Bractwo Czarnego Sztyletu Forum PBF - RPG

Bractwo Czarnego Sztyletu
 
IndeksIndeks  PortalPortal  Partnerzy  FAQFAQ  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Intro Życia Lamii

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Lamia

avatar

Partner : Mordh

PisanieTemat: Intro Życia Lamii   Nie Mar 13, 2011 9:41 pm

Intro Życia Lamii


Urodziłam się w Londynie w 1871 roku. Moi rodzice byli wysoko urodzonymi wampirami. Moje życie do czasu przemiany nie różniło się tak bardzo od życia innych pre-transów z wyższych sfer. Byłam jedynaczką wiec rodzice chcieli dla mnie wszystkiego, co najlepsze.

Przemiana była dla mnie bardzo trudnym doświadczeniem. Byłam małą i chudą kobietą, co nie ułatwiało mi i tak trudnego zadania. Wszyscy obawiali się, że nie przeżyje przemiany. Ojciec był zawzięty kochał mnie bardzo i udało mu się zdobyć dla mnie samca. Wojownika z czysta krwią.
Przemiana nastąpiła przed moimi 25-tymi urodzinami. Była to późna jesień, nic nie zapowiadało ze zacznie się ona tak szybko. Cały dzień chodziłam rozdrażniona i w złym humorze. Ale nie było to nowością, często miewałam zmienne nastroje. A tego dnia doszło zmęczenie i całkowity brak apetytu. Nie zeszłam na wieczerzę ani na przedświtek. Siedziałam w swojej sypialni czując podświadomy lęk. W końcu zmartwiony ojciec zapukał do mojej sypialni i wszedł. Widząc mnie w niezbyt dobrej formie zaczął się mnie wypytywać, co mi jest. Nie było możliwości by go spławić wiec wyjaśniłam mu, o co chodzi. Na co on tylko pokiwał głowa i wyszedł. Wrócił po trzech godzinach z wielkim samcem. Był groźny, ale zabójczo przystojny. Nawet nie było czasu na konwenanse, bo wtedy zaczęła się przemiana.
Bólu jakiego doświadczyłam nie można było z niczym porównać. Modliłam się do Pani Kronik o szybką i bezbolesną śmierć. Niestety bogini miała wobec mnie inne plany.
Samiec przytknął nadgryziony nadgarstek do moich ust i rozkazał pić. Początkowo opierałam się, ale w końcu pragnienie wygrało.
Po przemianie poczułam niesamowite pragnienie by się z nim kochać. Moje ciało zaczęło wydzielać zapach podniecenie, który był dla mnie nowością.
To właśnie z Uralem, (bo tak nazywał się ten samiec) przeżyłam swój prawdziwy pierwszy raz, pierwsze spełnienie. Nasz stosunek nie miał nic wspólnego z miłością. To było czyste pożądanie. Samiec był trochę agresywny, co tylko jeszcze bardziej mnie podniecało.
I już wtedy wiedziałam, jaki mam gust do samców.
Moje ciało zmieniło się, nabrało pełnych kobiecych kształtów. Usta były karmazynowo czerwone, oczy pozostały takie same. Przemiana nie zmieniła mojego wzrostu, ale dała mi dar wyczuwania emocji i to bez najmniejszego trudu i skupienia. Wszyscy uważali, że jest to duży defekt i z tego powodu żaden samiec nie będzie mnie chciał.

Ojciec chciałbym miała oddanego brońca. Tylko, że zawsze wybierał mi takich, na jakich w życiu bym się nie zgodziła. Ja ich nazywałam ciapciusiami. Pragnęłam wielkiego samca, przy którym mogłabym poczuć się bezpiecznie.
W końcu pewnego dnia. Ojciec poprosił mnie do swojego gabinetu. Gdy weszłam zobaczyłam troje osobników, dwóch samców i kobietę. Starszą parę widywałam już wcześniej w domu i na przyjęciach, ale nie zaprzątałam sobie nimi głowy. Natomiast samca, który teraz z nimi był, nigdy wcześniej nie widziałam. Ojciec przedstawił nas sobie.
Okazało się, że owy samiec ma na imię Luke, a rodzice samca są przyjaciółmi mego ojca.
Już w tedy domyśliłam się, co planują. Luke i ja mięliśmy zostać parą. Na co oboje patrzyliśmy niechętnie.
Samiec, okazał się być sympatyczny i bardzo zabawny, ale zupełnie nie w moim typie.
Nie pociągał mnie fizycznie jednak okazało się że jesteśmy do siebie podobni i świetnie się rozumiemy. Tak też zostaliśmy przyjaciółmi. Oczywiście nasi rodzice nie byli zadowoleni z tego faktu.
A że mój ojciec był uparty i troszeczkę złośliwy. Postanowił mnie ukarać za nieposłuszeństwo.
Miałam dość duże powodzenie dzięki mojej urodzie. Lecz to wszystko było na marne. Ojciec się uparł i wciąż powtarzał: Nie ten samiec nie jest dla ciebie odpowiedni.
I tak mijały lata. Matka bezskutecznie próbowała go przekonywać, że moje szczęście jest chyba ważniejsze niż jego widzimisię.
Z matka nigdy nie byłyśmy zżyte. Jak to kiedyś ona powiedziała: nie spełniłam jej oczekiwań.
Zawsze byłam uparta i nieposłuszna. Mimo tego rodzice nigdy nie próbowali stłamsić mojego temperamentu.
W miedzy czasie przyjaźń Luka i moja kwitła w najlepsze. Byliśmy rozrywkowi. Często się upijaliśmy i tańczyliśmy po ogrodzie śpiewając piosenki. Wiedziałam ze moja mama potępia nasze zachowanie, ale nie miała odwagi powiedzieć o tym ojcu. On z kolei tolerował wszystko ze stoickim spokojem. Teraz myślę, że po prostu miał nadzieje, że miedzy mną a Lukiem coś się wydarzy. Przekonam się, że Luke to dla mnie idealnym partnerem. Niestety lata mijały a Luke zamiast stawać się moim partnerem coraz bardziej przypominał mojego brata. Opiekował się mną i zawsze mogłam na niego liczyć. W razie problemów wykorzystywałam go jako tajną broń wobec mojego ojca. Zawsze miękł, gdy widział nas razem.
Nawet próbował przekonywać ojca by pozwolił mi się związać z samcem, którego w danym czasie wybierałam. Ale niestety nawet to nie pomagało.

Jakiś czas później, gdy miałam 75 lat, na świecie pojawiła się moja siostra Irina.
Była rozkosznym dzieckiem i od maleńkości już wiedziałam, że jesteśmy zupełnie inne. Różne jak ogień i woda. Ona cicha, miła i posłuszna. Ja rozbrykana, głośna i uparta, zawsze mająca swoje zdanie na każdy temat.
Wraz z jej dojrzewaniem stawała się coraz piękniejsza. Wyglądała jak jedna z porcelanowych laleczek. Była wyższa ode mnie. Miała 168cm wzrostu, oczy koloru szmaragdowego - duże w kształcie migdałów. Jej włosy były kręcone. Na głowie miała burze małych brązowych loczków. Zawsze ich jej zazdrościłam.
Kiedyś, gdy się pokłóciłyśmy obcięłam jej je troszeczkę. Myślałam, że chociaż to wyprowadzi ją z równowagi, ale nie. Stwierdziła, że to tylko włosy i odrosną. Byłam bardzo zaskoczona jej reakcja. Irina miała charakter po mamie. Zawsze opanowana i przytakująca, nigdy nie wyrażała własnego zdania.
Wiedziałam, że zazdrości mi bycia tak nieodpowiedzialna i rozbrykana. Niestety, gdy raz posłuchała starszych to matka zaczęła w niej pokładać nadzieje na idealna damę. Siostra nie chciała jej zawieść. Wiele razy odbywałyśmy na ten temat rozmowy. Nigdy jednak nie udało mi się jej przekonać. Chociaż byłyśmy tak różne, byłyśmy ze sobą bardzo zżyte.

I tak mijały nam lata. Zbliżały się 25 urodziny Iriny. Wszyscy domownicy byli pochłonięci przygotowaniami do tej uroczystości. Miał odbyć się bal. Moja siostra była cała w skowronkach, że to ona jest w centrum uwagi. Co mnie bardzo złościło. Nawet ojciec przestał na mnie zwracać uwagę.
Czułam się odsunięta i samotna. Irina miała wszystko, czego ja tak pragnęłam.
Miała wybranego samca, z którym spędzi swoje życie. Z wyglądu przypominał wojownika, ale nim nie był. Po prostu był potężny i przystojny. Zazdrościłam jej go, bo ja miałam być z jakimś chuchrem, a gdy się nie zgodziłam miałam być sama.
Bez skrupułów flirtowałam z nim na oczach wszystkich. Nikt na to i tak nie zwracał uwagi.
Na tydzień przed urodzinami Irina wybierała się z rodzicami do Moskwy po swoja wymarzoną suknie. Uparłam się by z nimi tam nie lecieć. Wołałam ten czas wykorzystać inaczej - na swoich rozrywkach.
Oczywiście nie uszło to uwadze mojej matce. Widziałam, że gardzi moimi wybrykami. W sumie wtedy nawet mi to nie przeszkadzało.
Goście byli już po zapraszani, w domu psańcy byli pochłonięci przygotowaniami. Rodzina właśnie szykowała się na samolot, a ja siedziałam w swojej sypialni obrażona na cały świat.
Choć w głębi duszy miałam dziwne przeczucia to ignorowałam je. Nawet się z nimi nie pożegnałam. Uważałam, że to zbędne, pojutrze znowu ich zobaczę.
Niestety los chciał inaczej, cztery godziny później do mojej sypialni wpadła bez pukania przerażona psanka. Już miałam na nią krzyknąć, gdy zobaczyłam łzy w jej oczach. Zapytałam, o co chodzi i poprosiłam żeby się uspokoiła, bo nic nie mogę zrozumieć z jej łkania.
Uspokoiła się troszeczkę i wtedy powiedziała, że samolot się rozbił …i że nikt nie przeżył. Patrzyłam na nią nie przytomnie. W mojej głowie rozbrzmiewały jej słowa odbijające się jak echo.
Nogi odmówiły mi posłuszeństwa i osunęłam się na ziemie. Schowałam twarz w dłonie i siedziałam tak kilka godzin wmawiając sobie, że byłam złą siostra i córką.
Że powinnam była razem z nimi zginąć.
Wieczorem zjawił się u mnie Luke i pocieszał mnie.
Nie umiałam zapłakać. Było mi wstyd, że nie płacze po zmarłej rodzinie.
Teraz wiem, że był to najprawdopodobniej szok.
Po uroczystości pogrzebowej wróciłam do domu, usiadłam przy sekretarzyku wzięłam pióro i kartkę zdobionego papieru. Napisałam na niej wiadomość, że muszę wyjechać. Prosiłam by psańcy opiekowali się nasza rodzinna posiadłością do czasu mojego powrotu, zostawiłam im w opiece większość naszego majątku. Obiecałam, że co jakiś czas będę się odzywać by wiedzieli, że żyje. Pozostawiłam liścik w saloniku. Weszłam do swojej sypialni, zabrałam najpotrzebniejsze rzeczy i pieniądze. I wyjechałam.
Nie miałam jakiegoś konkretnego planu. Po prostu uciekałam od problemów.
Pewnego dnia zawitałam do Paryża. Kupiłam małe mieszkanko w kamienicy i osiedliłam się. Napisałam i wysłałam kolejny list do rodzinnego domu. Mówiłam w nim o tym, że potrzebuje czasu na uporanie się ze śmiercią bliskich. I że odezwę się znowu.
Żeby nie wyróżniać się z tłumu podjęłam prace w domu mody. Początkowo jako szwaczka później zostałam jedna z projektantek. Podczas jednego z pokazów poznałam wampira o imieniu Gabriel. Był miły i przystojny jednak nic miedzy na mnie nie iskrzyło. Zaprzyjaźniliśmy się. Opowiedziałam mu o swoich problemach i zawarliśmy układ. Karmiliśmy siebie wzajemnie od czasu do czasu zaspakajaliśmy się również fizycznie. Ale nic więcej. Nigdy mnie nie oznaczył, nie nazwał swoja samica ani nic z tych rzeczy. Wiedziałam, że żadne związki go nie interesują. Choć miał duże powodzenie u kobiet.
Miał czarne krótkie włosy, był wysoki i lekko umięśniony. Jego oczy były czarne. Ubierał się elegancko z wielka dbałością o najmniejszy szczegół. Jak dla mnie był troszeczkę …zniewieściały. Nie ograniczyliśmy się, każde z nas miało swoje prywatne życie, spotykaliśmy się dwa razy w miesiącu. Czasami rzadziej.
Tak upłynęło 37 lat.
Co jakiś czas pisałam listy do rodzinnego domu tak jak obiecałam. Aż do pewnego dnia,
gdy Gabriel zjawił się w moim mieszkaniu. Był niezapowiedziany wiec jego wizyta mnie zaskoczyła. Wyczuwałam jego emocje: był zdenerwowany i pobudzony. Zastanawiałam się, co źle zrobiłam. Ale nic nie przychodziło mi do głowy. Wiec usiadłam na kanapie i podałam mój nadgarstek by pił. Jakie było moje zaskoczenie, gdy mnie odepchnął.
Zaczął na mnie krzyczeć, że już nie będzie mnie karmił. Że nie chce mojej krwi i mam zniknąć z jego życia, bo on się zakochał i związał się z kimś. Patrzyłam na niego w osłupieniu.
Zanim się obejrzałam sama krzyczałam na niego, że go nienawidzę i że ma się wynosić z mojego mieszkania. Tak też zrobił i nigdy więcej go nie widziałam. Następnego dnia zadzwoniłam do Luka i opowiedziałam o tej sytuacji. Jak zwykle zaczął kombinować jak ma mi pomóc. Postanowiliśmy ze wyjadę z Paryża i przeprowadzę się do Caldwell.
I tak zrobiłam sprzedałam mieszkanie w Paryżu i wyjechałam.

W Caldwell nie znałam nikogo prócz Luka i chciałam by tak zostało. Niestety musiałam od kogoś pić. Luke chciał bym przez ten czas piła od niego, ale kategorycznie odmówiłam. Bałam się, że może to zmienić relacje miedzy nami. Czasami piłam od ludzi a jak zdarzało się pić od wampirów to tylko za pomocą flirtu. Nienawidziłam siebie za to.
Wiedziałam, że rodzice gardziliby mną. Głodziłam się by móc poniżać się jak najrzadziej.
Zatrudniłam się w redakcji, w której poznałam przemiła dziewczynę Beth, zaczęłyśmy się kolegować. Gdy byłyśmy już dobrymi koleżankami naczelny gazety postanowił zatrudnić mnie na dzienna zmianę ( wcześniej mogłam pracować po zmroku) . Niestety nie mogłam się na to zgodzić z wiadomych przyczyn. Więc w końcu zrezygnowałam z pracy. Zmieniłam mieszkanie i nr telefonu. Byłam w tym mieście typowym autsajderem. Trzymałam się na uboczu. Czasami topiłam swoje smutki z butelce rumu. Z czasem zdążało się to coraz częściej, ale nie było to takie złe, bo koszmary które miałam od czasu śmierci rodziny znikały.
Pewnego wieczora, gdy spacerowałam ulicami, zauważyłam w oknie kawiarni Beth siedzącą przy jednym stoliku z jakąś samica. A dalej to już wiecie, co się wydarzyło... .



Powrót do góry Go down
 
Intro Życia Lamii
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» BLUP w 10 latek!!
» Wyżycia twórcze Kingi.
» Howrse - Rozrywka, czy część życia ?
» Nasze końskie staruszki, czyli konie od 25 lat życia

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Bractwo Czarnego Sztyletu Forum PBF - RPG  :: Ofiara Krwi :: Postacie :: Intro-
Skocz do:  
Free forum | © phpBB | Free forum support | Kontakt z | Report an abuse | Have a free blog with Sosblogs