Bractwo Czarnego Sztyletu Forum PBF - RPG

Bractwo Czarnego Sztyletu
 
IndeksIndeks  PortalPortal  Partnerzy  FAQFAQ  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Droga

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Rankohr
**********
avatar

Partner : Mary

PisanieTemat: Droga   Pon Lut 28, 2011 1:50 pm

Powrót do góry Go down
Rankohr
**********
avatar

Partner : Mary

PisanieTemat: Re: Droga   Pon Lut 28, 2011 2:01 pm

//Mieszkanie nr 1/Salon

Hollywood dematerializował się z mieszkania i pojawił się na leśnej ścieżce. Było ciemno i wilgotno, włosy przylepiły się do jego twarzy. Czujny wzrok lustrował okolicę, czy nie ma jakiegoś zagrożenia. W oczekiwaniu na braci, Rankohr zdążył już zapoznać się z terenem, jak na razie zauważył świeże ślady opon. To znaczyło, że leśna ścieżka, była używana i to dość często. Jednak jak na razie, było tu cicho i spokojnie.
Bestia w nim aż się rwała, by napatoczyli się reduktorzy. Chęć pożarcia i dokopania im była w nim tak ogromna, że aż do rozsadzała. Bestyjka, też dawała czadu, chciała wyjść rozprostować łapki.
- Gdzie tych dwóch wcięło? - Mruknął Hollywood, już zaczynał się wkurwiać, a to nie wróżyło zbyt dobrze.
Powrót do góry Go down
Vrhedny

avatar


PisanieTemat: Re: Droga   Pon Lut 28, 2011 5:20 pm

// Mieszkanie nr. 1 / Salon
V. zdematerializował się na leśnej ścieżce. Kurwa. Nie mogła być to polna ścieżka ...
Nie lubił lasów. Było tu pewno owadów, a najwięcej komarów, których nie trawił. Domyślcie się czemu.
- Nie mów sam do siebie, bo to świadczy o chorobie. Ja jestem, a Ghroma wciągnęło. - powiedział ido brata.
- Podejrzewam, że zamiast tu pojawił się w stu milowym lesie ... I przeżywa drugą młodość. Może idźmy tam sami, a on nas dogoni ?


Ostatnio zmieniony przez Vrhedny dnia Wto Mar 01, 2011 3:56 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Ghrom

avatar


PisanieTemat: Re: Droga   Pon Lut 28, 2011 6:59 pm

/Mieszkanie nr 1/Salon/

Ghrom zdematerializował się w lesie. Usłyszał żartobliwy tekst V, że gdzieś do poniosło. Zobaczył ich parę metrów przed sobą, ale najpierw przykucnął by przyjrzeć się śladom opon na ścieżce. Były to według niego opony samochodu, który go porwał.
- Nie martw się V. jestem tu za wami, ale dziękuje za troskę - drwiąco powiedział G.
- Chodźmy nie ma czasu do stracenia.
Doszedł do nich i ruszyli w drogę wzdłuż śladów.
Powrót do góry Go down
Rankohr
**********
avatar

Partner : Mary

PisanieTemat: Re: Droga   Wto Mar 01, 2011 2:38 pm

Zaśmiał się cicho słysząc V.
- Bracie, ja gadam z bestyjką, to nie zakrawa na obłęd - znów się uśmiechnął do braciszka, który coś ostatnio zrzędliwy się zrobił. Brak gliny chyba źle na niego wpływał, ale to teraz nie istotne. Trzeba odnaleźć Tohrtura.
- Może tygrysek i spółka nam pomoże - zażartował, z tekstu V na temat stumilowego lasu. Jednak, jakoś tak się złożyło, że Ghrom się pojawił i po zabawie.
- No czyli mamy komplet, to jazda panowie. - Ruszyli już wszyscy razem, ścieżką w głąb lasu. Byli czujni i cicho przemierzali trasę, nasłuchując jakichkolwiek odgłosów.
Małe leśne stworzonka popylał, wśród gęstwiny, uciekały przed nimi. Trzy wielkie samce, nic dziwnego, że wszystko co możliwe się chowało.
Nagle, coś błysnęło między drzewami, Samochód był cichy, ale i tak bracia wykminili, że nadjeżdża dość szybko. Jechał w stronę miasta. Cała trójka ukryła się w pobliskich krzakach, czekali aż samochód ich minie. W środku było trzech reduktorów, odjechali.
- No to chyba dobrze trafiliśmy.. - Hollywood patrzył w stronę, gdzie przed chwilą zniknęło auto.
Powrót do góry Go down
Vrhedny

avatar


PisanieTemat: Re: Droga   Wto Mar 01, 2011 3:56 pm

- Nie można pomarzyć. - mruknął do G. ze smutkiem. A miało być tak fajnie.
Gdy już się ogarnęli, ruszyli biegiem przed siebie. Wiatr rozwiewał im włosy, a Ghromowi to za bardzo, bo wpadały mu do oczu przez co został troszkę w tyle. V. zdusił w sobie śmiech i czmychał dalej.
Z szaleńczego biegu wyrwał ich dźwięk auta wyraźnie zmierzającego w stronę miasta.
- Tak o ile w tej ruderze nie będzie żadnego skurwysyna - pokazał na zapyziały budynek, którego zarys był stąd widoczny.
- Ciekawe czy te ciule mają tam jakieś zabezpieczenia.
Powrót do góry Go down
Ghrom

avatar


PisanieTemat: Re: Droga   Sro Mar 02, 2011 5:13 pm

Rzucili się w bieg. Biegnąc tak przez las nagle Ghrom zauważył jakiś budynek jeśli to można było nazwać budynkiem.
- Zobaczcie tam - wskazał na budynek.
W tym momęcię usłyszał samochód więc z braćmi ukrył się w krzakach. Gdy przejeżdżali obok nich samiec zauważył w środku trzech reduktorów.
- Ciekawe jaki nas czeka tam komitet powitalny. - powiedział z uśmiechem na twarz gdy wychodzili za krzaków.
- Teraz bądźcie bardziej czujni, mogą być jakieś pułapki w pobliżu tego. - wskazał na budynek.
Ruszyli biegiem w stronę kryjówki jak już byli parę metrów przed nią zwolnili i bezszelestnie zaczęli podchodzić.
Powrót do góry Go down
Rankohr
**********
avatar

Partner : Mary

PisanieTemat: Re: Droga   Czw Mar 03, 2011 2:49 pm

Czy tylko mi się zdaje, czy oni ostatnio jacyś, tacy niedorozwinięci byli? Może to złudzenie spowodowane nadmiarem energii, albo brakiem seksu, no ale.. jak on miał byś spokojny, jak bestyjka, nie chciała siedzieć cicho, jak mysz pod miotłą.
- V.. czy Ty przypadkiem nie jesteś naszym specem od zabezpieczeń? - Rzucił mu rozbawione spojrzenie - No wiesz może się mylę, ale ostatnio, jak się widzieliśmy, to jeszcze byłeś specem od zabezpieczeń. Teraz to się zmieniło? - Hollywood zdecydowanie, miał dziś niezbyt równo pod sufitem. Nosiło go jak cholera, musiał coś rozwalić i kogoś zeżreć, to może mu przejdzie, bo jak na razie, nie jest w formie - znaczy nie kontroluje się już za bardzo.
- G Ty się nie wychylaj lepiej... - o kurwa, czy.. no chyba tak, ale? Dobra, zaraz pewnie będzie zjeb, że każe Ghromowi trzymać się na uboczu. Bo ten tego, G to król i to on rozkazuje, ale wiadomo.. Jak Rankohr wpadnie w szał, to zeżre wszystko. bestyjka nie wybiera, żre wszystko co wpadnie w łapy.
- Chłopaki, radzę wam uważać, bestyjka jest bliska wybuchu i nie ręczę za siebie - powiedział szybko i cicho.
Zaczęli się skradać do rudery. Słychać było jakieś hałasy, ale nic konkretnego. To ile osób było w środku, tego też nie wiedzieli. Po cichu, po wielkiemu cichu, skradali się pod siedzibę reduktorów.
V zaczął majstrować przy zamku, a oni z G stali na czatach.
Powrót do góry Go down
Vrhedny

avatar


PisanieTemat: Re: Droga   Czw Mar 03, 2011 6:50 pm

- Po prostu głośno myślę i od razu prostuje, że to jest normalne w porównaniu do gadania ze sobą. - powiedział do R. i się uśmiechnął. I nic się nie zmieniło, nadal jestem najlepszy w swoim fachu.
Dziwnie zabrzmiało, ale co tam. Kiedy samochód całkowicie zniknął im z pola widzenia, ruszyli w stronę budynku.
Okazał się rozwalającą się ruderą. Nic nowego. - pomyślał. Reduktorzy zawsze wybierają takie zapyziałe, opuszczone magazyny lub domy, żeby nie wzbudzać podejrzeń.
V. wysunął się na prowadzenie. Jak najciszej podkradł się do drzwi i zajął się zamkiem. Nie postarali się tym razem.
Zamek był prosty, dwubębenkowy co jeszcze ułatwiło mu robotę. Pchnął rozbrojone drzwi i wszedł do środka, wyciągając broń. Kiwnął na braci i wsunął się głębiej.
Powrót do góry Go down
Ghrom

avatar


PisanieTemat: Re: Droga   Wto Mar 08, 2011 10:45 am

Gdy znaleźli się dość blisko budynku a raczej rudery usłyszał jak R mówi żeby trzymał się z tyłu.
- Co to ja jakiś królik by trzymać się z tyłu? - spytał z uśmiechem na ustach.
W takiej chwili zachciało się Ghromowi żartować. Gdy byli przy drzwiach, V podszedł do drzwi zaczął otwierać G i R zostali na czatach.
Powrót do góry Go down
Rankohr
**********
avatar

Partner : Mary

PisanieTemat: Re: Droga   Wto Mar 08, 2011 3:07 pm

Dobra, żarty się skończyły Hollywood ledwie się powstrzymywał przed przemianą. Wszystko w nim buzowało, czuł każdy mięsień, ścięgno i kość. Bał się, że jeśli zaraz nie stoczy jakiejś walki, to będzie bardzo źle.
- G, nie wchodź mi w drogę - syknął, bo mówienie, sprawiało, że się dekoncentrował i mógł nie wyrobić. Zacisnął dłonie w pięści i ruszył za V. Jego oczka latały na wszystkie strony, lustrował otoczenie, czy gdzieś nie ma jakiegoś wroga. Było jednak cicho.

//Ghrom, V i Hollywood / Kwatera reduktorów / teren przed
Powrót do góry Go down
Pan X

avatar


PisanieTemat: Re: Droga   Sob Kwi 16, 2011 9:38 am

> Pokój przesłuchań

Pan X razem ze swoją świtą przytargali tu mężczyznę. Wyglądał teraz prawie jak worek kartofli. No ale trudno. Mógł się wtedy w zaułku nie wpieprzać w nie swoje sprawy. Kiedy człowiek już ładnie sobie leżał i trząsł się z zimna. Dwójka młodych reduktórw się wycofała. X jeszcze chwilę został przy człowieku. Na pewno musiał się upewnić czy nie ma w pobliżu żadnego przedmiotu którym może się pochlastać albo coś w tym stylu. Cóż to by było za niedopatrzenie ze strony perfekcyjnego i nieomylnego pana X? Czyż nie? Dobra wszystko było cacy. Czyli teraz najlepiej się ulotnić i czekać aż Jakiś wojownik go znajdzie. Zostawił go dość blisko drogi. Jak mistrz powiedział nie będzie pamiętał co mu zrobiono. Pan X odszedł od niego udając się w bliżej nie określone miejsce.

z/t
Powrót do góry Go down
Butch

avatar


PisanieTemat: Re: Droga   Pon Kwi 18, 2011 3:28 pm

O mamuniu, jak ni telepało. Czuł się jak ścierwo, lub padlina i w sumie tym chyba się stał. Zostawiony na pastwę losu marzył jedynie o śmierci. W jego bebechach buszowało coś paskudnego. Czuł się nieczysty i zainfekowany, ale nie miał bladego pojęcia, co się mu stało. Czuł tylko w sobie zło i śmierć.
Butch miał cichą nadzieję, że kostucha przybędzie po niego szybko, bo ból był nie do zniesienia i wszystko w nim jak by gniło.
Myślał teraz o braciach, chciał by ich zobaczyć przed śmiercią, pożegnać się, czy coś w tym stylu, ale nie ma tak dobrze. A Marissa? Już nigdy jej nie ujrzy, nie dotknie, jego ledwo zipiące serducho, bolało jeszcze bardziej.
Ale się porobiło, miał być świat z baśni, a wyszedł horror, w stylu Freddiego Krugera. Glina dygotał z zimna, czuł jak jak jego kończyny odmawiają posłuszeństwa, a raczej, moment, gdy przestawał czuć swe kończyny. Skończyło się rumakowanie, jednak nie żałował tego, że dołączył to tej zgrai wampirów, dobrze się z nimi czuł. Ech.. dobrze by było, żeby ktoś go znalazł. Nie, albo nie, jest zainfekowany, nieczysty, nie... lepiej niech tu zginie.Nie będzie przynosił do świata tego gnijącego ciała. Nie wiedzieć czemu, miał takie dziwne wrażenie, że, że nie powinien wzywać pomocy. Że nikt z bractwa nie powinien go znaleźć. Ale jego osąd nie był zbyt trafny, jego rozumowanie zresztą też. Był od zawsze lekko skrzywiony, a teraz po tym co zaszło.. jest jeszcze bardziej nie teges.
- Nieczysty, zgniły - wyrwało mu się tak jakoś. No ale cóż, tak się właściwie widział.
Powrót do góry Go down
Vrhedny

avatar


PisanieTemat: Re: Droga   Pon Kwi 18, 2011 4:49 pm

// Rezydencja Bractwa / Sala medyczna

Dziś Święto Przesilenia Zimowego, więc reszta braci przygotowuje się do drętwej imprezy. Oczywiście oprócz T. który leży pod plątaniną kabelków i rurek.
Dla V. odnalezienie najlepszego kumpla, było ważniejsze niż wieczór z bandą gnomów przebranych w sukieneczki i smokingi.
Wychodząc z sali medycznej, napomknął tylko Ghromowi, że idzie szukać gliny, bo nie daje znaku, że żyje. Przez tą całą akcję z T. zapomniał o nim. Wstyd, co nie ? Ale nawet najlepszym się zdarza, niestety.
Ślepy król był trochę zmieszany nie wstrząśnięty i zapytał: Jak go znajdziesz ? A speszony Vrhedny już miał mu odpowiedzieć, że wsadził mu w dupę urządzenie namierzające, ale się powstrzymał i wyjawił szokującą prawdę: - Dokrwiłem go ! Ale nie w taki sposób w jaki sobie myślisz ... Doprawiłem mu wino, nic więcej ! Nie bij proszę ! ... Dzięki temu go znajdę !
Noo, król był wkurwiony, ale dał się urobić paczką miśków Haribo i pozwolił V. działać. Zaproponował mu nawet podwózkę, ale ten odmówił twierdząc, że złapie stopa.
Tak na serio, to G. chciał mu dać wpierdol, ale przystopował i powiedział, że złamał prawo ... ble, ble, ble i policzą się jak wróci, o ile wróci. Hehehe, nie ma to jak wiara w powrót brata do domu.
Koniec pieprzenia, brniemy dalej.
Z wcześniejszych ustaleń, wynikało że B. zmierzył się z jakimiś reduktorami i prawdopodobnie został przez nich uprowadzony i poddany torturom, bo jakby inaczej. Te siwe chuje, porywały go w celu wyduszenia informacji o Bractwie, ale na pewno niczego się nie dowiedzieli. Glina nie puściłby pary z ust. Łezka się w oku kręci, taki z niego dobry kumpel.
Po wyjściu z rezydencji, V stanął na dziedzińcu i zabawił się w namierzanie. Szło mu to mozolnie, ale udało się ! Wiedział gdzie glina jest ! Powinien teraz lecieć po R. i Z. ale szczerze to sobie darował. Jeśli naprawdę będzie ich potrzebował to zadzwoni.
Zmaterializował się niedaleko celu. Przykucnął w śniegu. Wyczuwał te pieprzone siwe diabełki. Chyba byłoby lepiej, jakby przybył tu z ekipą. Czemu ja zawszę,muszę wpakować się w jakieś gówno, sam. - pomyślał.
Zadrżał. Coś czaiło się pośród drzew ... esencja zła, diabelska siła ... To ten, którego imienia nie można wymawiać - nie Voldemort*, tylko Omega !
Kurwa, gorzej być już nie mogło. Szczerze, to taki z niego bohater, a na samą myśl o tej kreaturze zamieniał się w Horjaka**, tchórzliwego psa.
Ze ściśniętą dupą, pognał w stronę z której wyczuwał Butcha. Po pięćdziesięciu metrach, spostrzegł grupę kojotów, krążących wokół jakiegoś ciemnego kształtu. Prychały, pluły i Bóg wie co tam jeszcze robiły. Były bardzo zajęte, dlatego nawet go nie zauważyły. Oddał kilka strzałów w powietrze. Spłoszone zwierzęta czmychnęły do lasu.
- Ja pierdole. - powiedział sam do siebie. Cholernie zaschło mu w buzi.
Glina był tym ciemnym kształtem. Nagi i zakrwawiony leżał na śniegu i był otoczony bardzo złą aurą. Wokół niego roztaczała się mroczna, złowroga emancja***.
Vrhedny nerwowo przybliżył się do przyjaciela i dotknął go ręką w rękawicy. Poczuł coś na miarę kopnięcia prądem. Szybko wycofał rękę.
- Hej, Butch ...
Glina jęknął i poruszył się. Na jego brudnej twarzy, lśniły zamarzające łzy.
- Nie bój się ... - powiedział. Taa, takie pierdolenie o Chopinie. Zaraz będzie po wszystkim ...
Butch jęknął po raz kolejny u próbował się od niego odsunąć.
- To ja glino ...

* http://www.harrymedia.com/img/data/media/196/promoodp054.jpg
** http://1.bp.blogspot.com/_FTbNGpfjFNc/STweJ5x3CzI/AAAAAAAAAJI/2ilMwSZkF60/s320/hojrak.jpg
*** «promieniowanie lub wydzielanie się czegoś; też: to, co promieniuje lub się wydziela»
Powrót do góry Go down
Butch

avatar


PisanieTemat: Re: Droga   Wto Kwi 19, 2011 3:23 pm

Zawsze mu się marzyło, że dożyje spokojnej starości, będzie siedział na bujanym fotelu, oglądał pornole i zażerał się niezdrowym żarciem. Jednak szlak wszystko trafił, chuj w bombki strzelił, gwiazdki nie będzie. Tak łezka się w oczku zakręciła i żal dupsko ścisnął.
Po spędzeniu, nie wiadomo jakiego czasu na mrozie, przestał odczuwać cokolwiek. Nie było zimna, rany nie bolały, bo kończyn nie czuł, tylko łeb go napierdalał, jak na kacu. Miał chęć na utratę przytomności, ale dupa, nie ma tak dobrze, błogi sen nie chciał przyjść i mu pomóc. Słyszał jak zwierzaki buszują po lesie, jak obwąchuje go jakiś futrzak, ale olał to sikiem prostym. A co do sikania, to ciekawe czy lał, bo jakoś tego nie czuł, ale z drugiej strony był odwodniony, więc raczej nie.
Później jak przez mgłę usłyszał głos. Jezuu, znaczy coś do niego mówiło, ale jego zdrowy, ale lekko spaczony zdrowy rozsądek kazał mu się odsunąć, od źródła dźwięku. Nie chciał by ktoś go dotykał no chyba, że chciał go dobić, to nie ma sprawy, zgłasza się pierwszy.
Do kurwy nędzy, kto go śmie nazywać gliną? Istnieje kilka istot, które maja prawo tak do niego mówić, a głos.. ej głos był dziwnie znajomy? Czyżby jednak zbliżała sie jego koniec i właśnie kochany dziadziuś po niego szedł? Yyy nie, to chyba nie był dziadziuś.. Butch odemknął z trudem jedno oko. Ryjek który mu się ukazał z pewnością nie należał do dzidziusia, tylko do tego, no.. mówcie....jezu, nie znaczy się nie do Jezusa, tylko do tego, no, do jego przyjaciela. Przed sobą ujrzał twarz V, ale mogły być to omamy i otaty, więc nie wierzył temu tak na 100%. O właśnie jak o procentach mowa.. napiłby się z chęcią... ruda wóda na myszach.. o tak.
- Zostaw, jestem nieczysty - wyjąkał glina z wielkim trudem. Nie chciał by przyjaciel, o ile to był on, żeby się zakaził tym złem, które tkwiło w nim.
- ja.. ja .. nic nie powiedziałem....- głos ledwo był słyszalny. Słowa z trudem wychodziły mu z gardła. taka czynność, jak mówienie i przełykanie sprawiała ból, ogromny ból.
-Odejdź....jest we mnie zło... jestem nieczysty, zgniły- ostatkiem sił wyjęczał słowa. Na więcej nie było go stać, był zmęczony, chciał spać, zamknąć oczy i odejść. Coś jednak mu mówiło, że tak dobrze to nie będzie i sprawa znów się rypnie. Bo jeśli mordę, która widział.. no ten tego należała do V, to ten skurczysyn, tak łatwo nie odpuści.
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Droga   

Powrót do góry Go down
 
Droga
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Bractwo Czarnego Sztyletu Forum PBF - RPG  :: Okolice Caldwell :: Tereny Zielone :: • Lasy-
Skocz do:  
Free forum | © phpBB | Free forum support | Kontakt z | Report an abuse | Free blog