych było największe. Przeleciał nieprzytomnym wzrokiem po twarzach zebranych, udało mu się rozpoznać siostrę. Jakiś plus. Spojrzenie, wyraz twarzy, mowa ciała wampira mówiły coś w stylu: "darujcie, widzicie jak wyglądam, co nie?". Nie miał nawet siły by sięgnąć po notes i nabazgrać kilka słów, że przeprasza za spóźnienie i tak dalej. Zajął miejsce w okolicach końca stołu z zamiarem odbębnienia uroczystości i jak najszybszego powrotu w jakieś miłe, spokojne i bezpieczne miejsce, w którym będzie mógł dojść do siebie. Nie był duszą towarzystwa, więc nie paliło mu się by usiąść w środku i zabawiać wszystkich rozmową. Abstrahując już od tego, że mówić nie mógł.
Sięgnął po jabłko, ugryzł je i powoli zaczął przeżuwać. Zerknął w stronę, gdzie siedziała większość osób i słuchał.

//Dajcie mi kilka postów na zorientowanie się w sytuacji.
Powrót do góry Go down
Rankohr
**********
avatar

Partner : Mary

PisanieTemat: Re: Stół Bractwa Czarnego Sztyletu   Sro Maj 04, 2011 2:54 pm

Hollywood wlepiał oczka w jabłuszka, czuł się jak by ktoś zaczął mu charcowac po bebechach, coś było nie tak. Jak otępiały, albo w amoku wstał z miejsca i stał tak dobra chwilę. Nic nie mówił, nawet nie drgną, czy się na niego reszta gapiła? Nie wiadomo, bo Rankohr nie podnosił na nich wzroku, więc nie wiadomo.
Zaczął w końcu ciężko oddychać, jeszcze chwila i wejdzie w stan hiperwentylacji. Jednak nie, nie proszę państwa, to była taka mała zmyłka dla przeciwnika.
Gdy już odzyskał przytomność umysłu i władzę nad ciałem, wydarła się na całe gardło.
- STOP - Teraz to chyba zwrócili na niego uwagę, bo głos miał donośny i mały też nie był. W tym czasie, gdy on się starał uspokoić bestyjka robiła zupełnie co innego. Tak, bestyjka wręcz przeciwnie, chciała się wydostać i poszaleć. To nie wróżyło zbyt dobrze. Jednak zebrani chyba nawet nie zdawali sobie z tego sprawy, Hollywood też tak raczej ciężko kontaktował, więc uwaga, bo bestyjka lada chwila będzie robiła, to co chce.
Wracając jednak do głównego problemu i meritum sprawy. Rank spojrzał wreszcie po braciach, którzy siedzieli przy stole i zajadali.
- Niczego nie jeść... Coś jest nie tak. - Teraz to żołądek przewrócił mu się chyba na drugą stronę i miał ochotę puścić pawia, jednak będąc w miarę kulturalny, powstrzymał się. Spojrzał po wszystkich, jego wzrok zatrzymał się na młodym John z niewidzącym wzrokiem pałaszował jabłuszko.
- John - Krzyknął w stronę chłopaka - Nie jedz - Rankohr nie żartował, coś było be z tym żarełkiem, jego brzuszek nie kłamał, nigdy, zwłaszcza, że on mógł pożerać wszystko, był trochę jak śmietnik, ale co zrobić, jak się karmi siebie i bestyjkę. Apetyt zawsze mu dopisywał, ale to,.. to jedzenie, nie było cacy, zdecydowanie nie.
Powrót do góry Go down
John

avatar


PisanieTemat: Re: Stół Bractwa Czarnego Sztyletu   Czw Maj 05, 2011 5:15 pm

John przywykł do tego, że nikt go nie zauważa, że żyje sobie sam, z boku, bez niczyjej ingerencji. Czasami bywało to irytujące, ale w obecnej sytuacji bycia wyprutym z życia był to zdecydowanie wielki plus. Chociaż czemu się tu dziwić? Z przyczyn oczywistych John nie był najlepszym kandydatem do rozmowy przy stole biesiadnym.
Nie tylko zajadał się jabłkiem, nawet udało mu się znaleźć pod ręką jakiś sok, czy inny napój. Nie wnikał co to było dokładnie, zależało mu na czymś mokrym co, przy odrobinie szczęścia, orzeźwi go w jakiś sposób i pozwoli stanąć na nogi. Nie wyszło...
Na szczęście(?) na posterunku stał Rankohr, który zerwał się jak poparzony i zaczął krzyczeć. Wampir przeniósł na niego swoje zamglone i nieobecne spojrzenie, ale nie przestawał rzuć kęsa jabłka, który przed chwilą ugryzł.
Gdy stojący zwrócił się do niego uniósł pytająco brew w górę, co przy jego 'zmęczeniu' musiało wyglądać co najmniej zabawnie. Oto postawny mężczyzna, z oczami przymkniętymi jak u Azjaty unosi brew, a oczy zamiast mu się otworzyć zwęziły się jeszcze bardziej. Nieprzesadzonym będzie powiedzieć, że brunet wyglądał jak postać z japońskiej bajki.
Posłusznie odstawił co jadł i nawet udało mu się spojrzeć w miarę przytomnie na towarzystwo. Uniósł dłonie ku górze i w geście bezradności pokazał, że nie wie o co chodzi. Pisać mu się nie chciało, a liczył na jakieś wyjaśnienia.
Powrót do góry Go down
Mary
Admin
avatar

Partner : Rankohr

PisanieTemat: Re: Stół Bractwa Czarnego Sztyletu   Sob Maj 07, 2011 9:22 pm

W jednej chwili sielska atmosfera znikła, rozmowy ucichły a Mary czuła tylko strach. Przerażenie. Szok. Złapała Rankohra ze rękę. Przeniosła wzrok ze swojego samca na Beth na której twarzy malowało się zmieszanie. Ghrom zaniepokojony zaczął rozglądać się po sali. Na szczęście sama nie zdążyła jeszcze niczego zjeść.
- Rank... co się dzieje... -zapytała niepewnym głosem. Spojrzala na Johna, Furiatha. Oni już jedli. Zbihr też. Bella własńie troskliwie patrzyła w oczy zbihra. Samiec miał przymrużone oczy.
- Oboże... tylko nie mów mi że to jest ...
Nie zdążyła dokończyć zdania gdy Furiath zaczął rozkrajać jabłka w półmiskach.
- Rankohr.... -wyszeptała.



...


I've seen it all, I've seen the dark
I've seen the brightness in one little spark.
I've seen what I chose and I've seen what I need,
And that is enough, to want more would be greed.
I've seen what I was and I know what I'll be
I've seen it all - there is no more to see!

What about China? Have you seen the Great Wall?
All walls are great, if the roof doesn't fall!


Dotykasz mnie wzrokiem, czasami robisz to tak intensywnie jakbyś robił to swoimi dłońmi.
Powrót do góry Go down
Bella

avatar


PisanieTemat: Re: Stół Bractwa Czarnego Sztyletu   Pią Maj 13, 2011 4:47 pm

(Tak! Ona jednak żyje! xD)

//Polana, Część Liturgiczna
Bella wraz ze Zbhirem weszli do namiotu biesiadnego. Samiec natychmiast począł prowadzić ją w stronę stołu, zarezerwowanego jedynie dla braci i ich partnerek. Choć tyle razy powtarzał jaki to jest okropny, próbując zniechęcić do siebie Bellę, teraz zachowywał się niczym prawdziwy dżentelmen, odsuwając jej krzesło i siadając dopiero kiedy ona to uczyniła. Samica nie przepadała za tymi wszystkimi sztywnymi zasadami arystokracji, ale w towarzystwie Z. czuła się nawet swobodnie i jej to nie przeszkadzało.
Nie wiedziała jakoś wybitnie wiele o uroczystości na cześć Pani Kronik, bo zwyczaj ten zatarty został lata temu, ale miała jakieś mgliste pojęcie jak to wygląda. Szczerze podobało jej się to, że Ghrom postanowił wznowić obchody, choć przygotowania były nieco zbyt widoczne dla reduktorów. Nie bała się jednak, miała bowiem pojęcie, że nic jej nie grozi, póki ten z bliźniaków jest przy niej. Już teraz widziała jak czujnie jej się przygląda, jakby spodziewając się, że zaraz ktoś na nią skoczy, a on będzie zmuszony ją bronić.
Tak, zdecydowanie mogła być o siebie spokojna. Nie zmieniało to jednak faktu, że obawiała się o niego; bracia byli najważniejszym dla reduktorów celem, a Z. bywał na prawdę porywczy, kiedy chodziło o jej bezpieczeństwo. Dla odmiany - o swoje nie troszczył się wcale.
Zbihr był niepewny tego, co działo się dookoła i była tego świadoma. Widziała jak obserwuje Ślepego Króla i jego partnerkę, próbując nadążyć za przebiegiem uroczystości. I faktycznie, po chwili podał jej jabłko, które przyjęła z lekkim uśmiechem. Dołączyła do jedzących, przyglądając się owocowi i rozkoszując się jego smakiem. Słodkie i soczyste, choć nawet ono nie mogło równać się z pocałunkami Zbihra czy uczuciem, które ich łączyło.

...


,, - Zamknij się ! - krzyknęła Elena . - Trzymaj się od tego z daleka . A skoro już o tym mowa , to pomyśl lepiej o biednej Vickie Bennet . Jak myślisz , jak ona sobie radzi ?
- Nie mam pojęcia . Nie wiem , kim jest ta Vickie . Ciągle o niej mówisz , ale ja jej nigdy nie widziałem .
- Widziałeś . Nie kręć , Damonie , cmentarz , pamiętasz ? Zrujnowany kościół ? Dziewczynę , którą zostawiłeś tam błąkającą się w koszuli nocnej ?
- Przykro mi , nie . A zwykle pamiętam dziewczyny , które zostawiam błąkające się w koszuli nocnej " .
Powrót do góry Go down
Mary
Admin
avatar

Partner : Rankohr

PisanieTemat: Re: Stół Bractwa Czarnego Sztyletu   Sob Maj 28, 2011 10:16 pm

Na sali zawrzały ciche głosy. Zaskoczeni obecni członkowie glymerii nie wiedzieli jeszcze co sie dzieje. Wszyastko działo się w przeciągu sekund a zafrasowane towarzystwo odstawiło jedzenie.

Zaczeła nerwowo rozglądać się po sali. Niewiedząc czy skupić się na swoim samcu czy próbować ostrzec resztę gdy spojrzała na Bellę nie miała już
wątpilości. Wstała raptownie i z urwanym głosem szybko wstała z krzesła momentalnie znajdując się przy Belli.
- Wypluj to! Wypluj! - zawyła panikując.
Samica wypluła resztkę przeżytego jabłka.
- Ile zjedliście? -zapytała wszystkich przy stoliku kątem oka obserwując Rankohra i Zbihra którzy poważnie zbledli.
- Ile zjadłaś?
- Musisz to zwrócić. - Chwyciła belle za Ramiona. strarała się myśleć logicznie podczas gdy serce waliło jej jak szalone i trzęsły się ręce.
- Beth? Furiath? Ghrom? Ile zjedliście?
Sama nic nie zjadła. Na szczęście.
Szczęście w nieszczęsciu.






...


I've seen it all, I've seen the dark
I've seen the brightness in one little spark.
I've seen what I chose and I've seen what I need,
And that is enough, to want more would be greed.
I've seen what I was and I know what I'll be
I've seen it all - there is no more to see!

What about China? Have you seen the Great Wall?
All walls are great, if the roof doesn't fall!


Dotykasz mnie wzrokiem, czasami robisz to tak intensywnie jakbyś robił to swoimi dłońmi.
Powrót do góry Go down
Bella

avatar


PisanieTemat: Re: Stół Bractwa Czarnego Sztyletu   Wto Maj 31, 2011 7:50 am

Wszystko było dobrze, a przynajmniej do czasu. Bella rozglądała się po sali, próbując przypomnieć sobie jak powinna wyglądać dalsza część uroczystości, bo nie chciała być gorsza od reszty. Lubiła wiedzieć co ma robić, nie odstawać od reszty jakoś zbyt wyraźnie... No, może poza Glymerią, nie chciała być zaliczana do tej grupy. Ale w tym momencie było to wspólne święto, wspólna uroczystość na cześć Pani Kronik, więc powinno być jak najbardziej idealnie zwłaszcza, że zwyczaj został odnowiony po tak wielu latach zaniedbywania; sama Bella słyszała o tym jedynie, nigdy zaś nie brała udziału w czymś podobnym.
Bez pośpiechu delektowała się jabłkiem. Miała właśnie przełknąć kolejny kęs, kiedy nagle to się stało. Mary zerwała się i rzuciła w jej kierunku krzycząc by wszyscy wypluli owoce. Bella zrobiła to właściwie machinalnie, zanim jeszcze głębiej zastanowiła się nad tym co robi. Potrzebowała chwili by zorientować się co krzyczy do niej Mary, która dosłownie wpadła w panikę, potrząsając nią i wciąż wykrzykując by dalej nie jeść, co dalej nie miało dla Belli sensu.
- Mary, co się dzieje? - zapytała skołowana, próbując wszystko sobie poukładać. Zapomnieli o jakiejś części rytuału? Chyba raczej nie, a nawet jeśli to chyba Mary nie robiłaby z tego takiej afery. Tu chodziło o coś zupełnie innego, ale w tym momencie Bella nie potrafiła tego pojąć. - Zjadłam trochę, ale nie rozumiem dlaczego... - Zawahała się na chwilę i urwała w pół słowa. Rozejrzała się po namiocie, na ile to był możliwe przy potrząsającej nią przyjaciółce i dostrzegła, że bracia wyglądali dziwnie... Najdelikatniej mówiąc.
Rozszerzyła oczy, powoli pojmując. A przynajmniej miała nadzieję, że zrozumiała, bo jasnowidzem nie była, a jedyną przyczyną tak gwałtownej reakcji Mary były...
- Zatrute jabłka? - zapytała wprost.
Rodem jak z jakiejś baśni o "Królewnie Śnieżce", ale w tym przypadku niekoniecznie musiało skończyć się szczęśliwie. Zwłaszcza, że większość zjadła znacznie więcej niż ona. Spojrzała na Zbhira spanikowana, zupełnie nie wiedząc co teraz zrobić. Po chwili zerwała się korzystając z tego, że osobiście czuła się dobrze poderwała się, próbując dostrzec czy przy sąsiednich stołach wszyscy już zorientowali się, że coś jest nie tak. Konkretnie, martwiła się przede wszystkim o brata, którego przecież widziała na uroczystości.

...


,, - Zamknij się ! - krzyknęła Elena . - Trzymaj się od tego z daleka . A skoro już o tym mowa , to pomyśl lepiej o biednej Vickie Bennet . Jak myślisz , jak ona sobie radzi ?
- Nie mam pojęcia . Nie wiem , kim jest ta Vickie . Ciągle o niej mówisz , ale ja jej nigdy nie widziałem .
- Widziałeś . Nie kręć , Damonie , cmentarz , pamiętasz ? Zrujnowany kościół ? Dziewczynę , którą zostawiłeś tam błąkającą się w koszuli nocnej ?
- Przykro mi , nie . A zwykle pamiętam dziewczyny , które zostawiam błąkające się w koszuli nocnej " .
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Stół Bractwa Czarnego Sztyletu   

Powrót do góry Go down
 
Stół Bractwa Czarnego Sztyletu
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Bractwo Czarnego Sztyletu Forum PBF - RPG  :: Okolice Caldwell :: Polana :: Namiot Biesiadny-
Skocz do:  
Create a forum on Forumotion | © phpBB | Free forum support | Kontakt z | Report an abuse | Create a free blog