Bractwo Czarnego Sztyletu Forum PBF - RPG

Bractwo Czarnego Sztyletu
 
IndeksIndeks  PortalPortal  Partnerzy  FAQFAQ  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Kuchnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
AutorWiadomość
Go??
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Kuchnia    Pią Lut 04, 2011 7:58 pm

Popatrzyła na samca , który nawet nie mrugnął powieką udzielając swoich pokrętnych odpowiedzi. Siedział sobie i spokojnie pojadał jabłko. Beth przyjrzała mu się uważniej.
Dlaczego siedział tak sztywno?
Pociągnęła nosem i w powietrzu wyczula delikatny zapach krwi, i to nie ze ścierki, ale świeżej.
Spojrzała z pod przymrużonych powiek na samca. On na pewno coś kręcił, a potrafił to robić miną największego niewiniątka.
-Z. coś mi mówi, ze masz coś z tym wspólnego, tak jak z tą torbą leżącą na stole, więc albo mi powiesz o co chodzi, albo zaraz ci na głowę ściągnę Bellę i to jej się będziesz tłumaczył.
Czekała spokojnie na reakcję samca.
Chyba nie rzuci we mnie tym nożem?
Powrót do góry Go down
Zbihr

avatar


PisanieTemat: Re: Kuchnia    Pią Lut 04, 2011 8:08 pm

Samica wyprawiła się ze swoimi pytaniami w zbyt dalekie, ciemne i zapuszczone rejony. I co go obchodziło, że była królową? Ghrom był królem, czyli kimś ważniejszym a nawet jemu nie pozwalam na włażenie z butami w swoje życie. Nie mogła wyciągnąć własnych wniosków? Że zrobił to specjalnie albo zadźgał glinę i sprzątnął kuchnię tą właśnie ścierką? Widział jak stara się znaleźć odpowiedź na ścierkę uwaloną krwią, prawie widział małe trybiki obracające się w jej głowie. Na szczęście żadna żarówka nie zapaliła się nad jej głową.
- Torba jest Belli - w końcu zaczął udzielać odpowiedzi, ale nie na te pytania, na które chciała Beth. - Byłem u niej bo potrzebowała ciuchów. Więc jak ją zawołasz to szybciej ją dostanie. Właśnie wróciłem więc wolałem najpierw coś zjeść.
Samiec skończył jeść jabłko i położył ogryzek na stole. Tylko co zrobić z nożem? Wizja rzucenia nim w głowę Beth była zbyt kusząca, więc wbił ostrze w drewniany blat stołu i skrzyżował ręce na piersi. Nie skrzywił się, kiedy jeszcze mocniej ucisnął ciałem zabandażowaną ranę. Gdyby nawet pociekła jakaś krew to kurtka skutecznie wszystko zasłaniała - nawet podziurawiony i zakrwawiony podkoszulek. Dzięki Pani Kronik za brak rentgenu w oczach Beth.

...


Powrót do góry Go down
Go??
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Kuchnia    Pią Lut 04, 2011 8:42 pm

Z dokończył jabłko, wbił nóż w blat stołu, skrzyżował ręce na piersi i spojrzał na Beth. Jego spojrzenie mówiło.:Weź się kurwa odpierdol ode mnie.
Na Beth ta pokazówka nie zrobiła wrażenia. No dobra może trochę, ale nie miał zamiaru pokazać tego Zbihrowi. Perzcież jej nie zadźga w tej kuchni za parę niewinnych pytań. Patrzyła na samca usiłując dociec w co się znowu wpakował. Z siedział cały spięty, a intuicja Beth podpowiadała, że coś jest nie tak. Samica nie była zbyt szczęśliwa z tego powodu, dzisiejszy dzień dał jej wystarczająco w kość, nie potrzebowała więcej zmartwień, z drugiej strony jej natura nie pozwoliła jej tak po prostu odpuścić, chociaż jeżeli chodzi o Z. to może byłoby to rozsądniejsze.
Stali tak patrząc na siebie i mierząc się wzrokiem (to znczy Beth satła, bo Z.nadal siedział).
Beth podeszła szybkim krokiem do Z. i ryzykując utratę ręki klępnęła go w ramię, na co samic mimowolnie się skrzywił.
-Zbihr co jest grane?
Powrót do góry Go down
Zbihr

avatar


PisanieTemat: Re: Kuchnia    Pią Lut 04, 2011 8:54 pm

Z obserwował Beth z obojętnością, dopóki ta nie zaczęła się do niego zbliżać. Z każdym krokiem posągowa pewność siebie samca wyparowywała, zastępowana przez strach. A kiedy wyciągnęła rękę i go dotknęła, Z skrzywił się i odsunął gwałtownie do tyłu razem z krzesłem i jeszcze w ruchu podniósł się z niego, więc krzesło upadło z hukiem na ziemię.
- Nie... dotykaj... mnie - wyrzucił z siebie kolejne słowa z sykiem, jakby były jakimiś wymyślnymi obelgami.
Nie miała do tego prawa. Nikt nie będzie mnie dotykał jeśli tego sobie nie życzę. Tylko Bella... Tak, Bella może.
Samiec spojrzał na Beth z widoczną furią w czarnych oczach i ponownie skrzyżował ręce na piersi, zaciskając dłonie na ramionach. Lepsze to niż uduszenie królowej.
- Nikt cię nie ostrzegał, żebyś tego nie robiła? Nie? No to odpierdol się i więcej tego nie próbuj - w przeciwieństwie do jego wzburzenia głos miał cichy, ale wcale nie łagodny. Coś jak ukryta groźba? - Nic się nie dzieje, nie masz własnych problemów?

...


Powrót do góry Go down
Go??
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Kuchnia    Pią Lut 04, 2011 9:14 pm

Z. odskoczył gwałtownie do tyłu, przewracając krzesło. Cicho wysyczał swoje ostrzeżenie i spoglądał z nienawiścią na Beth. Samica przez moment zastanowiła się czy nie uciekać, gdzie pieprz rośnie, ale po chwili rezygnowała. Postanowiła, że nie da się zastraszyć Z. Może rzeczywiście nie powinna go dotykać, ale stało się może ustanowi to jakiś cholerny precedens.
Podniosła ręce do góry.
- Spoko nie irytuj się, ale jeżeli jesteś ranny, to trzeba ranę zdezynfekować i porządnie opatrzyć. - Beth strzelała na ślepo, ale skrzywienie ust Z. świadczyło, że strzał był celny. - Mogę to zrobić sama, albo po prostu zawołam Bellę by ona cię opatrzyła. I o ile ja nie zapytam co się stało, to ona na pewno będzie chciała wiedzieć wszystko.
Beth odsunęła się parę kroków do tyłu i oparła o kredens dając samcowi trochę przestrzeni i czekając na jego odpowiedź.
Powrót do góry Go down
Zbihr

avatar


PisanieTemat: Re: Kuchnia    Pią Lut 04, 2011 9:26 pm

- Nic mi nie jest. Wierz mi, nie zamierzam mdleć czy umierać od byle zadraśnięcia. To nie jest poważna rana. Twoja pomoc bardziej by się przydała komuś kto był na tyle głupi by mi to zrobić.
Chociaż i tak byłaby zbędna, pomyślał złośliwie. Już Omega się nimi zaopiekuje. Ale po co Beth tak się wpieprzała? I jeszcze próbowała użyć Belli jako broni. Cios poniżej pasa, taki w stylu... babskim.
- Wara ode mnie - powtórzył kolejny sprzeciw przeciwko dotykaniu jego skromnej osoby. - Może idź do Ghroma? On bardziej ucieszy się z twojej pomocy niż ja. Chyba, że to jakiś twój problem, tak bardzo lubisz pomagać innym? I co? Mój poprzednik, któremu chciałaś pomóc był zadowolony?
Mina Beth wcale na to nie wskazywała. Jeszcze poleci i nagada wszystko Belli. Dlatego samiec minął samicę jak tylko mógł najdalej i podszedł do blatu kuchennego. Ściągnął kurtkę i podkoszulek i odwrócił się do Beth.
- Daj te swoje bandaże i nie waż mi się pomagać. Sam wszystko zrobię.

...


Powrót do góry Go down
Go??
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Kuchnia    Pią Lut 04, 2011 9:50 pm

Samiec po pomstował, po odgrażał się , ale ku wielkiemu zdziwieniu samicy podszedł do blatu odwrócił się do niej palecami, zdejmując kurtkę i koszulkę. Na jego barku widniała rana postrzałowa, a bok wyglądał na pocięty czymś ostrym. Z boku nadal sączyła się stróżka krwi.
-Ok, tylko poszukam apteczki.
Samica zaczęła przetrząsać wszystkie szafki w poszukiwaniu apteczki, w końcu znalazła ją w bocznej szafce za pudełkami z przyprawami, których przeznaczenia w większości nie znała.
-Dobra, apteczka, środek antyseptyczny, bandaże plastry, jest wszystko.- Mruczała pod nosem wybierając potrzebne rzeczy.
Podeszła do Z. i położyła wszystko przed nim. Samiec spojrzał na nią krzywo. Na oko Beth, Z. miał bliskie spotkanie z reduktorem. Samicę ciekawiło czy był to ten reduktor, który porwał Belle, i czy Z. go zabił, ale obiecała milczeć więc o nic nie zapytała. Chociaż informacja o śmierci tego całego Dawida mogła być ważna, ze względu na Tohtura.
Na pewno nie chcesz pomocy. - Upewniła się. Ten bark raczej ciężko będzie samemu zabandażować?
Powrót do góry Go down
Zbihr

avatar


PisanieTemat: Re: Kuchnia    Pią Lut 04, 2011 10:10 pm

Kiedy Beth zajmowała się wyszukiwaniem apteczki Zbihr z lekką obawą zaczął zdejmować kolejną ścierkę, która dołączyła do swojej poprzedniczki w śmieciach. Swoją drogą po co Beth grzebała w śmieciach? Zawsze wyciąga rzeczy z kontenera jeśli uzna je za ciekawe i warte zbadania? Wolał jednak nie pytać, on powściągnie swoją ciekawość a samica da mu spokój. Rana na barku już powoli zaczynała się goić ale z tą na boku było gorzej. Nadal nie chciała się zrosnąć, ale może kuchenna ścierka nie była odpowiednim opatrunkiem. Kiedy Beth postawiła obok niego potrzebne rzeczy, samiec spojrzał na nią i prawie jęknął. Znów miałą ten wyraz twarzy. I te cholerne trybiki kręciły się szybko aż z uszu poleciała para.
- Kurwa, jak masz pytać to pytaj ale odsuń się, dobra?
Samiec wziął do ręki jakiś mały żel, który zapewne miał oczyścić ranę. Tylko tak podejrzewał, bo zwykle wystarczyło żeby Z poczekał a rany w końcu się goiły. Ten przypadek był jednak... inny. Więc wziął ten krem i posmarował nim ranę na boku, która zaczęła palić ogniem. Niby miało pomóc, ale... dobra, skoro ma boleć to niech boli, samcowi ból nie przeszkadzał. Potem wziął do ręki bandaż i obwinął nim byle jak tors, nie przejmując się raną na barku.
- Zadowolona? - spytał, kiedy już skończył.

...


Powrót do góry Go down
Go??
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Kuchnia    Pią Lut 04, 2011 10:31 pm

Jak masz pytać to pytaj, dźwięczało jej w uszach i kusiło, by wypytać samca o wszystko.Jednak po pierwsze obiecała, ze nie będzie, a po drugie jej pytania spowodowałyby zapewne pytanie ze strony Z.
-No przecież powiedziałam, że nie będę pytać, chyba, że chcesz mi się z czegoś zwierzyć. -Burknęła do samca.Patrzyła na jego niezdarne próby zabandażowania torus, kręcąc z politowaniem głową. W końcu jakoś udało mu się zamocować bandaż tak, że nie spadał. Beth nie dała jednak temu opatrunkowi długiego żywota. Rana na barku zaczynała się goić więc nie było potrzeby jej opatrywać.
- Lepiej. Masz z tym jakiś problem. - Odpowiedział na zaczepkę Z.
Spokojnie podeszła do blatu, poukładała resztę rzeczy w apteczce i odłożyła ją na miejsce. Cały czas czuła na sobie spojrzenie samca.
-Słuchaj Z. naprawdę miałam parszywy dzień, podejrzewam, że ty też więc proponuję chwilowe zawieszenie broni. Mam zamiar zrobić sobie kawę. Napijesz się?
I nie zwracając uwagi na samca podeszła do ekspresu i nastawiła go.
Powrót do góry Go down
Zbihr

avatar


PisanieTemat: Re: Kuchnia    Pią Lut 04, 2011 10:42 pm

O nie, samiec wcale nie zamierzał się do niczego przyznawać. Sam radził sobie ze sobą wystarczająco dobrze, więc osób trzecich nie potrzeba. A Beth powiedziała lepiej ale jej wzrok mówił coś innego: ścierka czy nieudolny bandaż, chrzanić to wszystko bo i tak długo nie wytrzyma. I nie musiało trzymać się zbyt długo, tylko jakiś czas. Dopóki jakoś nie ukryje przed Bellą faktu, że w jej domu czekali na niego niezbyt mili kolesie. Rana szybko się zagoi tak jak ślady po biczowaniu, które były już niewidoczne. Może i był sadystą, ale miał jedną zaletę - rany leczyły się dość szybko, więc miał małe odstępy pomiędzy swoimi sadystycznymi zabawami.
- Jak musisz to pij - nadal mówił nadąsanym głosem, a propozycja wypicia kawy rozsierdziła go jeszcze bardziej. Nie podziękował, po prostu powiedział - Ja nie piję kawy.
Podobnie jak setki innych rzeczy, których nie zrobię sam. No chyba, że woda z kranu się liczy, chociaż jej nie robię. I soku, jakby jakiś porąbany sprzedawca próbował mnie otruć to by długo nie pożył. Dopadłbym go w śmiertelnym amoku i zabrał ze sobą. Ale samiec posłusznie usiadł na krześle, tym razem innym bo tamtego nie miał zamiaru podnosić i ściągnął torbę z rzeczami Belli na ziemię. I w kuchni zapadła niezręczna cisza, która nawet jemu przeszkadzała.

...


Powrót do góry Go down
Go??
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Kuchnia    Pią Lut 04, 2011 10:57 pm

Nie to nie.
Beth spokojnie czekała, aż ekspres zaparzy kawę. Myślała, źe Z. czmychnie z kuchni przy pierwszej okazji, ale samic usiadł z powrotem przy stole i tylko ponuro spoglądał na nią.
Prawie tak jak gdybym mu ojca naleśnikiem zatłukła.
Przelała kawę do kubka, i z lubością wciągnęła w nozdrza jej aromat. Beth jak każdy dziennikarz uwielbiała kawę, i mogła ją pić litrami.
Ciepły napój miło rozgrzewał jej ciało.
Z. nadal obserwował ją w milczeniu, czyli mieli przynajmniej chwilowy rozejm. Beth nie do końca rozumiała zauroczenie Belli Zbihrem, ale cóż tak to bywa, miłość jest nieprzewidywalna. A on też chyba ją kochał.
-Z. wiem, ze co noc spacerujesz z Jonem. Nie chcę, żebyś mi mówił o czym rozmawiacie, to sprawa miedzy tobą a Johnem, ale powiedz mi tylko czy on się chociaż trochę lepiej czuje?
Samica z niepokojem oczekiwała odpowiedzi.
Powrót do góry Go down
Zbihr

avatar


PisanieTemat: Re: Kuchnia    Pią Lut 04, 2011 11:13 pm

Kiedy Beth nadal zajęta była przyrządzaniem kawy, Z sięgnął po zakrwawioną koszulkę i ubrał ją razem ze skórzaną kurtką. Przy rozmowie wolał mieć coś na grzbiecie, chociaż powinien był się przyzwyczaić do bycia nagim w tłumie. Aby zająć czymś ręce samiec wyciągnął nóż z drewna i schował go do kieszeni. Lepiej nie gubić sztyletów, jeszcze V się wkurwi i nie zrobi mu drugiego. A tylko on miał rękę do metalurgii.
Z krępowała cisza ale rozmowa o Johnie była dla niego niewłaściwa. Jeśli Beth chciała coś wiedzieć na temat jego stanu to powinna spytać o to swojego brata. Chociaż Z sam się martwił o Johna, nie tylko ze względu na odejście Tohra ale również przez jego... przeżycia. Przeczytał jego kartę ale nikomu nie zamierzał zdradzać co tam było napisane. Nie łatwo jest się przyznawać do gwałtu. W końcu mężczyzna powinien był się obronić?
- Nie rozmawiamy, tylko chodzimy. I wydaje się... normalny.
Więcej nie zamierzał zdradzać, nie był cholernym psychologiem i kapusiem. Każdy powinien radzić sobie ze swoimi problemami w samotności. Więc trzeba było zmienić temat, na bardziej ciekawszy dla Beth... Wspaniałomyślnie postanowił się podłożyć.
- Zaręczyliśmy się z Bellą - rzucił w końcu, oszczędzając sobie szczegółów a zwłaszcza przypieczętowania oświadczyn seksem w kuchni.

...


Powrót do góry Go down
Go??
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Kuchnia    Pią Lut 04, 2011 11:28 pm

Lakoniczna wypowiedź samca wcale nie uspokoiła Beth. Nadal martwiła się o brata, może by tak Furiatha posłać, żeby z nim pogadał, on ma dobry wpływ na innych. Nawet swojego brata potrafi utemperować. Samica doszła do wniosku, że chyba tylko on może pomóc. Ona sama nie wiele wskórała, John zbywał ją i nie chciał się otworzyć. Beth w pewien sposób rozumiał go, ale cierpiała z tego powodu.
-Jesteście oficjalnie zaręczeni?- Zapytała ze zdziwieniem w głosie, i popatrzyła podejrzliwie na Z, jak gdyby sprawdzając czy samiec nie usiłuje ją w coś wkręcić, ale na jego obliczu malowała się powaga i coś na kształt dumy. Tka Z. był zdecydowanie dumny z faktu, ze zaręczył się z Bellą.
-Gratuluję. -powiedziała Beth, każdego innego podbiegłaby uściskać z radością, ale nauczona doświadczeniem nie próbowała tego z Z.-Bardzo się cieszę. Bella już pewnie zaczęła robić plany uroczystości.
O Pani Kronik, prowadziła z Z. prawie normalną rozmowę.
Powrót do góry Go down
Zbihr

avatar


PisanieTemat: Re: Kuchnia    Pią Lut 04, 2011 11:46 pm

Na samą myśl przygotowywania przez Bellę uroczystości w tej chwili samca aż skręcało w środku. Miała się wykąpać a potem na niego poczekać - później przyjdzie czas na planowanie.
- Chyba jeszcze nie. Najpierw powinna odpocząć, zresztą zaręczyliśmy się zanim poszedłem... do domu Belli - zakończył swoją wypowiedź dość niezgrabnie, ale od teraz musiał uważać.
Beth wiedziała o zaręczynach więc razem z Bellą zajmą się przygotowaniami i wtedy zwykle samice rozmawiają? Rozmawiają zawsze ale wtedy wpadają w taki dziwny nastrój. Zbierają się razem i gadają, o czym? Nie miał pojęcia ale podstawowa wiedza wystarczała mu w zupełności.
- Nie wiem czy to było oficjalne. Poprosiłem a ona się zgodziła, więc chyba tak - Z podrapał się po szczecinie na głowie i spojrzał skonfundowany na Beth bo nagle stracił całą pewność siebie i poprzednią buńczuczność. - Bez pierścionka też się liczy?
Samiec miał taką nadzieję. Bella zgodziła się na zostanie jego żoną, więc czy to było oficjalne czy nie - nie zamierzał pozwolić jej uciec. Nie musiała się zgadzać a teraz nie miała innego wyjścia. Chociaż był pewien, że jeśli zrezygnuje to pozwoli jej odejść bo ona była najważniejsza.

...


Powrót do góry Go down
Go??
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Kuchnia    Sob Lut 05, 2011 1:12 pm

-Liczy się, liczy. - Odpowiedziała z uśmiechem.
Słysząc jej słowa, samiec nieznacznie się odprężył.
-Choć nie ukrywam, że pewnie pierścionek zaręczynowy sprawiłby jej przyjemność.
Beth popatrzyła na swój pierścionek, przypominając sobie dzień, w którym go otrzymała. Wyjątkowe wspomnienie wywołało na jej twarzy uśmich.
Samica, była ciekawa jak reszta mieszkańców rezydencji zareaguje na te zaręczyny. Mary na pewno podskoczy z radości pod sam sufit, za to Furiath.... Tak F. to zupełnie inna sprawa, samiec jest zauroczony Bellą, więc nie można do końca przewidzieć jego reakcji. Miała nadzieję , że nie dojdzie do rundhy. Popatrzyła z niepokojem na Z. Bratobójcza walka o samicę to byłaby katastrofa, nie dość, że Bractwo miało kłopoty to jeszcze czegos takiego by im brakowało.
Przed nami cała masa przygotowań, tyle rzeczy jest do zrobienia.. Samica uświadomiła sobie, że tym razem niestety nie będzie można liczyć na pomoc Wellisandry. W takich momentach, bardzo brakowało jej przyjaciółki, która pomogła jej zaadoptowac się do nowego środowisk i otoczyła ją opieką. Wellsie na pewno bardzo cieszyłaby się z tego związku.
Beth spojrzała na Z.
-Przekaż Belli, że jeżeli będzie potrzebowała pomocy to jestem do jej dyspozycji.
Powrót do góry Go down
Zbihr

avatar


PisanieTemat: Re: Kuchnia    Sob Lut 05, 2011 3:40 pm

Samica spojrzała na swój pierścionek i zapewne w tej chwili przypominała sobie swoją ceremonię. Miła osoba zapytałaby ją o to, ale... co to Z obchodziło? Interesował go wyłącznie jego ślub i nie zamierzał wysłuchiwać dennych i przydługich historyjek o szczęściu innych.
- No to... hmm...
Samiec spojrzał w bok, zastanawiając się jak dalej poprowadzić tą rozmowę. Miał zacząć opowiadać o tym jak do tego doszło? Jakie uczucie siedzą teraz w jego sercu? Miał zacząć dzielić się swoimi pragnieniami związanymi z przyszłością? Kurwa, wolne żarty. I co jeszcze? Z miał zacząć być miły?
- No to - podjął przerwane wcześniej zdanie, byle tylko rzucić cokolwiek. Z skrzyżował ręce na piersi, przyjmując posta obronną i spojrzał na Beth. - No to skoro sprawi jej to przyjemność to kupie jej ten pierścionek.
Po jego oświadczeniu znów zapadła cisza, aż prawie słychać było granie świerszczy. Ale samiec obiecał sobie poprawę, wiec nawiązywanie kontaktów z innymi i zwyczajna rozmowa należały do jego szeroko pojętego programu resocjalizacji. Właściwie na tej liście znajdowała się tylko nauka pisania i czytania. Dość marne plany ale na początek wystarczą. Zbihr rzucił królowej taksujące spojrzenie, bo właściwie to mogła ona mu pomóc w ostatnim punkcie... Szybko złajał się za taką myśl i próbując ukryć swoje zmieszanie, ponownie zabrał głos.
- Właściwie to możesz jej pomóc bez pytania. Nie chcę, żeby się przemęczała z mojego powodu, a w tydzień może sama sobie nie poradzić - Z czuł jak zaczynają palić go policzki, więc ponownie uciekł gdzieś wzrokiem. Odchrząknął i kontynuował dalej. - Musi kupić sukienkę czy coś...

...


Powrót do góry Go down
Go??
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Kuchnia    Sob Lut 05, 2011 5:44 pm

Z. siedział i przyglądał się Beth pijącej kawę. Po czym z nienacka oświadczył, że kupi Belli pierścionek. Beth nie skomentowała jego wypowiedzi, bo nie było czego komentować, a i diabli wiedzą jak na jakikolwiek komentarz zareagowałby samiec. Wampirzyca stała i popijaała sobie kawę, spokojnie przyglądając się samcowi, który wydawał się jakgdyby lekko rozkojarzony.Nie przeszkadzała jej zupełnie cisza panująca w pomieszczeniu. Czasami dobrze było pomilczeć, ale Z. kręcił sie niespokojnie na krześle jak gdyby cisza drażniła go, albo jakby chciał zwiać z kuchni gddzie pieprz rośnie.
W końu matowym i pałskim, tonem wyjaśnił Beth, że może pomóc Belli, bez pytania. Beth podejrzewała, że Bella nie byłaby z tego zbyt zadowolona.
Samica o mało nie udławiła się kawą widząc rumieniec n apoliczku Z. rozprawiającego o sukienkach, widać było, że czuje się lekko zakłopotany(coś zupełnie nie do wyobrażenia u dawnego Zbihra), wiec postnowiła mu trochę pomóc.
-Kupić sukienkę, hmm a może Bella ma sukienkę, która u nich w rodzinie przechodzi z pokolenia na pokolenie i wolałaby ją załozyć, niz kupować coś nowego. Ja miałam na sobie suknię Wellsie, dodała tonem towarzyskiej pogawędki. - chciał trochę podrażnic się z Z.(co za pewne nie było zbyt rozsądne z jej strony, chyba miała dzisiaj jakieś samobójcze zpędy)
Samiec tylko mocnej zacisnął usta.
Powrót do góry Go down
Zbihr

avatar


PisanieTemat: Re: Kuchnia    Sob Lut 05, 2011 6:43 pm

Sukienka przekazywana z pokolenia na pokolenie... Jakby jego lilan nie mogła sobie pozwolić na coś nowego. Albo jakby on był taki skąpy i nie pozwolił jej wydawać pieniędzy na bezsensowne wydatki. Z sam nie potrzebował pieniędzy. Kiedy był juchaczem to niczego nie miał, a gdy wstąpił do bractwa to nie zależało mu na bezsensownych badziewiach, wystarczała mu broń i martwy reduktor. Ale sytuacja gwałtownie uległa zmianie. Teraz zamierzał być statecznym, a przynajmniej nie przynoszącym wstydu swojej krwiczce, samcem. Więc pieniądze zawsze się znajdą, może jakaś dola należy mu się ze składkowego konta bractwa? W końcu każdy miał kasę na różne bzdety a on...
Cholera, chyba, że wszystko wydałem na dziwki. I co mam teraz powiedzieć Belli? Sorry, lilan, ale musisz ubrać używaną sukienkę na ślub bo pieniądze poszły na kurwy.
Chyba, że lilan rzeczywiście woli ubrać sukienkę własnej matki? Tylko jak ta kobieta wyglądała?
- Jeśli tak zdecyduje to ubierze nawet worek na śmieci - skoro rozmowa przebiegała samiec postanowił być szczery i liczył na dyskrecję. Resztę swoich rozmyślań dokończył szeptem. - Chociaż co mnie obchodzi co ubierze? Zawsze wygląda ładnie. Nas nie interesują wasze ubrania tylko to co zakrywają. Nawet worek.
Chociaż po tej wypowiedzi prawie znów się zarumienił. Rozmawia o takich sprawach z samicą. Super, to już nikt inny nie chce go słuchać?
- Ja chyba, tego, pójdę kupić ten pierścionek.

...


Powrót do góry Go down
Go??
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Kuchnia    Sob Lut 05, 2011 7:34 pm

- No pewnie, że ubierze co chce. Przecież to jej śłub, i nikt jej niczego nie będzie narzucał.
Z. jest diabelnie drażliwy, i nigdy nie wiadomo jak do nigo podejść, już ci się wydaje, że macie jakieś prawie normalne relacje, a ten cię sprowadza do parteru. No, ale miał trudne początki dorosłego życia, takie jakich samica, nie umiała sobie nawet wyobraźić.
Wiec tylko westchęła w duchu, a ponieważ usłszała co Z. mruczy pod nosem dodała.
-Oczywiście, że Bella zawsze ładnie wygląda.
Nie dodała nic na temat sugesti, że i tak najlepiej wyglada nago. Samiec znowu by się zawstyzdiła a po co.
Skończyła pić kawę, i wstawiła kubek do zmywarki.
-A Z. i taka mała rada jak się wybierasz po pierścionek, to zorientuj się jaki rozmiar kupić.- rzuciła do samca i skierowała się w stronę drzwi.
Powrót do góry Go down
Zbihr

avatar


PisanieTemat: Re: Kuchnia    Sob Lut 05, 2011 7:53 pm

- Jeśli tak zechce...
Rozmowa wyraźnie się popsuła ale Zbihr nie wiedział, gdzie popełnił błąd. Wybrał zły temat do konwersacji? A może niepotrzebnie powiedział co powiedział o worku? A może Beth była zazdrosna, że Bella będzie mogła ubrać co chciała, podczas gdy ona sama, Wielka Królowa, musiała się zadowolić noszoną sukienką na ślubie? Samiec zaklął w myślach i poszedł za Beth. Wyminął ją przed drzwiami i zatrzymał się, odwracając do niej przodem. Nie chciał jej przestraszyć, ale różnie reagowali na nagłe pojawienie się Z przed sobą. Odstraszał ich wygląd? Całe szczęście, bo wychodzi na to, że jego charakter i sposób bycia nie są takie złe. Jest dla niego jakaś nadzieja? Nawet idzie samcowi śpiewanie, więc gdyby go wywalili z bractwa to znalazłby pracę w call center bo tam twarzy pokazywać nie trzeba.
Z wyciągnął rękę i złapał rękaw bluzki Beth dwoma palcami. Podniósł sobie pod nosem z uwagą przyglądając się palcom samicy.
- Taki rozmiar może być - powiedział, puszczając jej rękaw. Cofnął się do tyłu, zyskując dodatkową przestrzeń i opuścił dłoń na spodnie, niezauważalnie pocierając palce o materiał. - Znasz swój rozmiar?

...


Powrót do góry Go down
Go??
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Kuchnia    Sob Lut 05, 2011 8:23 pm

Eh faceci, człowiek nigdy z nimi nie dojdzie do ładu.
Beth juz miała wyjść z kuchni, gdy nagle wyrósł przednią Zbihr. Samica odruchowo zrobiła krok do tyłu, ale tylko jeden i zatrzymałasię przyglądając się samcowi. Nie mogła rozgryżć o co mu chodzi. Wiedziała, ze nie zrobi jej kzrywdy, skoro w kuchni nie rzucił w nią nożem, to teraz tym barzdiej nie miał powodu, skrócic samicy o głowę. Nagle chwycił ją za rękę i zmirzył wzrokiem jej palce. O co mu chodzi. Jak niespodziewanie chwycił, tak niespodziewanie póścił jej dłoń. Beth starała się nie zwraca uwagi na to, że dyskretnie wytarł palce o spodnie.
- Tak znam swój rozmiar. - odparła na zadane pytanie. - Noszę szesnastkę. Ale co to ma do rzeczy?
Powrót do góry Go down
Zbihr

avatar


PisanieTemat: Re: Kuchnia    Sob Lut 05, 2011 8:40 pm

Z zauważył zdziwiony wzrok Beth, który powędrował powoli z twarzy samca na jego dłoń, więc schował ręce do kieszeni. Kiedy dłonie nie znajdowały się już na widoku, Z zacisnął je w pięści, nakazując sobie spokój. Czy to co robił nie było oczywiste? Rozmawiali o pierścionkach i o rozmiarach, więc chyba o to chodziło? Palec Beth nadawał się na palec Belli. Chociaż miałby lepsze porównanie, gdyby dłoń samicy znalazła się gdzieś, gdzie dotykała Zbihra lilan i samiec mógłby wtedy ocenić dokładniej ale cóż... To było niewykonalne.
- Kupię szesnastkę, a gdyby okazało się, że masz za duże dłonie no to kupię inny pierścionek - Z spojrzał pytająco na Beth. - Chyba, że można go zmniejszyć do odpowiednich rozmiarów?
Z nie miał innego wyboru, w końcu nie pójdzie do Belli i nie spyta jej o to wprost. co mógł jeszcze zrobić? Zadzwonić do Mordha? I tak ledwo się tolerowali, tylko ze względu na Bellę. Gdyby Zbirh spotkał wielebnego na ulicy to sam z siebie by do niego nie podszedł i nie skończyliby jako kumple.
- To ma być niespodzianka - wyrzucił z siebie w końcu, patrząc gdzieś ponad ramieniem Beth. Czuł się niekomfortowo w tej sytuacji, ponieważ chyba nikt nie przywykł do tego, że Z mógł być dla kogoś miły. I jeszcze starałby się tej osobie sprawić przyjemność.

...


Powrót do góry Go down
John

avatar


PisanieTemat: Re: Kuchnia    Sob Lut 05, 2011 8:53 pm

Wszedł do kuchni niepewnym krokiem. Chwiał się, przenosząc ciężar to z jednej nogi na drugą. Ręce spoczywały w kieszeniach, a łokcie były wyprostowane. Ot, urocze dziecko. Rozejrzał się powoli po kuchni, a jego wzrok utknął na parze stojącej na przeciw siebie. Jedną z nich była jego siostra.
Co oni robią?
Przechylił lekko głowę na bok, lustrując parę wzrokiem. Oparł się ramieniem o framugę, nie zmieniając celu, w który się wpatrywał. Pozwolił im jeszcze ze sobą rozmawiać, mając nadzieję, dowiedzieć się o co chodzi. W tej pozie którą przyjął, słuchał z niecierpliwością.
Powrót do góry Go down
Go??
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Kuchnia    Sob Lut 05, 2011 10:39 pm

Ah to w tym celu to całe oglądanie moich dłoni. Jemu naprawdę zleży.
- Jeżeli kupisz za duży pierścionek, to spokojnie będzie można go zmniejszyć.
Nie chciała mu mówić, że jak wybierze za mały to z poszerzaniem będzie gorzej. Po za tym na pewno nie będzie żadnego problemu, Z. na pewno doskonale oszacował rozmiar. Generalnie samica była bardzo ciekawa, na co zdecyduję się Zbihr. Ciężko było podejrzewać go o jakikolwiek gust w kwestii biżuterii, ale chyba preferował prostotę sądząc po jedynych ozdobach jakie nosił.
Pewnie wybierze, prosty, klasyczny i elegancki pierścionek, chociaż samiec ten jest nieprzewidywalny, więc nie wiadomo co wybierze. Beth podobało się zaangażowanie jakie wykazywał w tej materii, niby nic go nie obchodziło, ale chciał uszczęśliwić Bellę.
Będzie z niego dobry mąż, stawiający swoją samicę na pierwszym miejscu.
-Na pewno bardzo ucieszy się z twojego wyboru, a ja obiecuję, że nie zepsuję niespodzianki i nic jej nie powiem. -Rzekła i uśmiechnęła się do samca.
A co tam.
Powrót do góry Go down
Zbihr

avatar


PisanieTemat: Re: Kuchnia    Sob Lut 05, 2011 11:05 pm

I chyba tak będzie, Z nie sądził, żeby palce Beth były zbyt małe jak na Bellę, więc zawsze będzie mógł zmniejszyć pierścionek. To dopiero pierwszy problem więc się stanie, kiedy przed samcem pojawi się wybieranie odpowiedniego pierścionka? Przecież Zbihr nie wejdzie do jubilera i nie wybierze czegoś na chybił trafił. Powinien jakoś znać upodobania swojej wybranki a jedyne co wiedział to to, że ją kocha. Niezbyt wiele ale jemu do tej pory wystarczało w zupełności. A może powinien wybrać coś podobnego do biżuterii lilan? Tylko, że jedyną błyskotką jaką u niej widział był wisiorek, który przez dłuższy czas nosił. A wisiorek jak wisiorek - jakaś ozdóbka i łańcuszek.
Kiedy do kuchni wszedł John, Z stracił cały rezon. Rozmawianie z samicą na takie tematy było ok, ale kiedy przy rozmowie znajdował się podopieczny? Samiec rzucił młodocianemu szybkie spojrzenie, oceniając jego stan. Nadal wyglądał niewyraźnie, więc jak na jego sytuację całkiem znośnie.
- No tak, pewnie tak - rzucił lakonicznie. Belli spodoba się wszystko bo jest pewna, że niczego nie dostanie. Kolejny raz podrapał się po głowie. - Wiem, że nie powiesz. Lubisz ją, więc nie zepsujesz niespodzianki, która miała by ją uszczęśliwić - znów szybko spojrzał na Johna i zaraz wrócił wzrokiem do Beth. Jakoś trzeba było kontynuować rozmowę. - A ty, tego, cały dzień w siedzibie siedzisz?

...


Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Kuchnia    

Powrót do góry Go down
 
Kuchnia
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Bractwo Czarnego Sztyletu Forum PBF - RPG  :: Okolice Caldwell :: Ośrodek Bractwa :: Rezydencja Bractwa-
Skocz do:  
Forumotion.com | © phpBB | Free forum support | Kontakt z | Report an abuse | Free blog