Bractwo Czarnego Sztyletu Forum PBF - RPG

Bractwo Czarnego Sztyletu
 
IndeksIndeks  PortalPortal  Partnerzy  FAQFAQ  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Sala medyczna

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Rankohr
**********
avatar

Partner : Mary

PisanieTemat: Sala medyczna   Sro Mar 23, 2011 11:15 am

Pomieszczenie dość prymitywne, ale bractwu służy jako lecznica. Znajdują się tu środki pierwszej pomocy i inny sprzęt medyczny.
Powrót do góry Go down
Rankohr
**********
avatar

Partner : Mary

PisanieTemat: Re: Sala medyczna   Sro Mar 23, 2011 11:24 am

//Z, V, T, G, R/ kwatera reduktorów

Hollywood zabrał rannego, ledwo żywego, wyglądającego, jak zwłoki brata i wraz z resztą eksmitował się z plugawego terenu. Niósł Tohrtura bardzo ostrożnie, obchodził się z nim, jak z jajkiem. Jego widok, był straszny. Wychudły, poobijany i zmasakrowany, T wyglądał żałośnie. Rank miał nadziej, że się z tego wyliże, że już niedługo stanie na nogi. Wszyscy tęsknili za T, gdy zniknął, to był dla nich prawdziwy cios.
Gdy wszyscy cali i zdrowi, oprócz T rzecz jasna, dotarli do rezydencji, natychmiast zanieśli brata do pomieszczenia, gdzie znajdowały się jakieś tam medykamenty. Trzeba było zająć się jego ranami,
- Może lepiej by było odwieź go do kliniki? Aghres lepiej by się nim zajął, niż my. - Rzuciła Hollywood do braci. Cały czas trzymając Tohra na rękach. Nie chciał mu zrobić krzywdy, bał się go nawet położyć, jednak gdy nie uzyskał odpowiedzi, tylko wszyscy stali jak buce i milczeli, odłozył T na stół.
- No to co robimy? Kto się niem zajmie? - nie byli wybitnymi lekarzami, więc.. jakoś trzeba sie zabrać do dzieła.
Powrót do góry Go down
Zbihr

avatar


PisanieTemat: Re: Sala medyczna   Sro Mar 23, 2011 10:14 pm

Pytanie było dość głupie, bo co mogli zrobić oprócz gapienia się lub wezwania pomocy? Najwyżej bracia spróbują swoich zdolności medycznych i przeprowadzą nowatorską operacje na Tohrze. Samiec już teraz wyglądał jak gówno, więc dalsze ingerencje w jego ciało nie przyniosłaby jakiś diametralnych zmian.
Śmiertelną ciszę, która zapadła po słowach Rankohra przerwał w końcu Furiath. Przyszedł za braćmi, kiedy ci już zgromadzili się w tej sali.
- Najpierw zajmiemy się jego ranami? Kiedy ktoś będzie się nim zajmował to Tohr powinien się dokrwić.
Samiec miał rację, nie dość, że Tohrtur przeszedł wyczerpujące tortury to był wygłodzony i krew się przyda. Nawet wmuszona, chociaż w tym stanie samiec nie będzie mógł się powstrzymać, nieważne jak długą głodówkę sobie urządził.
- I trzeba wezwać tego 'kogoś', kto zajmie się jego ranami - Furiath kontynuował dalej, nie przejmując się zbytnią ciszą w sali.
Sam Z wolał siedzieć cicho. Nie znał się na leczeniu ran, częściej je otrzymywał i zadawał niż opatrywał. A wyglądało na to, że czeka Tohra nastawianie kilku kości.

...


Powrót do góry Go down
Go??
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Sala medyczna   Czw Mar 24, 2011 7:16 pm

/Apartament Królewki/Salon/

Wpadły do sali medycznej i ich oczom ukazł się rozpaczliwy widok. Tohr cały zmaltretowany, zakrwiony spoczywł na specjalnym łóżku, a bracia tłoczyli się wokół niego. Wygladało. ze F. przejął chwilowo dowodzenie nad sytuacją w pomieszczeniu. Beth stanęła jak wtryta i zrozpaczą spojrzała na pokiereszowne ciało przyjaciela.
- Czy on..., czy on...-Pytanie czy samiec żyje nie chciało jej przejść przez usta.
Powrót do góry Go down
Carmine

avatar


PisanieTemat: Re: Sala medyczna   Nie Mar 27, 2011 9:09 pm

/Apartament Królewski -->Salon/

Kiedy Beth powiedziała, że bractwo już jest podążyła wraz z Mary za nią. Doszły do kolejnego, wielkiego pokoju. W nim znajdowali się mężczyźni, którzy wpadli do jej domu i pochylali się nad stołem, a wtedy usłyszała głos królowej. Czy on... Czy on... Kobieta za nic nie mogła dokończyć swojej myśli, ale Carmine zrozumiała. Nie miała zamiaru dłużej siedzieć z boku. Przepchnęła się pomiędzy bractwem i na stole ujrzała rannego Tohrtura. W jej oczach pojawiły się łzy -Tohr... - wyszeptała i ujęła dłoń wampira w swoje palce. Chciała wiedzieć czy wyjdzie z tego, ale na pewno nie miała zamiaru tego dowiedzieć się od Zbihra czy tego drugiego wrednego wampira. Obróciła się do mężczyzny, który w jej domu próbował ją uspokoić - Czy on wyjdzie z tego? - spytała słabym głosem. Ostatnie wydarzenia i brak snu dawały o sobie znać.
Powrót do góry Go down
Ghrom

avatar


PisanieTemat: Re: Sala medyczna   Pon Mar 28, 2011 9:59 pm

//Z, V, T, G, R/ kwatera reduktorów

Ghrom przyglądał się leżącemu na stole T i myślał "Czy on przeżyje?", "Mam głęboką nadzieję że tak" gdy tak się przyglądał czuł smutek w sercu że Tohrtur może nie przeżyć. Nagle do sali wbiegła Beth wtedy Ghrom chciał podejść do niej i przytulić ją by jej okazać wsparcie. Beth zaczeła coś mówić łamiącym się głosem lecz nie dokończyła, za nim do Ghroma doszły słowa jego samicy weszła do sali samica która przez ostatnie tygodnie, miesiące zajmowała się T przed porwaniem. W tym momęcie Król zrozumiał o co pyta Betch.
- Beth wszystko będzie dobrze wyzdrowieje - powiedział do samicy starając się utrzymać pewny siebie głos i wyraz twarzy.
Podszedł do Beth i położył ręke na jej ramieniu. Popatrzył na Carmine która w oczach miała przerażenie gdy go zobaczyła ujeła go za ręke. Samica obróciła się w stronę R spojrzała z rozżaleniem pytając czy wszystko będzie słysząc w odpowiedzi milczenie.
Powrót do góry Go down
Rankohr
**********
avatar

Partner : Mary

PisanieTemat: Re: Sala medyczna   Sro Mar 30, 2011 2:38 pm

Bądź tu mądry i pisz wiersze... Co on miał powiedzieć? Kłamać? Dlaczego oni patrzą na niego, nie jest ekspertem od medycyny. Ale się porobiło, już wolałby być chłostany, ale ok, jest dużym chłopcem, poradzi sobie.
Stanął koło dziewczyny, położył jej rękę na ramieniu. Wziął głęboki oddech, przez kilka chwil zbierał myśli, by móc ze spokojem powiedzieć to, co miał do powiedzenie.
- Tohrtur jest w kiepskim stanie. Był torturowany, znęcano się nad nim. Jest wygłodniał i stracił sporo krwi. - Zamilkł na chwilę, bo chyba wszyscy to wiedzieli, ale nikt nie chciał powiedzieć tego głośno i pech chciał, że wypadło na niego. - Jeśli nie dostanie krwi i nie zajmiemy się jego ranami.. może nie przeżyć. - Zajebiście jest być gościem, co mówi złe nowiny, no zajebioza. - Nie martw się - starał się być spokojny, by nie straszyć dziewczyny. Mówił łagodnie i rzeczowo - to nasz brat, nie pozwolimy mu umrzeć, Ty też nam pomożesz... Prawda?- Spojrzał na nią wymownie. T potrzebował krwi.. a ta dziewczyna mogła mu pomóc.
- Z ściągnij doktorka - rzucił w stronę brata, jeśli ktoś mógł to zrobić, to tylko on. Z miał dar przekonywania hahah Rank znów spojrzał na samiczkę.
- On potrzebuje krwi - To było cholernie nie miłe uczucie.. nie dość, że jest przeklęty, to jeszcze musi odwalać chujową robotę.. Jak zawsze biednemu wiatr w oczy.
Powrót do góry Go down
Zbihr

avatar


PisanieTemat: Re: Sala medyczna   Sro Mar 30, 2011 5:08 pm

Jeszcze tylko Butch, w końcu człowiek ostatnio grzeje sobie miejsce obok V, i zbierze się cała rodzinka. Może jednak rodzinka to złe określenie. Carmine, ta ruda samica, była obca, chociaż bardzo się starała, aby pomóc Tohtrurowi. I da mu żyły. Raczej po dobroci, skoro to właśnie przez nią wampir jest w aktualnym stanie, takim trochę przedśmiertnym. Rankohr powinien przestać udawać bycie miłym facetem i zamiast tego spróbować wzbudzić poczucie winy albo zacząć grozić. Samca zdziwiło tylko zachowanie pretranski. Skoro chciała wrócić do swojego życia i tak źle się przy nich czuła, to po co tu przyłaziła? I skąd się wzięły te łzy i cierpienie na widok jego zmasakrowanego ciała? Dlaczego jej na nim zależy? Kurwa, przecież nawet Z wiedział, że samiec spieprzył jej życie. Chociaż miał przed sobą naoczny dowód przypadku gdzie również ktoś musiał zostawić swoje dawne życie. Ale Beth wydawała się zadowolona z takiego obrotu spraw. Z sam spierdolił życie Belli, więc o co tym samicom chodziło? Pociągały ich wraki, które nie miały nic do zaoferowania?
Ponure przemyślenia przerwał mu Rankohr. W innym przypadku samiec kazałby mu się odpierdolić i samemu wszystko zrobić, ale skoro w grę wchodziło życie Tohrtura to można było odłożyć na bok pierdolone humory.
Z odszedł w kąt, ciągnąc za sobą Furiatha i podał mu swój telefon. Nie musiał o nic prosić, brat wiedział o co mu chodzi, dlatego wcisnął mu odpowiednie klawisze, wybierając numer do kliniki. Słuchawka została od razu podniesiona i odpowiedział mu kobiecy głos. Samiec miał chociaż odrobinę dobrego wychowania i ściszył głos, wyrażając swoje żądania pomieszane z przekleństwami i groźbami. Po krótkiej chwili recepcjonistce udało się jakoś mu przerwać i miło wyjaśniła, że Aghres nie jest teraz dostępny, ale zaraz zostanie wysłana pielęgniarka. Z zakończył rozmowę, przedtem jednak wszystko z recepcjonistką ustalił. Podał ulicę niedaleko a tam już będzie czekał Fritz. Samiec wykonał kolejny telefon do służącego i uznał sprawę za zrobioną.
Doktor nie przyjedzie? To niech gnój gnije tam gdzie teraz jest a Z będzie szczęśliwy, jeśli już nigdy nie zobaczy jego mordy. Bo wtedy na pewno nie wytrzyma i go zabije jak zwykłe ścierwo, jak reduktora, za to, że zawiódł, chociaż jego zasranym obowiązkiem było leczenie. Chyba, że to kolejna próba rozbicia bractwa? Najpierw próbował morderstwa a teraz unika leczenia, mając cichą nadzieję, że w końcu każdy z nich wykituje sam, jeśli zostawi się ich na jakiś czas samych.

...


Powrót do góry Go down
Go??
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Sala medyczna   Sro Mar 30, 2011 11:50 pm

Poczuła dłoń Groma na swoim ramieniu i odwróciła się w jego stronę chroniąc się w jego bezpiecznych ramionach, czerpiąc pociechę z kontaktu ze swoim brońcem. Ghrom objął ją swymi silnymi ramionami i przygarnął do siebie, pocieszająco głaszcząc po plecach. Wzdrygnęła się słysząc Rankohra. Widziała, jak zmaltretowane jest ciało przyjaciela, ale słuchanie jak R. rozprawia o tym takim rzeczowym tonem, sprawiło, że przeszły ją ciarki. W sali panowała napięta atmosfera, najmniejszy drobiazg mógł grozić wybuchem. Z. już wyglądał jak gdyby zaraz miał eksplodować, i tylko Furiath pozostawał oazą spokoju, jak zawsze. Pretranska blada jak ściana wpatrywała się w nieruchomego Tohra i Beth przemknęło przez myśl, że chyba czuje do niego coś więcej niż twierdziła.
Ta bezradność i bezczynność były okropne. Czekanie , aż pojawi się ktoś kto pomoże Tohrowi wydłużało czas w nieskończoność, a kolejne minuty wlekły się niemiłosiernie. Beth zaczęła robić w myśli listę samic mogących dokrwić samca, bo niestety pretranska nie mogła pomóc.
-No i gdzie ta pielęgniarka. -Zapytała w końcu zniecierpliwiona. Już sam fakt, że lekarz był niedostępny był wyjątkowo irytujący, ale to czekanie na pielęgniarkę to była kompletna masakra. Ghrom pogładził ją uspokajająco po plecach.
Powrót do góry Go down
Carmine

avatar


PisanieTemat: Re: Sala medyczna   Nie Kwi 03, 2011 8:21 pm

Słuchała wszystkich. Chciała wiedzieć jak najwięcej co się dzieje z Tohrturem. Nie dowiedziała się dużo. Wszystko co przekazał jej wampir było bardzo dobrze widać. Spojrzała na przyjaciela, którego trzymała wciąż za dłoń tak jakby miała nadzieję, że to go uzdrowi.
-Chciałabym mu pomóc, ale raczej nie mogę. Nie wiem jak - powiedziała cicho i spojrzała na resztę wampirów w pokoju, którzy patrzyli na zmasakrowanego Tohra, ale nie pomagali mu. Czyżby nigdy nie pomagali biednemu w potrzebie? Czy wszystko za nich odwalała reszta wampirów? To jeszcze bardziej umocniło ją w przekonaniu, że gdy tylko Tohrtur wyzdrowieje wróci do swojego, dawnego życia. Już dość długo nie była w Zero Sum. Powinna siedzieć teraz na swojej zmianie i rozdawać do stolików cholerne drinki, ale nie. Musiała być taka głupia i puścić Tohra bez broni kiedy było oczywiste, że w każdym miejscu jest zagrożony.
Powrót do góry Go down
Go??
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Sala medyczna   Wto Kwi 12, 2011 11:08 pm

Czas oczekiwania dłużył się im niemiłosiernie. W końcu Fritz wprowadził do pomieszczenia wampirzycę w białym uniformie z wielką torbą. Zapewne była to pielęgniarka przysłana z kliniki Aghresta. Nowo przybyła ogarnęła pomieszczenie szybkim spojrzeniem i skrzywiła się lekko.
-Proszę państwa tutaj jest za dużo osób, chory potrzebuje spokoju i ciszy. Proszę opuścić pomieszczenie. – Rzeczowy ton wwiercał się w uszy wszystkich.
Nikt nie miał ochoty, zostawiać Tohrtura samego. Bracia spoglądali jeden na drugiego a żaden z nich nie chciał wyjść pierwszy. Do uszu Beth dotarły mamrotane pod nosem przez Z. przekleństwa. Pielęgniarka spojrzała na nich wszystkich ,a jej wzrok bardzo wymownie dawał do zrozumienia, że sala ma opustoszeć. W końcu Ghrom wziął sprawy w swoje ręce i gestem nakazał wszystkim opuszczenie sali, co zrobili bardzo niechętnie i krzywo patrząc na swego króla, któremu jednak nie ośmielili się przeciwstawić. Beth podeszła do Carmine i delikatnie oderwała ją od przyjaciela przekazując ją pod opiekę Rankhora. Beth już miała wyjść, gdy usłyszała.
-Pani zostanie mi pomóc.
Spojrzała na pielęgniarkę, szepnęła coś wychodzącemu Ghromowi na ucho. Samiec kiwnął głową i wyszedł. Beth podeszła do siostry.
Na małym stoliczku leżało już pełno środków antyseptycznych, opatrunków i innych przyborów o których Beth nie miała pojęcia do czego mogą służyć. Zostały je wręczone nożyczki z instrukcją by pozbyła się reszty strzępów ubrań, a potem obmyła ciało Tohra. Beth obchodziła się ze zmaltretowanym ciałem przyjaciela najdelikatniej jak potrafiła, ale na widok ran i obrażeń jakie zostały mu zadane w jej oczach cały czas kręciły się łzy, a serce krajało się z żalu. Pielęgniarka sprawnie czyściła wszystkie rany i zakładała na nie opatrunki. Prawie skończyły kiedy wszedł Ghrom z jedną z Wybranek. Wszyscy zdawali sobie sprawę, że bez krwi Tohr nie przeżyje. Beth martwiło to, że samiec nadal nie odzyskiwał przytomności, miała nadzieję, iż dokrwienie od wybranki zmieni ten stan rzeczy.
-Ja zrobiłam wszystko co było w mej mocy.- Powiedziała pielęgniarka.- Teraz wszystko zależy od organizmu samca i od jego woli przetrwania. Gdyby mnie państwo potrzebowali to pozostaję do dyspozycji.
Pozbierała wszystkie swoje przybory i po cichu wyszła z pomieszczenia.
Ghrom dał dyskretny znak wybrance, która podeszła do chorego, który leżał na łóżku okryty cienkim prześcieradłem, podeszła do samca i przegryzła własny nadgarstek . Przytrzymała go przy ustach Tohra a jej krew poprostu spływała do jego gardła. Samiec mimowolnie zaczął przełykać, co dawało nadzieję, że jego stan może się poprawi.
Kiedy Tohr otrzymał wystarczającą ilość krwi wybranka zasklepiła swoją ranę i skierowała się do wyjścia. Beth zatrzymała ją i spoglądając jej w oczy powiedziała po prostu: Dziękuję.
Wybranka ukłoniła się.
-To zaszczyt móc służyć braciom.
Cicho wymknęła się z pokoju.
Beth westchnęła ciężko, spojrzała na Ghroma, który stał niczym posąg oparty o ścianę, poprawiła prześcieradło okrywające Tohra i usiadła na krześle. Teraz nie pozostało im nic innego jak tylko czekanie.



Ostatnio zmieniony przez Beth dnia Nie Kwi 17, 2011 11:36 am, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Rankohr
**********
avatar

Partner : Mary

PisanieTemat: Re: Sala medyczna   Sro Kwi 13, 2011 2:39 pm

Co za beszczebelne zachowanie pielęgniarki. Kazał im wyjść, na mózg jej padło? Nikt nie opuści Tohra, nic z tego, siostro. nie tylko Z rzucał bluzgi pod nosem. Piękna wiązanka, wyszła z ust Hollywooda, jak pięknie i siarczyście klnał...
Mały pre trans, zaczęła już irytować Rankha, co to miało znaczyć, że nie może mu pomóc? Jego cierpliwości była już na wyczerpaniu. Chciał być miły? Chciał, to nie jego wina, że rzuca mu się kłody pod nogi. Bestyjka, była również niezadowolona, rządna krwi. Jeśli sprawy będą się tak dalej toczyć, to coś bardzo brzydkiego wylezie z samca i chyba nikt nie jest chętny na spotkanie z alter ego Rankohra.
Gdy Ghrom kazał im zbierać dupę w troki, stwierdził, że to nie najgorszy pomysł. Chwycił samiczke Corin, Cormin, a chuj nie miał teraz głowy do tego. Po prostu wyciągnął ją z pokoju.
- Dalej mała, idziemy - Postawił ją obok Fritz. - Staruszku, weź ją przypilnuj, albo coś. - Sam z lekką delirką ruszył do wyjścia. Nie chciał zrobić nikomu krzywdy. Kochał swoich braci, ale teraz powinni trzymać się od niego z daleka. Jedyna osobą, która teraz mogła mu pomóc była Mary, no albo porządna naparzanka.

//Sypialnia Mary i Ranka
Powrót do góry Go down
Zbihr

avatar


PisanieTemat: Re: Sala medyczna   Sro Kwi 13, 2011 4:53 pm

Po długim czasie - tak, kurwa, to był bardzo długi czas, zanim pielęgniarka zechciała zaszczycić ich swoją obecnością, pomyślał Z, patrząc na samicę rozwścieczonym wzrokiem. Przecież wyraźnie jej zaznaczył, że to przypadek krytyczny i nie należy zwlekać. Samiec zabił już Posiadaczkę, więc nie pohamowałby się z zabiciem kolejnej samicy, gdyby pielęgniarka coś spieprzyła. A na pewno już coś zjebała tym swoim opóźnionym przybyciem. Bo niby co ona robiła przez tyle czasu? Wpadła na kawę i ciastko?Żeby to jej poszło w biodra! Ale kurwa na mózg, może wtedy zmądrzeje?
Z przestał się odgrażać, kiedy pielęgniarka zakomunikowała, że jest tu zbyt duży tłum. To przecież oczywiste, skoro wszyscy się o niego martwią. Nie mogą go stracić teraz, kiedy po tak długim końcu go odnaleźli. To by było jakieś pojebane świństwo. Samiec nie mógł umrzeć... Uwagę Zbihra zwrócił jego bliźniak, Furiath, który klepnął go lekko mocno (potrzeba było ogromnej siły, do odwrócenia uwagi Z od rzucenia się na pielęgniarkę) i wskazał w milczeniu głową drzwi. Z zamierzał go zignorować, ale Furiath ponownie go walnął - tym razem łokciem w bok, co było dość bolesne. Samiec spojrzał na niego ze złością, zacisnął jednak zęby i skierował się do wyjścia. Przechodząc obok stołu, na którym leżał Tohr, wampir zatrzymał się na chwilę i w milczeniu poprosił kolejny raz o to, żeby jego przyjaciel przeżył, a potem skierował się do drzwi.
Samiec mruknął coś na odchodnym, co mogło być zarówno pożegnaniem jak i soczystym przekleństwem.
Kurwa mać!

/zt/

...


Powrót do góry Go down
Tohrtur

avatar


PisanieTemat: Re: Sala medyczna   Czw Kwi 14, 2011 4:21 pm

Minęło wiele czasu, zanim Tohr zaczął cokolwiek odczuwać. Przez wiele godzin znajdował się w dziwnym miejscu, które jednak mu się podobało. Lewitował, a żadne bodźce do niego nie docierały, otaczała go pustka, której był wdzięczny. Nie zmuszała go do myślenia, zastanawiania się i planowania przyszłości, pozwalając mu na zwykłą egzystencję i ściągnęła mu z głowy ciężar, przeszkadzający mu od jakiegoś czasu. Samiec nie pamiętał czym był ten ciężar ani nie wiedział, dlaczego znalazł się w tym miejscu, ale wyczuwał, że wiedza ta przyniesie tylko ból i cierpienie. Więc był, podporządkowując się mgle.
Nie wiedział jak długo tu przebywał i nie chciał tego wiedzieć. Jednak coś zmieniło się w otoczeniu. Wszystko zaczęło ciemnieć a ciało samca pulsowało, najpierw delikatnie, a potem nie mógł wytrzymać tego bólu. Dlaczego nie może tu zostać?, jego pytanie było już jednak spóźnione, gdy poczuł, jak do ust wpływa mu płyn, który roznosi się po całym ciele i dodaje mu nowej energii. Niestety był to tylko jednorazowy przypływ emocji, a jego ciało powróciło do poprzedniego stanu, napierdalając go, jakby ktoś go mył gąbką z drutu kolczastego.
Jego ostatnim wspomnieniem był widok zamachującego się na niego reduktora a potem film się urwał. Teraz jednak zmysły ponownie zaczęły działać a zapachy zaczęły atakować jego nos. Były to wymieszane wonie dość dużej wampirzej grupy, ale tylko jeden z nich wybijał się ponad pozostałe. Jestem w dupie, pomyślał Tohr, gdy dotarło do niego, że to zapach Ghroma. Chciał podnieść się do pozycji siedzącej i uciec, gdzie pieprz rośnie, ale nie miał nawet siły na otworzenie oczu, więc pozwolił się w końcu dopaść zmęczeniu i zasnął, uciekając przed bólem i rzeczywistością w świat snów.

...


Powrót do góry Go down
Carmine

avatar


PisanieTemat: Re: Sala medyczna   Sob Kwi 16, 2011 10:07 pm

Została wyprowadzona na moment z sali medycznej. Wolała już nic nie mówić. Czuła się winna całej zaistniałej sytuacji. No cóż... Co prawda to moja wina. Mogłam nie robić mu tej całej szopki z brakiem zaufania. Chciałabym usłyszeć jego głos. Nawet jak mnie obraża. W końcu i tak to cały czas słyszałam. Pomyślała i patrzyła za odchodzącymi wampirami. Czekała, aż z sali wyjdzie pielęgniarka, a kiedy się doczekała została obrzucona lodowatym spojrzeniem przez lekarkę, a żeby się przed tym schować wyminęła kobietę i weszła do sali. Przy łóżku Tohrtura siedziała królowa wampirów, a ruda stanęła w drzwiach i nie wiedziała co ma zrobić. Patrzyła na Tohra, ale on zachowywał się jakby spał. Może to już koniec? Tohr się wylizał z tego i będzie mogła wrócić do starego życia nie psując żadnego innego?
-Czy coś wiadomo? - zdziwiła się gdy usłyszała swój głos. Był tak cichy, tak słaby, tak niepodobny do jej głosu. Odchrząknęła lecz bez żadnych skutków. Podeszła do brunetki i swojego znajomego patrząc na stan mężczyzny.
Powrót do góry Go down
Go??
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Sala medyczna   Nie Kwi 17, 2011 11:28 am

Kiedy Carmine podeszła do łóżka, Beth wstała i podeszła do niej. Położyła jej dłonie na ramionach i patrząc prosto w oczy powiedziała.
- Na razie bez zmian. Wszystko pozostaje w rękach Pani Kronik, nam pozostaje tylko czekać. Jeżeli chcesz możesz przy nim posiedzieć. Delikatnie pchnęła ją w stronę krzesła, z którego przed chwilą wstała. Jeżeli ta samiczka znaczyła dla Tohrtura tyle ile myśleli to na pewno będzie chciał zobaczyć jej twarz zaraz po odzyskaniu przytomności. Istniała jednak obawa, że taki na wpół przytomny weźmie ją za Wellsie, a nie wiadomo jak coś takiego wpłynęłoby na jego i tak fatalny stan. Beth jednak postanowiła zaryzykować. Ghrom również nie protestował widząc jej poczynania.
Carmine usiadała na jej miejscu i delikatnie pogładziła poobijaną twarz Tohra.
Beth zakręciły się łzy w oczach, podeszła do swego brońca, ,który stał pod ścianą i wtuliła się w jego ramiona, szukając pocieszenia. Ghrom delikatnie pogładził ją po plecach, przytulając do siebie.


zt
Powrót do góry Go down
Ghrom

avatar


PisanieTemat: Re: Sala medyczna   Pon Kwi 18, 2011 7:35 pm

Gdy Ghrom stał pod ścianą i przyglądał się bratu odczuwał ulgę że już jest w rezydencji a zarazem niepokój o brata pomyślał " Jeszcze do tego ta pieprzona ceremonia w tym momencie kiedy Tohrtur się odnalazł." Gdy tak myślał zauważył że Beth idzie w jego kierunku z łzami w oczach. Wziął ją w swoje ramiona i chciał jej ulżyć w tym smutku więc zaczął ją delikatnie gładzić po plecach przytulając ją. Spojrzał w dół napotykając jej wzrok.
- Wszytko będzie dobrze, T odzyska zdrowie jest silny - powiedział patrząc jej w oczy.
Spojrzał jeszcze na samicę która siedziała która tak cierpliwie trwała przy Tohrturowi.
- Lilan - powiedział patrząc na T.
Gdy usłyszał głos Beth spojrzał na nią.
- Muszę iść przygotować się do ceremonii, będę czekał na Ciebie w sypialni. - patrząc jej w oczy pocałował ją. - Zadzwoń po pielęgniarkę niech przyjdzie i zostanie przy T.
Wypuścił Beth z swoich ramion i ruszył w stronę wyjścia jak doszedł do nich ostatni raz spojrzał na brata i swoją krwiaczkę.

Apartament Królewski/ Sypialnia
Powrót do góry Go down
Carmine

avatar


PisanieTemat: Re: Sala medyczna   Pią Kwi 22, 2011 5:04 pm

Zgodnie z wolą królowej usiadła na krześle przy łóżku przyjaciela i bez słowa wpatrywała się w twarz Tohra. Wszystko będzie dobrze, Tohrtur. Pomyślała gładząc poobijaną twarz przyjaciela. Nie wierzyła, że tak łatwo mogła do kogoś się przywiązać. Usłyszała jak ostatni z wampirów odchodzi w głąb rezydencji, a z nią i Tohrem w sali została tylko królowa. Nie chciała słyszeć teraz nikogo. Wolała poczekać w ciszy, aż wampir się przebudzi i znów będzie mogła wrócić do swojego jakże nudnego, ludzkiego życia. Chociaż będzie jej trudno to wszystko zapomnieć, będzie musiała dać spokój całemu bractwu, a oni będą musieli pilnować Tohrtura by po raz kolejny nie odszedł od nich.
-Będzie dobrze.- wyszeptała cicho chociaż nie miała zamiaru mówić tego na głos.
Powrót do góry Go down
Tohrtur

avatar


PisanieTemat: Re: Sala medyczna   Nie Kwi 24, 2011 6:41 pm

Minęło kolejnych kilka godzin, podczas których samiec odzyskiwał utracone niedawno siły. Sen (a raczej utrata przytomności) nie mógł w pełni przywrócić Tohrtura do zdrowia, ale razem z odżywczą krwią, wypitą niedawno, pozwoliły organizmowi na częściową regenerację, a przynajmniej chwilowe odzyskanie przytomności i jasności umysłu. Ale nawet tak krótka chwila pozwoliła mu na zrozumienie pewnych nieprzyjemnych faktów.
Fakt numer 1 - Rzeczywiście był udupiony, bo choć w pierwszej chwili, gdy otworzył oczy, sala była pusta, to wyraźnie wyczuwał zapachy swoich współbraci.
Fakt numer 2 - Napoili go krwią, chociaż obiecał sobie, że już nigdy nie napije się od nikogo, kto nie jest Wellsie. Nawet jeśli będzie musiał umrzeć z głodu lub wycieńczenia.
Fakt numer 3 - Znajdował się w białej sali, medycznej, w rezydencji Bractwa, więc nie miał żadnych szans na ucieczkę z tego przeklętego bractwa. Braciszkowie na pewno już się o to postarali.
Fakt numer 4 - Czuł się jak gówno, ale niestety jednego był pewien - pieprzony reduktor masochista rzeczywiście uciął mu palca. Zapewne teraz powiesił go sobie na sznurku i będzie nosił jako trofeum, dopóki nie zacznie od niego zajeżdżać.
Fakt numer 5 - Jednak nie był sam. W bliskiej odległości siedziała Carmine. Czyli nie dość, że była świadkiem tych okropnych rzeczy (w tym jego obecnego wyglądu) to jeszcze Braciszkowie musieli ją znaleźć i ciągać za sobą, jakby ta sprawa była w jakiś sposób z nią związana.
Fakt numer 6 - wynikający niejako z poprzedniego faktu - tym oto sposobem Tohr spieprzył życie kolejnej, Bogu ducha winnej osobie. Swoją drogą, ciekawiło go, czy Bracia wzięli z domy samiczki jego broń. Pewnie i tak jej nie dostanie, bo był teraz cywilem, a do tego broń była kradziona. Musiała być, bo samiec nie zamierzał wkopywać Beth, odpowiadając o jej zatajeniu pewnych wiadomości.
Samiec przeniósł spojrzenie z sufitu na rudą samiczkę, przebywającą w tym zasranym pokoju, u jego boku. Niczego nie powiedział. Wiedział, że żadne słowa nie mogą wynagrodzić Carmine tej porąbanej sytuacji. No i drapało go w gardle od zbyt długiego milczenia.

...


Powrót do góry Go down
Carmine

avatar


PisanieTemat: Re: Sala medyczna   Nie Kwi 24, 2011 11:34 pm

Gdy ostatnia osoba wyszła z sali medycznej zostawiając ją samą z Tohrturem ujęła dłoń przyjaciela w swoje dłonie i opierając się łokciami o jego łóżko delikatnie oparła czoło o ręce głaskające poturbowaną dłoń jednego z Braci. Nawet nie zorientowała się kiedy zmęczona zamknęła oczy i przysnęła. Obudziło ją dopiero drganie ręki Tohrtura w jej dłoniach. Zamrugała oczyma by oswoić się z zaistniałą sytuacją i zrozumieć gdzie jest, ale w pierwszej chwili było to dość trudne. Dopiero gdy wróciła myślami do zdarzenia na Johnson Street wszystko złożyło jej się w logiczną całość. Wyprostowała się patrząc na Tohra, który patrzył na nią z nieogadnionym, jak dla niej, wyrazem oczu i twarzy. Opuściła rękę Tohrtura na jego brzuch, a sama zabrała swoje ręce. Nie chciała by się poczuł nieswojo.
-Jak się czujesz? - spytała słabym głosem wciąż zmęczona i niewyspana przez Bractwo wampirów - Wszyscy poszli na jakieś święto na którym pewnie powinieneś być, ale jestem pewna, że niedługo wrócą - powiedziała cicho patrząc na jego twarz i szukając jakiegokolwiek znaku jak się czuje jej przyjaciel.
Powrót do góry Go down
Tohrtur

avatar


PisanieTemat: Re: Sala medyczna   Pon Kwi 25, 2011 11:51 am

Tak, właśnie to były słowa, które teraz tak bardzo chciał usłyszeć. Chwilowe niepilnowanie to wyjątkowa sytuacja i niedługo wszyscy wrócą z powrotem, męcząc go, kręcąc się wokół, pytając jak się czuje i czy czegoś nie potrzebuje. Ale żaden z nich nie będzie chciał popsuć jego względnego zdrowia, więc nie będą pytać o powód jego odejścia. Nie, zapewne nawet o tym nie wspomną, udając pieprzonych dobroczyńców, którzy wspaniałomyślnie wszystko mu wybaczą, uznając, że był to tylko mały wybryk i zaczną udawać, że nic takiego się nie stało. A wszystko to ubrane w ładną otoczkę robimy-to-dla-twojego-dobra.
Samiec wrócił swoimi rozmyślaniami do pierwszego pytania Carmine. Jak się czuł? To dosyćczęsto zadawane pytanie w takich przypadkach. Bo jak miał się czuć? Chyba tak jak wyglądał.
- Niezbyt - mruknął, nie będąc w stanie powiedzieć niczego więcej.
A co chciał powiedzieć?
- Niezbyt dobrze się czuję, ale to nic złego, zauważając, że niedawno ktoś użył mnie jako mięsa i przepuścił przez maszynkę do mięsa, skutecznie rozdrabniając na mniejsze części, a ja nadal czuję się jak ogromne skupisko różnorakich kawałków.
Samiec jednocześnie zastanawiał się nad obecnością samiczki. Po co ją tak ciągali a potem po prostu podrzucili ją tutaj, aby się nim zajęłą, podczas gdy sami zabawiali się na jakiejś uroczystości?

...


Powrót do góry Go down
Carmine

avatar


PisanieTemat: Re: Sala medyczna   Pon Kwi 25, 2011 1:48 pm

Zauważyła, że mężczyzna niezbyt ma humor do rozmowy, a więc zamilkła. Czuła jak Tohr patrzy się na nią próbując czegoś dociec. Może zastanawiał się nad tym dlaczego ona tu jest, a może wciąż nie mógł pojąć gdzie jest i spotkał się ze swoją żoną w Zanikhu? Ale to na pewno nie było to drugie gdyż sama mu powiedziała, że przybywa w rezydencji Bractwa.
-Jesteś w sali medycznej. Twoi bracia przywieźli Ciebie tutaj kilka godzin temu. Zgłosiłam twoje uprowadzenie wtedy gdy Wielebny i moja sąsiadka spotkali mnie na Johnson Street. Dałeś mi numer Bractwa więc myślałam, że chcesz tu być. Kilku wampirów z tąd przyszło do mnie do domu, a potem Zbihr "zaprowadził" mnie tutaj. Nie martw się. Obiecałam sobie i wszystkim, że jak tylko wrócą ze święta wrócę do domu do normalnego życia. Będę dalej pracować w Zero Sum i nie myśleć o tym, że za kilka lat zostanę wampirem - powiedziała cicho patrząc gdzieś za okno. Cóż. Obiecała sobie, że wróci do domu, ale Bractwie i Beth nic nie mówiła.
Powrót do góry Go down
Tohrtur

avatar


PisanieTemat: Re: Sala medyczna   Wto Kwi 26, 2011 10:51 am

Tohr powoli trawił informacje otrzymane od Carmine. Jego stan pozwalał mu na dłuższe myślenie, bez uznawania go za opóźnionego w rozwoju. Zresztą nawet jego reakcje działały trochę wolniej, ponieważ dopiero po chwili wróciło czucie ciała. Nie bólu, który był obecny cały czas, ale Tohr mógł poruszyć już palcami w jednej dłoni. A potem dotarło do niego, co samiczka powiedziała. On wymusił na niej zaufanie i wysłał do Bractwa a Ci wysyłali do niej Zbihra? Dajcie spokój, to jak wysłanie słonia do fabryki szkła - wszystko zniszczy, nawet jeśli by nie chciał. A słonie to wredne stworzonka, więc zwykle niszczą naumyślnie. Czyli ten przykład bardzo dobrze określał zachowanie Z w takich sytuacjach. Samiec ponownie spojrzał na Carmine, ale tym razem ocenił jej stan. Wyglądała na wycieńczoną i zmęczoną, jednak wyglądała nawet dobrze, więc spotkanie z tak irytującym samcem musiało przebiec dość spokojnie, skoro nadal tutaj siedziała. Chociaż jednak nie. Wygląda na to, że zamierza wrócić do poprzedniego życia, przez cały czas próbując o tym wszystkim zapomnieć.
- Nie masz już życia - wychrypiał, nie próbując silić się na miły ton. Carmine nie mogła tak po prostu wracać do domu, bo... o własnie, coś się jej mogło stać. I przy tym zostańmy. - Widział cię. Znajdą cię. Nie jesteś już bezpieczna.
Samiec miał nadzieję, że dość dokładnie wyraził swoje zdanie i związane z powrotem niebezpieczeństwo. Poza tym Tohr nie mógł pojąć jak Ghrom mógł się zgodzić na takie rozwiązanie. Narazić cywila, kogoś z jego ludu. No i w dodatku samica wiedziała gdzie mieszkają. Tak, potem Tohr będzie musiał przekonać króla, że to bardzo zły pomysł.

...


Powrót do góry Go down
Carmine

avatar


PisanieTemat: Re: Sala medyczna   Wto Kwi 26, 2011 7:01 pm

Po jej wypowiedzi zapadła cisza. Nie dziwiła się. Tohrtur ledwo co się poruszał nic nie mówiąc nawet o myśleniu. Pewnie bardzo długo mu zebrało poskładanie w logiczną całość jej dość długą wypowiedź. Wydawał się czymś zmartwionym, aż w końcu wydukał, że powrót do domu jest złym pomysłem. Pokręciła przecząco głową nie zgadzając się z jego pomysłem.
-Po co komukolwiek potrzebny wampir, który nawet nie jest wampirem? - spytał dość nieskładnie, ale cóż. Nie umiała określić kim teraz jest - A w ogóle muszę wrócić do pracy do mojej współlokatorki. Pewnie się martwi o mnie. Nie mogę cały czas być pod czyjąś opieką - wyjaśniła ujmując jego dłoń w swoją. Spojrzała na drzwi mając nadzieję, że wampiry za chwilę kończą święto i przyjdą opiekować się Tohrem, a ona będzie mogła spokojnie wrócić do domu. Była pewna, że ma dużo do nadrobienia w Zero Sum, a Mordh będzie zdenerwowany, że tak długo jej nie było. W końcu po kilku miesiącach wróci do Nowego Jorku i żaden reduktor nie będzie jej szukał. A jeżeli znajdzie sprawi, że na życzenie Pani Kronik umrze i w końcu spotka się z rodzicami i może pozna żonę przyjaciela.
Powrót do góry Go down
Tohrtur

avatar


PisanieTemat: Re: Sala medyczna   Sro Kwi 27, 2011 10:50 pm

Samiec wysłuchał w milczeniu jej odpowiedzi. Tak było łatwiej, nie bolało.
- A ja mogę, tak? - wychrypiał, chociaż miał wielką ochotę na wymodulowanie głosu i warknięcie tego zdania. O kurwa, czego on by nie dał za szklankę zimnej wody. - Mam tu tak leżeć i pozwalać się sobą zajmować? Dać się grzecznie wyleczyć? A potem udawać, że wszystko jest tak jak dawniej? - Wampir zamknął oczy, zmęczony tym wywodem, stanowczo zbyt długim jak na jego wątłe siły. A potem dorzucił kolejne zdanie. - Po co komu wampir, który nie ma już siły na bycie wampirem?
Bo tak własnie czuł się teraz samiec. Jak bezużyteczne ścierwo i czułby się tak nadal gdyby nie doszło do porwania i nie zostałby dotkliwie pobity. Nie miał już siły na udawanie pseudo-życia i fałszywego zadowolenia z niego. Przecież wiedział, że już nie będzie z Wellsie, dopóki nie przeniesie się do Zanikhu. Czasem nawet wydawało mu się, że przychodziła do niego we śnie. Ale nie jako mara senna, tylko niematerialna dusza, przedostająca się do tego świata za pozwoleniem Pani Kronik. A on nadal pamiętał co dla niej zrobił. Zanim pojechała tym pieprzonym samochodem a on wybrał się razem z Johnem.
Założył jej łańcuch na koła, bo zima już ostro dawała po kościach.
Po chwili Tohr wrócił do swojej wypowiedzi.
- Ale myślisz, że ich to obchodzi? Że pozwolą mi stąd tak po prostu wyjść? Że mnie wypuszczą, dając na drogę swoje błogosławieństwo?

...


Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Sala medyczna   

Powrót do góry Go down
 
Sala medyczna
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» Sala egzaminacyjna - egzaminy piątoklasistów (SUMy)
» Wielka Sala

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Bractwo Czarnego Sztyletu Forum PBF - RPG  :: Okolice Caldwell :: Ośrodek Bractwa :: Rezydencja Bractwa-
Skocz do:  
Free forum | © phpBB | Free forum support | Kontakt z | Report an abuse | Sosblogs