Bractwo Czarnego Sztyletu Forum PBF - RPG

Bractwo Czarnego Sztyletu
 
IndeksIndeks  PortalPortal  Partnerzy  FAQFAQ  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Kuchnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
AutorWiadomość
Bella

avatar


PisanieTemat: Re: Kuchnia    Pon Sty 24, 2011 4:35 pm

//Zero Sum
Bella bardzo się zdziwiła, kiedy Zbihr zawrócił ją z drogi do jego pokoju, kierując ją w stronę kuchni. Nie zaprotestowała jednak i weszła za nim do pustego pomieszczenia. Pustego pomieszczenia. Wyczuła pożądanie samca. Sama z resztą nie była w lepszej sytuacji - chcącza się już skończyła, ale ona wciąż pragnęła go równie mocno. Cóż, tym razem nie było to aż bolesne, ale jednak wciąż chciała się z nim kochać. Chyba nawet nie zdziwiłaby się, gdyby zrobili to tu i teraz - zdążyła już zauważyć, że w niektórych kwestiach Zbihr potrafi być zdolny do wszystkiego.
Ale samiec opanował się i zaczął krzątać się po kuchni, co było dość dziwnym widokiem, jeśli spojrzeć na to z boku. Zauważyła, że Z nie przygotowuje posiłku własnoręcznie - po prostu wyjął gotowe jedzenie w kuchni i zaczął odgrzewać je w mikrofali - ale nie miała mu tego za złe. Na litość Boską, nie oczekiwała przecież, że będzie dla niej gotował. Sama była marną kucharką... Albo raczej nie radziła sobie z nowoczesnym sprzętem, który zafundował jej Mordh. Bella stawała na prostotę i wolałaby coś bardziej antycznego, ale cóż jej brat robił sobie z preferencji swojej siostry? Ona miała mieć to, co najlepsze, nie pomijając najlepszych zabezpieczeń jej domu, który śmiało można było porównać do twierdzy.
Cóż, za dużo to mi się to nie zdało, pomyślała i odgoniła od siebie wspomnienia tamtej nocy. Wolała nie wiedzieć jak wyglądał jej dom po tym jak zdemolowali salon, szamocąc się. Swoją drogą nie była tam od półtorej miesiąca i jakoś nie śpieszyło jej się tam zajrzeć. Wiedziała jednak, że prędzej czy później będzie musiała, chociażby po to by zabrać kilka swoich rzeczy. Nie mogła przecież non stop pożyczać ubrać od Mary i Beth, a w kupowaniu wszystkiego od postaw sensu nie widziała.
Zbihr postawił przed nią gotowe danie. Podziękowała mu uśmiechem, jasno dającym do zrozumienia, że posiłek jej odpowiada i nieśpiesznie zaczęła jeść, wiedząc, że gdyby zaczęła protestować i wmawiać mu, że nie ma apetytu, mógłby uznać, że jej nie smakuje. Albo wcisnąłby w nią to na siłę - kto go tam wie.
Posiłku pozbywała się zupełnie machinalnie, nie rozmyślając o smaku i o tym co właściwie ma na talerzu. W końcu przerwała na chwilę i zebrała się na odwagę by powiedzieć o czym rozmyśla.
- Zastanawiam się, co z moją farmą - rzekła w prost. - Oczywiste, że tam nie wrócę, nawet nie będę w stanie, ale mimo wszystko mam tam rzeczy, które powinnam zabrać - wyjaśniła.

...


,, - Zamknij się ! - krzyknęła Elena . - Trzymaj się od tego z daleka . A skoro już o tym mowa , to pomyśl lepiej o biednej Vickie Bennet . Jak myślisz , jak ona sobie radzi ?
- Nie mam pojęcia . Nie wiem , kim jest ta Vickie . Ciągle o niej mówisz , ale ja jej nigdy nie widziałem .
- Widziałeś . Nie kręć , Damonie , cmentarz , pamiętasz ? Zrujnowany kościół ? Dziewczynę , którą zostawiłeś tam błąkającą się w koszuli nocnej ?
- Przykro mi , nie . A zwykle pamiętam dziewczyny , które zostawiam błąkające się w koszuli nocnej " .
Powrót do góry Go down
Zbihr

avatar


PisanieTemat: Re: Kuchnia    Pon Sty 24, 2011 5:12 pm

Przynajmniej miała tyle rozumu, że nie chciała się tam kręcił. Było tam zbyt niebezpiecznie na samowolne wypady. Skoro reduktor tak się postarał i jej nie torturował, to musiało to coś znaczyć. Nie porzuciłby tak po prostu łupu, więc dom na pewno jest pod obserwacją kilku reduktorów.
- Kiedy byłem tam ostatnim razem to wszystko wyglądało w porządku.
Kiedy samiec był tam ostatnim razem? Od porwania Belli przebywał tam prawie non stop. Najpierw wszystko posprzątał, a potem siedział w którymś pokoju i myślał. Albo grzebał jej w szafach, starając się czegoś o niej dowiedzieć. Aż w końcu Mordh zagroził mu, żeby tam nie przychodził, bo wkurwiał go włączający się alarm. I miał dość wałęsającego się wojownika w domu własnej siostry. Z i tak miał w dupie żądania Mordha i zamierzał je olać ale wtedy Bella wróciła. A potem wydarzenia rozegrały się w przyspieszonym tempie.
- Mogę ci przynieść parę rzeczy, jak napiszesz mi czego potrzebujesz. Kiedy wyjdę z Furiathem na miasto możemy skoczyć do twojego domu. Jak ktoś się jeszcze będzie tam kręcił to go zabijemy i po problemie. Chyba, że potrzebujesz czegoś nowego to wtedy wszystko pokupuje ci Fritz. Albo sama pójdziesz do sklepu - nie wierzył, że to powiedział. Na pewno nie będzie się błąkać sama w nocy po sklepach. - Weźmiesz ze sobą Mary lub Beth, jeśli będą chciały ci towarzyszyć Oczywiście któryś z braci będzie was ochraniał.
Samiec miał nadzieję, że to będzie on. Ale nadal jedno nie dawało mu spokoju.
- Twojemy bratu chyba bardzo zależy na rytuale - rzucił, jakby nawiązywał zwykłą rozmowę.
Był jednak ciekaw jej reakcji.

...


Powrót do góry Go down
Bella

avatar


PisanieTemat: Re: Kuchnia    Pon Sty 24, 2011 5:49 pm

Pokiwała głową. No tak, oczywiste, że tam nie wróci nawet na chwilę, by móc zabrać kilka drobiazgów. Ale nie żałowała, bo nie miała ochoty tam wracać. Nie po tym co się stało.
- Potrzebuję jedynie ubrań i może jakichś kosmetyków, wszystko jest w mojej sypialni i w łazience - wyjaśniła pokrótce. Nie potrzebowała wiele. Większość rzeczy i mebli było zachciankami jej brata i nie czuła się z nimi powiązana. Poza tym nic jej tam nie trzymało - Mary mieszkała teraz tutaj. Poza tym tu miała Zbihra i to jej najzupełniej wystarczyło.
Przyjrzała się Zbihrowi, lekko przekrzywiając głowę. Bywał tam? Boże, marzyła, że ją uratuje, ale nie sądziła nawet, że mógłby przesiadywać w jej domu. W ogóle zdawało jej się, że nic z tego nie będzie - w końcu kiedy widziała go po raz ostatni, tuż przed porwaniem, wymiotował do sedesu i to z jej winy.
Wyrzuciła to z pamięci i zadała pierwsze pytanie jakie przyszło jej do głowy.
- Sądzisz, że on może się tam czaić? - zapytała z czystej ciekawości, a nie po to by wszczynać kłótnie. - Wątpię by zignorował moje zniknięcie i tak po prostu zapomniał. Ten reduktor... był dziwny - powiedziała z wahaniem i urwała, wracając do posiłku. Nie wiedziała jak mogłaby mu powiedzieć, że jej oprawca powtarzał, że ją kocha? Że mówił do niej per "żono", a napis na jej brzuchu miał być próbą naśladowania ich ceremonii? Dobrze chociaż, że nie posypał rany solą. Bella chyba oszalałaby, gdyby na jej brzuchu jego imię pozostało już na zawsze. Nie miała nic przeciwko bliznom, byłaby w stanie je znieść, ale imię tego reduktora byłoby dla niej niczym klątwa.
Kiedy wspomniał o jej bracie i ceremonii spojrzała na niego. Cóż, ona osobiście też chciałaby oficjalnie zostać jego krwiczką, ale z drugiej strony rola żony - bo przecież nią w świecie wampirów była krwiczka - nie do końca jej odpowiadała. Ale przy Zbihirze miało być inaczej. O wiele inaczej. I na pewno nie miała zacząć zatracać własnej osoby, jak siedząc w rurze i przez tygodnie być nazywana wyłącznie żoną, nie Bellą.
- Pewnie tak. W tych "wyższych sferach" - prychnęła by podkreślić, że nie odpowiada jej bycie arystokratką - parzenie się z samcem bez rytuału nie jest dobrze widziane. Ale mnie to nie przeszkadza - zakończyła. Nie chciała naciskać na Z, a i możliwość zirytowania wampirzej szlachty była kusząca.

...


,, - Zamknij się ! - krzyknęła Elena . - Trzymaj się od tego z daleka . A skoro już o tym mowa , to pomyśl lepiej o biednej Vickie Bennet . Jak myślisz , jak ona sobie radzi ?
- Nie mam pojęcia . Nie wiem , kim jest ta Vickie . Ciągle o niej mówisz , ale ja jej nigdy nie widziałem .
- Widziałeś . Nie kręć , Damonie , cmentarz , pamiętasz ? Zrujnowany kościół ? Dziewczynę , którą zostawiłeś tam błąkającą się w koszuli nocnej ?
- Przykro mi , nie . A zwykle pamiętam dziewczyny , które zostawiam błąkające się w koszuli nocnej " .
Powrót do góry Go down
Zbihr

avatar


PisanieTemat: Re: Kuchnia    Pon Sty 24, 2011 6:04 pm

- Przyniosę ci wszystko jutro. Chyba wtedy mam patrol z bratem - nie był do końca pewien, ostatnio zaniedbał bractwo, więc nie orientował się w nowym grafiku. Zresztą to nie było ważne. Skoro Bella potrzebuje tych rzeczy to może wyjść jutro. Samiec nie czuł się w pełni sił, dokrwienie trochę pomogło, ale zmęczenie nadal doskwierało. Nie zamierzał jednak nikogo tym zamartwiać. Jego stan był jego sprawą i w żadnym wypadku nie pozwoli by to wpłynęło na jego pracę. Nie da zabić Furiatha - jeśli zabraknie mu sił to osłoni go własnym ciałem tak, że brat zyska kilka sekund.
- Nie sądzę, że on nie zapomniał - ja to wiem. Jak nie on to na pewno ktoś inny czeka aż wrócisz. Pewnie wysłał kilku kompanów, którzy pilnują czy nikt nie przychodzi. Drobne utrudnienie ale nie takie rzeczy się w życiu robiło - samiec wzruszył ramionami, chcąc sprawić wrażenie pewnego siebie. Sam miał nadzieję, że David sam zajął się obserwacją i w ten sposób Z go dorwie.
Pomimo całego tego odpychania chciał, żeby Bella się z nim związała. Nie mógł się doczekać oficjalnego związania. I jej wyrytego imienia na swoim ciele - znaku, że jego ciało należy do niego. Zresztą, jaka inna samica by go chciała? To była wiadomosć dla Belli a nie "tych innych".
Nie przeszkadza jej to? Nie takiej odpowiedzi oczekiwał. Sądził, że powie, że chce odbyć z nim ten rytuał i z chęcią zostanie jego żoną. To nie miało być żadnym przymusem. Tylko jak to zabrzmiało. Parzenie się. Bella tak to odczuwała? Dla Z było to coś niesamowitego, żadne parzenie się. Ale samica miała chcączke, mogła to odbierać inaczej. Jak jakiś chory obowiązek przez który musi przejść? Nie dał po sobie znać, że go dotknęły słowa samicy.
- Więc gdybym ci coś takiego zaproponował to byś odmówiła?

...


Powrót do góry Go down
Bella

avatar


PisanieTemat: Re: Kuchnia    Pon Sty 24, 2011 6:28 pm

Spojrzała na niego z wdzięcznością.
- Dziękuję. Ale nie musisz się śpieszyć - dodała by nie pomyślał, że ona chce traktować go jak jakąś służbę. Nie zamierzała nim drygować. Poza tym miała mgliste pojęcie jak traktowała go Posiadaczka, choć nie wiedziała dokładnie co się stało. Nie miała odwagi go o to pytać. Zwłaszcza, że teraz wiedziała czym są przykre i bolesne wspomnienia, a on pewnie miał ich o wiele więcej. I były znacznie bardziej przykre niż to, co przeżyła w kwaterze reduktora, jako "żona" Davida czy jak kto sobie tam wolał - pana O.
Coś w tonie samca ją zaniepokoiło. Była niemal pewna, że będzie chciał się zemścić w jej imieniu i nie podobało jej się to. Owszem, zawsze myślała, że jedynie Zbihr jest w stanie stawić czoła reduktorom i wyrwać ją z niewoli, ale teraz, gdy była bezpieczna, nie mogła znieść myśli, że mógłby rzucić się w pogoń za Davidem i - Boże broń! - zginąć bądź zostać rannym. Z jej winy. Nie, nie mogła na to pozwolić.
- Zbihr... - szepnęła, choć zwracać na siebie jego uwagi nie musiała; wciąż się w nią wpatrywał. - Obiecaj, że nie będziesz go szukać - poprosiła nieco drżącym głosem. - Proszę, obiecaj mi...
Wpatrywała się w niego swoimi błękitnymi tęczówkami. Czy czaił się w nich strach? Bardzo możliwe. Bellę paraliżował strach na myśl, że te strasznie istoty o wypłowiałych włosach i oczach, mogłyby mu coś zrobić. Zabić. Albo więzić jak ją - wiedziała do jakich tortur byli zdolni, widziała cały ich sprzęt, a członek bractwa byłby nie lada wyzwaniem dla tych bezwzględnych sadystów. Bella nie mogła pozwolić by wizje rozwijające się w jej umyśle się spełniły. Po prostu nie mogła.
Osłupiała słysząc jego pytanie dotyczące ceremonii. Więc... On... Chciał? Boże, po co jeszcze się pytał czy się zgodzi? Ona przyjęłaby to z wdzięcznością!
- To nie tak! - zaprotestowała. - Oczywiście, że bym się zgodziła, że chcę. Po prostu widziałam jak zachowywałeś się kiedy dziewczyny proponowały coś podobnego i nie chciałam naciskać. Poza tym... - spojrzała w dół na swój brzuch i uniosła lekko bluzkę; wycięty na jej skórze napis był ledwo widoczny. - Co ci to przypomina? Ona zrobił to, chcąc naśladować nasze rytuały. Wciąż powtarzał, że mnie kocha i... że jestem jego żoną - powiedziała cicho. Chciała żeby wiedział. Nie wiedziała dlaczego, ale chciała.

...


,, - Zamknij się ! - krzyknęła Elena . - Trzymaj się od tego z daleka . A skoro już o tym mowa , to pomyśl lepiej o biednej Vickie Bennet . Jak myślisz , jak ona sobie radzi ?
- Nie mam pojęcia . Nie wiem , kim jest ta Vickie . Ciągle o niej mówisz , ale ja jej nigdy nie widziałem .
- Widziałeś . Nie kręć , Damonie , cmentarz , pamiętasz ? Zrujnowany kościół ? Dziewczynę , którą zostawiłeś tam błąkającą się w koszuli nocnej ?
- Przykro mi , nie . A zwykle pamiętam dziewczyny , które zostawiam błąkające się w koszuli nocnej " .
Powrót do góry Go down
Zbihr

avatar


PisanieTemat: Re: Kuchnia    Pon Sty 24, 2011 6:47 pm

Więc samica zmieniła zdanie? Przed chwilą te rzeczy były jej niezwykle potrzebne. Tak potrzebne, że nie chciała mówić o innych sprawach. Jak tym, że dokrwił się od kogoś innego. I skrzywdził ją kłamstwami. I że przez niego trafiła do klubu. Te przedmioty musiały być ważne. Byłoby lepiej, gdyby mówiła mu czego chce, bez obawy o to, jak to przyjmie.
- Jutro ci wszystko przyniosę. Skoro wychodzę to równie dobrze możemy trochę zboczyć z drogi. Spełnimy swój obowiązek zabijając kilku reduktorów i przyniesiemy twoje rzeczy. Nie ma sensu tego odkładać skoro mogę to szybko załatwić - obiecał, że jej to przyniesie, wiec tak zrobi. Nie rozumiał jeszcze, dlaczego tak się opierała, ale odpowiedz wkrótce nadeszła.
David. Nie chce żeby go ścigał? Zależy jej na tym reduktorze? Totalna bzdura - więc powód był oczywisty. Bała się o niego. Ale chyba nie sądziła, że zabije go jeden reduktor? I to tchórz, który porywa i atakuje samice? Bo śmierć Wellsie i drugiej samiczki była jego dziełem. Z był pewien, ze świetnie sobie poradzi z damskim bokserem. Mógłby to zrobić w pojedynkę.
I zemści się na nim za wszystkie krzywdy, które spotkały Bellę.
Dorwę skurwysyna i zabije.
Z wziął dłoń Belli i przysunął się do niej, patrząc jej prosto w oczy. Chciał powiedzieć coś ważnego, więc musiała wszystko dobrze zrozumieć.
- Bello jestem wojownikiem. Dlatego się urodziłem - by walczyć w obronie naszej rasy. By zabijać reduktorów. I zabiję Davida, gdy stanie mi na drodze. W końcu go znajdę a on zapłaci za to co ci zrobił. Dlatego nie mogę ci czegoś takiego obiecać. Bo będę go szukał każdej nocy - nie powinien tego oświadczać w ten sposób, Bella już i tak się bała o jego życie. - Ale mogę ci obiecać, ze nie dam im się zabić.
Samiec przeniósł spojrzenie na brzuch samicy, na którym dalej można było dostrzec lekki napis. Jeszcze jakiś dzień i wszystko zostanie zwykłym wspomnieniem. Bezczelność reduktora wkurwiła samca. Tamten pozwolił sobie na zbyt wiele.
- Ale nie jesteś jego żoną a on ciebie tak naprawdę nie kocha. Nasza sytuacja jest inna - niepotrzebnie się wkopywał, dlatego szybko odwrócił wzrok. - A od czasu rozmowy w salonie zdarzyło się dużo różnych rzeczy - dokończył cicho.

...


Powrót do góry Go down
Bella

avatar


PisanieTemat: Re: Kuchnia    Wto Sty 25, 2011 5:18 pm

Skinęła głową. Dobra, jak wolał - ona nie naciskała, poza tym wiedziała, że on i tak ostatecznie postawi na swoim; a fakt faktem, że rzeczy były jej niezbędne. Zwłaszcza, że raczej już nigdy nie miała wrócić na farmę, a teraz, jako krwiczka Zbihra, powinna zamieszkać w bractwie na stałe. No, chyba, że coś znowu ulegnie zmianie i będzie musiała się gdzieś przenieść. Na razie jednak na nic podobnego się nie zapowiadało.
Bella wciąż czekała na jego odpowiedź w kwestii reduktorów, a raczej tego, że nie chciała by na siłę ich szukał i mścił się za nią. Spodziewała się, że odmówi i faktycznie tak się stało, ale jego wyjaśnienia były nieco dłuższe niż mogła przypuszczać. Na dodatek ujął jej dłoń, co nie było z jego strony normą - zwykle starał się unikać fizycznego kontaktu; fakt faktem, że ostatnio często się dotykali i kochali, ale mimo wszystko zdążyła się już nieco oswoić z jego niedostępnością. Niemniej to jak zmienił się przy niej było miłe.
Wysłuchała jego słów w skupieniu. Spuściła nieco wzrok i powstrzymała westchnienie; po chwili jednak spojrzała na niego z pełną intensywnością swoich błękitnych oczu. Cóż, musiała się przyzwyczaić, że związała się z wojownikiem, członkiem bractwa i czego jak czego, ale nie mogła oczekiwać, że dla niej odstąpi od swojego powołania. Ba, nawet jej coś takiego do głowy nie przyszło. Po prostu się martwiła. Wiedziała, że Z. jest świetnym wojownikiem, ale mimo wszystko bała się, że pod wpływem emocji zrobić coś nie tak i źle się to skończy.
Wychodziło jednak na to, że musiała mu zaufać.
- Ja... wierzę ci - powiedziała w końcu, nie wiedząc jak inaczej dobrać słowa. Rozumiała, na prawdę rozumiała, ale i tak zawsze miała bać się o niego. Nic na to poradzić nie mogła. W końcu teraz sama wiedziała do czego zdolni są reduktorzy i że miała wyjątkowe szczęście, wpadając w ręce Davida. Inaczej byłaby już martwa. I zginęłaby w męczarniach, najprawdopodobniej torturowana.
Odrzuciła te myśli i zaczęła zastanawiać się nad jego ostatnimi słowami. W końcu niepewnie na niego spojrzała.
- To znaczy, że teraz zgodziłbyś się na ceremonię? - zapytała.

...


,, - Zamknij się ! - krzyknęła Elena . - Trzymaj się od tego z daleka . A skoro już o tym mowa , to pomyśl lepiej o biednej Vickie Bennet . Jak myślisz , jak ona sobie radzi ?
- Nie mam pojęcia . Nie wiem , kim jest ta Vickie . Ciągle o niej mówisz , ale ja jej nigdy nie widziałem .
- Widziałeś . Nie kręć , Damonie , cmentarz , pamiętasz ? Zrujnowany kościół ? Dziewczynę , którą zostawiłeś tam błąkającą się w koszuli nocnej ?
- Przykro mi , nie . A zwykle pamiętam dziewczyny , które zostawiam błąkające się w koszuli nocnej " .
Powrót do góry Go down
Zbihr

avatar


PisanieTemat: Re: Kuchnia    Wto Sty 25, 2011 5:33 pm

- To znaczy, że w tym momencie zgodziłbym się na ceremonię - przytaknął, nadal unikając wzroku samicy. Czuł się tak, jakby wyznawał Belli wieczną miłość. A zdradzanie swych uczuć nadal było trudne, chociaż przynajmniej pokonał barierę dotyku. Teraz bez problemu mógł jej dotykać, a nawet chciał to robić, bo dzięki temu miał pewność, że nie śni. W każdej chwili mógł się obudzić i nie chciał by ktoś go uszczypnął. Samiec przesunął rękę w górę, gładząc nagą skórę na ramieniu, której nie zakrywała bluzka. Dotyk był przyjemny, więc mógł dotykać.
Ale tylko Bellę.
- Ty też byś się zgodziła... - urwał na chwilę, przenosząc spojrzenie na twarz samicy. Wpatrywał się intensywnie w jej oczy. - A skoro ja bym się zgodził i ty byś się zgodziła... To chyba trzeba coś z tym zrobić?
Z zabrał dłoń i zaczął nią jeździć po spodniach, jakby go parzyła. I sparzyła, ale to nie w dłoni czuł gorąco. Przełknął ślinę, opanowując pożądanie.
- Jedz - powiedział w końcu. - Za mało zjadłaś, musisz jeszcze uzupełnić energię. Musiałaś się zmęczyć tą całą chcączką. Nie wyjdziemy, dopóki nie uznam, że już się najadłaś - uśmiechnął się odrobinę, zjeżdżając wzrokiem w dół. Zatrzymał spojrzenie trochę dłużej na piersiach Belli i w końcu popatrzył na leżące przed nią jedzenie. - A ja bardzo chciałbym już wrócić do sypialni, więc proszę, żebyś się pospieszyła. W końcu miałaś się wykąpać?
Z sam miał ochotę ją umyć. Tak jak ostatnim razem, tyle, że tym razem byłaby w pełni przytomna. Samiec napiął mięśnie ud, nie mogąc już się doczekać

...


Powrót do góry Go down
Bella

avatar


PisanieTemat: Re: Kuchnia    Sro Sty 26, 2011 5:03 pm

Nie powstrzymała uśmiechu, kiedy pojęła, że on na prawdę chce spędzić z nią całe wampirze życie, które notabene nie było wcale krótkie. Wychodziła na to, że mogła tę krótką wymianę zdań uznać jako prośbę by odprawili ceremonię, bo - jak zauważył Zbihr - oboje tego chcieli i trzeba był coś z tym zrobić. A tylko jedna właściwa rzecz do zrobienia przychodziła jej do głowy.
O Pani Kronik, już wkrótce na prawdę miała zostać jego krwiczką.
Nigdy by sobie tego nie wyobraziła. Nie przewidywała nawet scenariusza, że Zbihr - najmroczniejszy i najbardziej przerażający z braci - zaproponuje jej wspólną przyszłość. Że zostanie jego krwiczką, będą razem... Nie przypuszczała nawet, że chociażby ulży jej w chcączce, a co dopiero to.
Zakochała się w nim od pierwszego wejrzenia i to w najmniej przewidywanym momencie. Bo czy ktokolwiek szaleje na punkcie osobnika z pokiereszowaną twarzą, która wzmaga uczucie strachu, kiedy on każe płaszczyć się na kolanach i prosić o wybaczenie za zakłócenie spokoju?
Jak widać na jej przykładzie - och tak, jak najbardziej. Była inne i nie zamierzała się tego wstydzić zwłaszcza, że serce podpowiadało mi, że postępuję słusznie.
- Mogę więc uznać, że wkrótce zorganizujemy ceremonię? - zapytała wprost, choć chyba już wiedziała jaka będzie odpowiedź. Już wkrótce zostaną dla siebie prawdziwymi brońcem i krwiczą w oczach Pani Kronik. O niczym więcej nie śmiała marzyć, bo właśnie osiągnęła szczyt swoich pragnień.
Zabrała się za jedzenie, bo w tym momencie nie potrafiła mu niczego odmówić. Poza tym czuła jego i swoje pożądanie. Czekał jedynie na nią by w końcu mogli pójść się wykąpać, a potem... Potem najprawdopodobniej do sypialni. Głowę jednak zaprzątały jej pytania dotyczące tego, co musieli jeszcze przyszykować do odprawienia ceremonii. Na prawdę nie mogła pojąć kiedy i jak to się stało, że zmienił zdanie.
Po prostu to do niej nie docierało.

...


,, - Zamknij się ! - krzyknęła Elena . - Trzymaj się od tego z daleka . A skoro już o tym mowa , to pomyśl lepiej o biednej Vickie Bennet . Jak myślisz , jak ona sobie radzi ?
- Nie mam pojęcia . Nie wiem , kim jest ta Vickie . Ciągle o niej mówisz , ale ja jej nigdy nie widziałem .
- Widziałeś . Nie kręć , Damonie , cmentarz , pamiętasz ? Zrujnowany kościół ? Dziewczynę , którą zostawiłeś tam błąkającą się w koszuli nocnej ?
- Przykro mi , nie . A zwykle pamiętam dziewczyny , które zostawiam błąkające się w koszuli nocnej " .
Powrót do góry Go down
Zbihr

avatar


PisanieTemat: Re: Kuchnia    Sro Sty 26, 2011 5:59 pm

Zbihr wpatrywał się w widelec, jakby siłą woli mógł sprawić, że ten będzie się szybciej poruszał. No właściwie to mógłby, ale szybsze ruchy sztućców nie przyspieszą jedzenia Belli. Bo w tej chwili samiec widział każdy ruch w spowolnieniu. Coś jak na filmie, gdy główny bohater dostaje kulkę w serce? Do tego słyszał tykanie zegara, które bezwzględnie odmierzało czas. Zbyt wiele sekund tutaj traci, ale zdrowie Belli było najważniejsze. Odmówiłby sobie jedzenia, gdyby powiedziała mu, że ma na coś ochotę.
Mógł tylko czekać.
- Nie wkrótce - zaprzeczył od razu, może trochę zbyt szybko, ale nie potrafił opanować nagłego strachu. Bo wcześniejsze obawy powróciły. Co jeśli nie jest dla niej odpowiedni? Był wojownikiem, ale nie liczy się to kim się jest ale... no to kim się jest w środku. A on nie był miłym samcem, który liczył na rodzinę. - Nie mogę pozwolić, żebyś przez całe życie była z kimś w luźnym związku. To nie byłoby właściwie, uznali by cię za potępioną i nikt z twojej sfery by z tobą nie rozmawiał. Wiem, że zadawałabyś się ze mną nawet bez formalnego związku, tylko po to, żeby im utrzeć nosa, ale chciałbym, żebyś kiedyś została moją żoną... - samiec coraz bardziej plątał się w swojej wypowiedzi, więc umilkł, patrząc jedynie jak Bella je.
Chciał ją właśnie o to poprosić. Żeby się zgodziła na ceremonię, ale nie potrafił. Słowa nie chciały opuścić jego gardła, więc jak miał jej wyjaśnić czego pragnie? Może w zaciszu sypialni pójdzie mu lepiej.
- W końcu zaproponuję ci małżeństwo, ale musisz mi dać trochę czasu - kolejny raz prosił o trochę czasu. A co robił w zamian? Pił z kurwy. Pięknie. Niech robi tak dalej to na pewno go nie zostawi. - Dopóki to jednak nie nastąpi, chciałbym, żebyś nie zadawała się z innymi samcami. A w zamian ja nie będę pił krwi od innych samic. Ani samców, chociaż nie mam takich zboczeń. I chciałbym, żebyś zamieszkałą w moim pokoju. Jeśli nie jest ci w nim wygodnie to możesz go urządzić jak tylko ci się spodoba.

...


Powrót do góry Go down
Bella

avatar


PisanieTemat: Re: Kuchnia    Czw Sty 27, 2011 5:26 pm

Przygasła nieco, ale w sumie nic takiego się nie stało. Potrzebował czasu? OK, ona mu go zapewni. Liczyło się to, ze chciał z nią być i nie traciła go. Bardziej zabolałyby ją słowa "potrzebuję czasu", gdyby chodziło o tymczasowe rozstanie - tego by nie ścierpiała.
- Wszystko rozumiem, zaczekamy - zgodziła się z lekkim uśmiechem, by udowodnić mu, że nie zamierza się na niego boczyć za odwlekanie ceremonii. - Opinia glymerii mnie nie interesuje, masz rację, że chętnie napsułabym im trochę nerwów, ake nie przeczę, że chciałabym zostać twoją żoną oficjalnie. Pragnę związać się z tobą podczas rytuału, pod obecność Pani Kronik, tak jak być powinno. I mam nadzieję, że wkrótce poczujesz się gotowy by się ze mną oficjalnie związać, a wtedy ja zgodzę się bez zastanowienia - dodała. Nie chciała go bynajmniej przerazić swoją przemową; jedynie powiedzieć wprost co myśli o tym wszystkim. Poza tym na każdym kroku starała się podkreślić to, że go kocha i to szczerze oraz że nie jest to jedynie takie widzi mi się. Nic jej się nie zdawało - kochała go jak kompletna wariatka i nic nie miała na to poradzić. Nawet nie chciała nic z tym robić. No, może jedynie w końcu się z nim związać.
Przyśpieszyła nieco z jedzeniem widząc, że Zbihr się niecierpliwi. Tak szybko ja była w stanie, nie ryzykując przy tym zadławienia się, dokończyła posiłek. Wstała i odłożyła brudne naczynia na ich miejsce po czym podeszła do Z., chcąc wreszcie pójść z nim do bardziej intymnego miejsca niż kuchnia. Wtedy jednak usłyszała jego prośbę i jej twarz rozświetlił uśmiech, który objął również jej oczy - błyszczały niczym dwa diamenty.
- Przecież dobrze wiesz, że chcę tylko ciebie - zapewniła. - Nie potrafiłabym związać się z nikim innym, a już na pewno się z nimi kochać. Zwłaszcza, że nikogo nie darzę takim uczuciem jak ciebie. Teraz, gdy chcę się z tobą związać i wiem, że pragniesz tego samego, nigdy nie zrobiłabym czegoś podobnego - dopowiedziała, przybliżając się do niego. - Jeśli chodzi o zamieszkanie w twoim pokoju to chyba i tak już to robię, więc jeśli nie masz nic przeciwko, nie będzie problemu bym przeniosła się tam na stałe, zwłaszcza, że wszystko mi odpowiada - stwierdziła. Spojrzała na niego wyczekująco. Chciała już iść z tej kuchni, gdzie każdy mógł zakłócić im spokój.

...


,, - Zamknij się ! - krzyknęła Elena . - Trzymaj się od tego z daleka . A skoro już o tym mowa , to pomyśl lepiej o biednej Vickie Bennet . Jak myślisz , jak ona sobie radzi ?
- Nie mam pojęcia . Nie wiem , kim jest ta Vickie . Ciągle o niej mówisz , ale ja jej nigdy nie widziałem .
- Widziałeś . Nie kręć , Damonie , cmentarz , pamiętasz ? Zrujnowany kościół ? Dziewczynę , którą zostawiłeś tam błąkającą się w koszuli nocnej ?
- Przykro mi , nie . A zwykle pamiętam dziewczyny , które zostawiam błąkające się w koszuli nocnej " .
Powrót do góry Go down
Zbihr

avatar


PisanieTemat: Re: Kuchnia    Czw Sty 27, 2011 6:02 pm

Bella dawała Z czas, ale samiec wyczuł, że ją zranił. Próbowała to przed nim ukryć gładkimi słówkami, ale widać było jak na dłoni, że myślała, że właśnie w tym momencie się oświadczy. Pięknie idioto, masz jeszcze coś mądrego do powiedzenia? Może każesz jej jeszcze wstąpić do zakonu, bo twoje opóźnianie oświadczyn potrwa jeszcze długo? Tak długo, że zdąży wyrosnąć mi broda do kolan? Dajesz stary, raz kozie śmierć. Najwyżej palniesz samicę w głowę i uwięzisz w swoim pokoju, jeśli nic nam z tego nie wyjdzie. Bo tak to tylko znowu...
- Wszystko utrudniam - mruknął, biorąc się w garść.
Gdy Bella zostawiła naczynia w spokoju i wróciła do niego, samiec wziął jej jedną rękę i zapatrzył się na nią, jakby chciał w niej wypalić dziurę. Delikatnie gładził dłoń samicy, przysuwając ją do swoich ust, a potem ucałował każdy z pięciu opuszków palców. Przesunął rękę dalej, odwracając dłoń grzbietem w dół i polizał jej wewnętrzną stronę. Dobra, tego nie zamierzał robić ale namiot w spodniach działał na samca bardziej, niż sam chciał się do tego przyznać.
- Więc... - odchrząknął wstając i obejmując Bellę. Spojrzał jej w twarz, bezwiednie przenosząc dłonie na jej pośladki i kontynuował. - Czy sprawisz mi tą przyjemność i zostaniesz moją żoną? Nie obiecuję ci życia usłanego różami ale zrobię wszystko co w mojej mocy, byś zawsze była szczęśliwa. Każda twoje zachcianka będzie dla mnie rozkazem, który od razu zostanie wypełniony. I jeśli się zgodzisz i odprawisz ze mną rytuał to będę nosił twe imię z radością i dumą, bo jesteś dla mnie najważniejszą osobą w moim życiu - Z spojrzał na Bellę z całą swoją miłością, która była teraz doskonale widoczna. - Kocham cię i nie mógłbym żyć, gdybym cię stracił.
Powinien odetchnąć ale w napięciu czekał na odpowiedź. Chociaż te oświadczyny przyniosły mu ulgę. Samiec czuł się oczyszczony, jakby Bella pomogła mu zmyć z siebie złe wspomnienia i gniew, który nosił w sobie od czasu życia w niewoli.
I choć oświadczyny zabrzmiały blado, bo samiec nie umiał pięknie mówić to miał nadzieję, że wystarczą.

...


Powrót do góry Go down
Bella

avatar


PisanieTemat: Re: Kuchnia    Czw Sty 27, 2011 6:46 pm

I nagle czas stanął w miejscu. Znalazła się w jego ramionach, zapach wspólnego pożądania otoczył ich ciała, wypełniał całą kuchnię... Bella wpatrywała się w twarz samca, któremu oddała swoje serce już tego pierwszego dnia w sali gimnastycznej, kiedy to ujrzała go po raz pierwszy. I jeśli miała być szczera to po części żałowała, że Furiath przywołał brata do porządku - nie oponowałaby nawet, gdyby Zbihr usiłował ją wciąż już wtedy.
Wstrzymała oddech kiedy dłonie samca wylądowały na jej pośladkach, a z jego ust popłynęły słowa, które wprawiły ją w stan całkowitej euforii. Poczuła się jakby leciała, unosiła się na skrzydłach - tak lekkie w jej mniemaniu nagle zrobiło się jej ciało. Bo podświadomie bała się. Bała, że Zbihr odciąga wszystko nie chcąc jej zranić, aż w końcu - wcześniej bądź później - oznajmi jej, że to koniec i nic z tego nie będzie. Ale nie. Słowa, które właśnie zostały wypowiedziane miały moc tak potężną, że jednym jej uderzeniem zniszczyły przygniatające ją uczucie strachu, gdzieś głęboko w niej zakorzenione. Teraz była wolna, lekka i zakochana.
Nie była w stanie odpowiedzieć. Nie słowami. Nie panując nad sobą niemalże skoczyła na niego; oplotła go nogami w pasie i z pełną namiętnością wpiła się w jego usta. Zamknęła oczy, rozkoszując się tym pocałunkiem - innym. Zupełnie innym, bo teraz miała pełną świadomość, że on ją kocha. Jedynie tego potrzebowała. W tym momencie świat mógł się skończyć, mogła nawet wybuchnąć III wojna światowa - ona nawet by się nie zorientowała, bo teraz już nic nie mogło zaburzyć jej szczęścia.
- Tak! - wykrztusiła. - Tak! Tak! I jeszcze raz tak! - Mogłaby to powtarzać bez końca. - Wiedziałam, że coś jest między nami już od początku. Już pierwszego dnia, kiedy ujrzałam cię w sali, a ty przyparłeś mnie do tamtych drzwi. Wtedy odczuwałam przede wszystkim strach, ale wkrótce przekonałam się, że tamtego dnia zrobiłeś coś z moim sercem i umysłem. Od tamtego czasu jedynie Ty zajmowałeś wszystkie moje myśli. Nie potrafiłam skupić się na niczym, bo przed oczyma miałam jedynie twoją twarz. A potem... Potem dopadł mnie ten reduktor. Myślałam, że oszaleję, ale przez te wszystkie tygodnie nie mogłam wyzbyć się jednej myśli - "On mnie uratuje". Wiedziałam, że to zrobisz, choć nie miałam pojęcia dlaczego tak bardzo na to liczę. Dopiero później zrozumiałam. - Jej oczy skrzyły się radośnie. - Dopiero wtedy, kiedy obudziłam się w twojej sypialni, kiedy słuchałam i patrzyłam jak usilnie starasz się trzymać z dala ode mnie wszystkich samców... Dopiero wtedy pojęłam, że na prawdę, ale to na prawdę cię kocham i mam o co walczyć. I utwierdzałam się w tym z każdym wypowiedzianym słowem, każdym pocałunkiem, za każdym razem, kiedy się kochaliśmy czy dotykaliśmy. Dlatego teraz z pełnym zaufaniem oddaję ci siebie i oświadczam, że chcę spędzić z tobą resztę swojego życia i nie ważne, że nie zawsze może być ono kolorowe. Wiem na co się decyduję, tak samo jak jestem przekonana, że nigdy nie pożałuję wypowiedzianych przez siebie słów. Chcą zostać twoją krwiczką... Na wieczność - zakończyła. Bo wierzyła szczerze, że kiedyś razem przekroczą bramy Zanikhu i będą tam szczęśliwy. Razem.
Z czułością i miłością wpatrywała się w jego zniekształconą twarz. Dotknęła blizny na górnej wardze i poczęła sunąć palcem co raz wyżej. W końcu spojrzała mu w oczy i... zamarła.
- Och! - wyrwało jej się. Zafascynowana, ale i nieco skołowana wpatrywała się w jego oczy. Oczy o żółtych, nieziemskich tęczówkach. - To niesamowite, Zbihr... - szepnęła aksamitnym głosem. - Po prostu niesamowite...

...


,, - Zamknij się ! - krzyknęła Elena . - Trzymaj się od tego z daleka . A skoro już o tym mowa , to pomyśl lepiej o biednej Vickie Bennet . Jak myślisz , jak ona sobie radzi ?
- Nie mam pojęcia . Nie wiem , kim jest ta Vickie . Ciągle o niej mówisz , ale ja jej nigdy nie widziałem .
- Widziałeś . Nie kręć , Damonie , cmentarz , pamiętasz ? Zrujnowany kościół ? Dziewczynę , którą zostawiłeś tam błąkającą się w koszuli nocnej ?
- Przykro mi , nie . A zwykle pamiętam dziewczyny , które zostawiam błąkające się w koszuli nocnej " .
Powrót do góry Go down
Zbihr

avatar


PisanieTemat: Re: Kuchnia    Czw Sty 27, 2011 11:04 pm

Bella jest chyba lepsza w oświadczynach ode mnie, pomyślał Z, kiedy jeszcze był w stanie to robić. Powinna mi się oświadczyć, zamiast wysłuchiwać mojej drętwej gatki o miłości, posłuszeństwie i szczęściu. Następnym razem to ona będzie się pytała, czy zostanę jej małżonkiem. Teraz jego oświadczyny wypadły jeszcze bardziej żałośnie, kiedy Bella zdradziła mu co do niego czuje. Też powinien zacząć od ich pierwszego spotkania. Oświadczyny już zmarnował, ale nadal mógł powiedzieć, co myślał.
- Przyznam, że warto było się pytać tylko po to, by zobaczyć twoją reakcję.
Z mocniej przycisnął Bellę, rozkoszując się jej dotykiem. Kochał Bellę i gdy się przy niej znajdował zawsze odczuwał w sercu dziwne ciepło, rozchodzące się na całe ciało. I samica wypełniła pewną pustkę, która znajdowała się w nim os zawsze. I zawsze, gdy myślał o miłości to te odczucia wystarczały, ale gdy sam jej zaznał to doznań było więcej. Dochodziła jeszcze gwałtowność pożądania - wystarczył jeden rzut oka na samicę, by nie mógł powstrzymywać swych żądz. I pragnienie, by Bella zawsze była przy nim, a gdy nie znajdowała się u jego boku to nie mógł przestać o niej myśleć. Zamartwiał się, zastanawiając się czy nic jej nie jest i czy niczego nie potrzebuje.
Samica sprawiała wrażenie najbardziej niezależnej i samowystarczalnej wampirzycy jaką spotkał, ale to tylko pozory. Tak naprawdę to bał się ją spuścić z oka. Raz wpakowała się na niego na sali - dość niebezpieczne. Wparowała do jego sypialni - bardziej niebezpieczne. Porwał ją reduktor - kosmicznie niebezpieczne. I w końcu: Zgodziła się zostać jego żoną - sprawiła mu tym wielką przyjemność ale jednak był to błąd numer jeden. I jeszcze szlaja się po Zero Sum.
- Kiedy zobaczyłem cię tam na sali - pokręcił głową, zbyt mało słów by to opisać. - jezu, zawróciłaś mi w głowie. Nie, nie mam na myśli przypływu pożądania, chociaż od razu mi stanął i chyba można to było wyczuć w odległości kilometra... Ale chodzi o to, że... ja tam byłem a ty stałaś taka zagubiona w drzwiach i czułem, jakbyś istniała tylko ty. Potem miałem zamiar zabić Furiatha za to, że się wtrącił, ale powinienem być mu wdzięczny. Zrobiłbym ci to co innym i na tym by się skończyło. Bałabyś się mnie - położył palec na ustach Belli, powstrzymując jej sprzeciw. - Tak by było, naprawdę. teraz mnie kochasz i nie możesz w to uwierzyć ale tak by się to wszystko skończyło, bo nie starałbym się być delikatnym. Ale chodzi o to, że chyba wiedziałem już wtedy, że to ty jesteś tą jedyną. A ja chciałem cię tylko chronić. Nadal twierdzę, że nie zasługuję na ciebie ale wykorzystam twój brak koncentracji i jak najszybciej wezmę cię za żonę. Potem głupio ci będzie unieważniać ślub, skoro Pani Kronik będzie przy nim obecna. To znaczy, mam nadzieję, że zaszczyci nas swoją obecnością i zaakceptuje mój wybór - ostatnie zdanie powiedział znudzonym tonem, raczej z przyzwyczajenia.
To co miało zostać powiedziane wyszło z ich ust, więc pora zająć języki czymś innym. Z opadł ustami na wargi samicy, wsuwając w nią swój język. Ten pocałunek podobał mu się zdecydowanie bardziej. Samiec przesunął się, przyciskając Bellę do krawędzi stołu. Nadal ją przytrzymywał, gdy kładł ją na blat, nie przerywając pocałunku.
- Tak, masz rację - wychrypiał, gdy w końcu się od niej oderwał. - To niesamowite.

...


Powrót do góry Go down
Bella

avatar


PisanieTemat: Re: Kuchnia    Sob Sty 29, 2011 6:11 pm

Bella przyglądała mu się z uśmiechem. Oboje co raz bardziej pragnęli siebie nawzajem i już kwestią czasu było, aż dadzą upust kłębiących się w nich uczuciom. Obserwowała samca, nie mogąc uwierzyć jak bardzo zmienił się przez nią. Bez wątpienia nie był już udręczonym przez przeszłość, budzącym postrach w innych, byłym juhaczem. Odżył i to dzięki niej. Czuła się cudownie z tą świadomością.
Furiath powiedział jej niegdyś, że jego brat jest ruiną, którą można co najwyżej zrównać z ziemią. Bella wiedziała, że to nie prawda. Wierzyła w to od samego początku i właśnie udowodniła, że wiara czyni cuda. Ten bezwzględny samiec, którego większość już spisała na straty, właśnie wracał do życia i to przy jej boku. Chciał ją, a ona chciała jego. Wkrótce mieli zostać małżeństwem i nikt nie miał zakłócić ich szczęścia. Nikt ani nic, nawet reduktorzy. To co było, przeszło do przeszłości, której nikt nie powinien rozpamiętywać. Oboje już wiedzieli, że życie przeszłością przysparza jedynie bólu. Trzeba było iść do przodu, żyć dalej i dążyć do szczęścia. Bella dążyła do niej i właśnie miała najlepszy dowód na to, że było warto.
- Nie przeczę, przeraziłeś mnie w tamtej sali - przyznała. Starała się być szczera, o ile tylko to było możliwe. - Ale już wtedy, kiedy tak na mnie napadłeś, czułam... Sama nie wiem jak to opisać. Ale pragnęłam cię i choć dygotałam ze strachu, pragnęłam byś to zrobił. I sądzę, że nawet gdybyś potraktował mnie jak inne swoje partnerki, ja i tak lgnęłabym do ciebie - co do tego nie mam wątpliwości. - Zamyśliła się na chwilę. - Nie chcę tu powtarzać standardowych gadek o sile przeznaczenia, ale chwilami na prawdę zastanawiam się czy przypadkiem nie ma w tym odrobiny prawdy - wyznała w końcu.
Wpatrywała się w jego oczy, nie rozumiejąc kiedy i jak to się stało. Ale to nie było ważne. Jego żółte tęczówki były wyjątkowe, niespotykane i niesamowite - dokładnie jak on. A na dodatek przepiękne. Zwłaszcza, kiedy patrzyły na nią z miłością i pożądaniem.
- Wiem, że nigdy nie pożałuję tego, że się zgodziłam. Chcę zostać twoją żoną, bez względu na wszystko. Choć zdaje mi się, że oboje będziemy musieli się zmienić na swój sposób. - Uśmiechnęła się szerzej. - Ty już to zrobiłeś. A twoje oczy... Twoje oczy są piękne - szepnęła, nie wiedząc czy on zdaje sobie sprawę z tego, że zmieniły kolor.
Zamruczała z aprobatą, kiedy wylądowała na blacie, a on zawisł tuż nad nią. Może i nie powinni tego robić tutaj, ale pal licho - ona nie mogła się powstrzymać. Dla jej przyjemności mógł ją wziąć gdziekolwiek, bowiem nigdy nie miała go dość.

...


,, - Zamknij się ! - krzyknęła Elena . - Trzymaj się od tego z daleka . A skoro już o tym mowa , to pomyśl lepiej o biednej Vickie Bennet . Jak myślisz , jak ona sobie radzi ?
- Nie mam pojęcia . Nie wiem , kim jest ta Vickie . Ciągle o niej mówisz , ale ja jej nigdy nie widziałem .
- Widziałeś . Nie kręć , Damonie , cmentarz , pamiętasz ? Zrujnowany kościół ? Dziewczynę , którą zostawiłeś tam błąkającą się w koszuli nocnej ?
- Przykro mi , nie . A zwykle pamiętam dziewczyny , które zostawiam błąkające się w koszuli nocnej " .
Powrót do góry Go down
Zbihr

avatar


PisanieTemat: Re: Kuchnia    Sob Sty 29, 2011 6:36 pm

Z znieruchomiał, kiedy usłyszał komentarz Belli. On ma ładne oczy? Samiec odsunął się od Belli, nie mogąc powstrzymać fali uczuć, która go ogarnęła. Znów przyszło odrętwienie i uciekł z prawdziwymi emocjami w głąb siebie. Bo wcale nie był niesamowity. Po co zgolił włosy? Bo ONA tak bardzo się nimi zachwycała. Nie chciał być pięknym samcem. Wystarczały mu blizny na ciele, łysa głowa i czarne oczy.
- Chyba pomylili ci się bracia. To Furiath ma niesamowite oczy i włosy. Może jemu się spodobają takie komplementy - mruknął, doprowadzając ubranie Belli do porządku. Podał samicy rękę, pomagając jej usiąść na stole. Niedawna gwałtowność pożądania prysnęła jak bańka mydlana. Z przytulił Bellę, sadowiąc ją na swoich kolanach. Znów okazał się skurwielem.
- Przepraszam - powiedział, chowając twarz w jej włosach. Tak pięknie pachniała... i nadal miała na sobie jego zapach. Zamruczał, przesuwając rękę w górę, gdzie ta nakryła pierś samicy, delikatnie ją ugniatając. Nie mógł się powstrzymać przed dotykanie jej, chociaż sam przerwał miłą scenę na stole. Przybliżył swoją twarz do jej szyi i delikatnie ugryzł płatek jej ucha. - Możesz mówić co tylko ci się podoba i twoje zdanie jest ważne, nawet jeśli kłóci się z moim. - Z zjechał ustami niżej, wodząc językiem po jej szyi. - Powiedz, że mi wybaczasz - zamruczał, a jego delikatny oddech połaskotał wrażliwą skórę na szyi Belli. - Powiedz, ze nie jestem ciebie wart i teraz muszę odkupić swoje winy. Najlepiej w sypialni...
Samiec spojrzał w górę, wpatrując się w nieruchome oczy Belli. Jego oczy znów przybrały żółty kolor. Jednocześnie przeniósł dłoń na drugą pierś.
- I wybierz datę ceremonii. Jezu, oby to się stało jak najszybciej. Ile czasu potrzebujesz na przygotowania? Tydzień wystarczy? - pokręcił głową. - Więcej nie dostaniesz.

...


Powrót do góry Go down
Bella

avatar


PisanieTemat: Re: Kuchnia    Sob Sty 29, 2011 7:40 pm

Bella nie rozumiała co zrobiła nie tak. Niemniej Zbihr spiął się cały i począł doprowadzać jej ubranie do porządku, przerywając dobrze zapowiadającą się chwilę. Poczuła się odepchnięta, a przez myśl przeszła jej straszna rzecz - że Zbihr się rozmyśli i zaraz wszystko odwoła. Nie zniosłaby czegoś podobnego. Nie kiedy byli już tak blisko.
- Przepraszam... - speszyła się, przypominając sobie co musiał ścierpieć Zbihr. No i wracamy do punktu wyjścia..., pomyślała z goryczą. Znów wracał do przeszłości i nie wiadomo było, czy znów uda mu się z niej otrząsnąć. - Kiedy ja mówię prawdę. Nie wiem czy wiesz, ale twoje oczy są żółte... - szepnęła.
Wtedy to on ją przeprosił. Przytuliła się do niego, rozkoszując się jego bliskością. Odetchnęła w duchu, że jej podejrzenia okazały się błędne. Wszystko było w porządku. W największym.
- Ale ja nie chcę żebyś mnie przepraszał, bo nie masz za co - zaoponowała. - Po prostu zapominam... Czasami zapominam i nie myślę o tym, że mogę narzucać zbyt duże tempo - wyjaśniła pośpiesznie.
Tak, musiała zacząć na to uważać. Zbihr na prawdę się stało, ale ona też musiała zacząć unikać podobnych sytuacji. Powoli, wszystko musiała iść powoli, bo mogła wszystko zepsuć.
- Oczywiście, że ci wybaczam...
Nie powiedziała nic na temat tego, że nie jest jej wart, bo to była nie prawda. Przywarła jednak do niego i oplotła go nogami w pasie. Co do przeniesienia się do sypialni, obiekcji nie miała. Pragnęła go zawsze i wszędzie, a teraz jej pożądanie było prawie że bolesne; nie tak jak podczas chcączki, ale jednak.
Czuła jego dłonie na swoich piersiach. Jęknęła cicho z podniecenia, nie mogąc doczekać się aż ją posiądzie. Chciała znaleźć się pod nim, czując go w swoim wnętrzu.
- Tydzień to dla mnie aż nadto - szepnęła. Dla jej przyjemności mogli ceremonię zorganizować już, jeszcze dzisiaj, ale wiedziała, że nie mogą. - Później porozmawiam z Beth i Mary, pomogą mi w przygotowaniach i już wkrótce ślub się odbędzie - obiecała.

...


,, - Zamknij się ! - krzyknęła Elena . - Trzymaj się od tego z daleka . A skoro już o tym mowa , to pomyśl lepiej o biednej Vickie Bennet . Jak myślisz , jak ona sobie radzi ?
- Nie mam pojęcia . Nie wiem , kim jest ta Vickie . Ciągle o niej mówisz , ale ja jej nigdy nie widziałem .
- Widziałeś . Nie kręć , Damonie , cmentarz , pamiętasz ? Zrujnowany kościół ? Dziewczynę , którą zostawiłeś tam błąkającą się w koszuli nocnej ?
- Przykro mi , nie . A zwykle pamiętam dziewczyny , które zostawiam błąkające się w koszuli nocnej " .
Powrót do góry Go down
Zbihr

avatar


PisanieTemat: Re: Kuchnia    Sob Sty 29, 2011 10:59 pm

Była jak narkotyk. Z każdym kolejnym pocałunkiem i dotykiem, coraz bardziej się pogrążał. I chciał więcej. Nawet nie chciał ryzykować, czym byłoby rzucenie nałogu. A teraz patrzył na nią, nasycając się tym widokiem. Jej wargi poruszały się, więc pewnie coś do niego mówiła. Coś ważnego - zawsze gdy otwierała usta to wychodziło z nich coś ważnego. I przyjemnego. Lubił czuć jej język w swoich ustach. Kurwa, ale chciałby ją teraz pocałować. I za żadne skarby by się od niej nie oderwał. Nie zrobił tego jednak, bo samica nadal coś mówiła. Nie chciał jej przeszkadzać. Niech się wygada.
Bo jak nie skończy to się wyżyje na mnie, że jej nie słucham i jej zdanie nie jest ważne. I jeszcze mnie za to zbije.
Widok takiej niepozornej samicy wydał mu się najpierw bardzo zabawny. W końcu nie dałaby mu rady. Chyba, że miałaby jakąś broń. Może bicz? Wtedy by coś poczuł, bo jej pięści nie zrobiłyby mu krzywdy.
Kurwa, zaklął w myślach, kiedy poczuł jak jego przyrodzenie twardnieje i powiększa swoją obiętość.
Chciał, by zadała mu ból. Na samą myśl prawie wytrysnął. Skoro ból był taki przyjemny i sex z Bellą był taki przyjemny to jak wielką miałby rozkosz, gdyby połączyć te dwa rozwiązania? Nawet nigdy nie śnił o takim spełnieniu. Tylko, że marzenia pozostaną zwykłymi pragnieniami. Jak miałby jej to zaproponować? Hej, następnym razem jak będę w tobie to mnie potnij lub weź bicz i się zamachnij. Albo chociaż przebij paznokciami moją skórę? Każda z tych próśb była jednak obrzydliwa. Bo co na to mogła odpowiedzieć tak dobra samica jak Bella? Wyskoczyłaby z tym, że to przez niewolnictwo i nie chce zostawić przeszłości za sobą. I jeszcze specjalnie udaje takiego złego, oschłego wampira. A jeśli niczego nie zaproponuje to sama nawet nie pomyśli o takich obrzydlistwach, bo przecież za każdym razem było przyjemnie. I ciągle to on wykazywał inicjatywę. No może i bała się jego reakcji, bo zawsze była nieprzewidywalna, ale zawsze miał ochotę na sex. Na sex z nią. Odkąd mieli za sobą swój pierwszy stosunek. Stosunek, bo jak inaczej to nazwać? Wszedł, zrobił swoje i wyszedł.
Wystarczy, że samica zaproponuje mu małą przyjemność i nie będzie w stanie odmówić. Nie musi nawet mieć na sobie sexownego wdzianka bo zawsze na niego działała. Ale w sexownym wdzianku byłaby zabójcza. Jakaś superbohaterka. Z wielkim biczem, którym by go wychłostała. Albo kańczugiem by dostał. Albo najpierw przywiązałaby go do pręgierza... Prawie miał już ten widok przed oczami. Bella nachylała się nad nim w obcisłym wdzianku, który opinał się na jej tyłeczku i piersiach... A w dłoniach trzymała bicz. I niech najpierw postukuje nim o dłoń, sprawiając wrażenie znudzonej. I wtedy patrzy mu głęboko w oczy i mówi: Byłeś dzisiaj niegrzecznym chłopcem...
Wróciła mu przytomność umysłu, gdy wspominała o ślubie. Jego myśli były przyjemniejsze od rzeczywistości, ale zmusił się do słuchania. Ale ona też wyglądała, jakby chciała iść do sypialni.
- Tak, chodźmy do sypialni - powiedział ochrypłym głosem, gdy odzyskał trochę rozsądku. Wziął Bellę na ręce i ruszyli do pokoju.
No i na tym skończył się zdrowy rozsądek. Samiec zrobił zaledwie kilka kroków i dotarł do drzwi wyjściowych i dalej nie zamierzał się ruszać. Przycisnął Bellę do ściany i przywarł gwałtownie do jej ust, biorąc je w posiadanie, a samica nadal oplatała go nogami. Tym lepiej. Z rozpiął rozporek i zsunął spodnie razem z bokserkami. Pozbył się również kolejnego problemu, którym były spodnie i bielizna samicy. Prawie zdarł je z niej, ale na szczęście został tylko uszkodzony guzik z zamkiem od spodni. Nie ważne, teraz Z miał dostęp do tych części ciała, które go najbardziej obchodziły. Wziął to do ręki i naprowadził na szparkę samicy. I od razu zaczął się poruszać, a z każdą chwilą pchnięcia stawały się mocniejsze i docierały głębiej. Kiedy poczuł, że już nie wytrzyma, pchnął mocno. Odrzucił głowę do tyłu i ryknął, doznając gwałtowniej rozkoszy.
Nie wiedział czy Bella również miała orgazm, ale udało mu się zaspokoić chociaż swoje żądze. Powrócił do Belli, ponownie ją całując, ale tym razem robił to delikatnie, dziękując jej za to co się stało przed chwilą. Odchrząknął, próbując coś powiedzieć.
- Chyba nie potrzebujemy już sypialni.

...


Powrót do góry Go down
Bella

avatar


PisanieTemat: Re: Kuchnia    Nie Sty 30, 2011 5:58 pm

Bella nie musiała umieć czytać w myślach by wiedzieć, że Zbihr wcale jej nie słucha. Przyglądał jej się nieobecnym wzrokiem, czuła jego narastające pożądanie. Nie wiedziała o czym samiec myśli, ale była niemal pewna, że chodzi o nią, o niego i seks. Cóż, jej odpowiadało to jak najbardziej - aż nie mogła się doczekać kiedy znów poczuje go w sobie. Swoją drogą, przez całe życie nie kochała się tyle razy i to tak w krótkim czasie. Ale nigdy też za partnera nie miała kogoś takiego jak Zbihr. Tak, jego osoba była tutaj kluczowa. Bella nie wyobrażała sobie innego samca na jego miejscu.
I właśnie dlatego to on ma zostać moim brońcem, pomyślała, czując jak ponownie opanowuje ją euforia na myśl o nadchodzącej ceremonii. Bo jego kocham...
Z zamyślenia wyrwał ją fakt, że Zbihr wziął ją na ręce, kierując się w stronę sypialni. Bella nie mogła się doczekać kiedy znajdą się w miejscu, które tak dobrze jej się kojarzy. Nie brała jednak pod uwagę, że wcale tam nie dotrą, nie małym zaskoczeniem więc dla niej było to, że Z. zatrzymał się nagle i przyparł ją do ściany.
Spojrzała na niego rozszerzonymi oczyma. Zaraz jednak zaskoczenie minęło i Bella uśmiechnęła się zachęcająco; jej pożądanie zaś stało się jeszcze bardziej wyczuwalnie i intensywniejsze. Czuła jak jej narzeczony (och, jakie to dziwne i cudowne za razem!) zaczął pozbywać się kolejnych części garderoby, usiłując dotrzeć do tych jej intymnych części ciała. Starała się mu to ułatwić jak najbardziej, ale sam radził sobie wystarczająco dobrze. Sam z resztą był już gotowy by wniknąć w jej wnętrze. I wkrótce faktycznie poczuła jego monstrualną erekcję przy swoim rdzeniu, a po chwili wszedł w nią jednym sprawnym pchnięciem. Krzyknęła równo z nim i wygięła się w łuk na tyle, ile to było możliwe w jej obecnym położeniu. Zaczęła rozkoszować się tym, jak on porusza się w jej wnętrzu, czując jak jej podniecenie sięga zenitu. Orgazmu dostała prawie natychmiast, co zdarzało jej się zawsze, kiedy kochała się z nim.
- Masz rację - wysapała. - Raczej łóżko będzie nam zbędne - zgodziła się. Po tym przestała bezsensownie paplać i pocałowała Zbihra, bezceremonialnie wpychając mu język do ust. Była go tak bardzo spragniona, jak gdyby nie widzieli się od wieków, a przecież chcączkę miała już za sobą. To raczej reakcja na zbliżające się zaślubiny tak ją pobudziła, ale bynajmniej nie zamierzała narzekać.

...


,, - Zamknij się ! - krzyknęła Elena . - Trzymaj się od tego z daleka . A skoro już o tym mowa , to pomyśl lepiej o biednej Vickie Bennet . Jak myślisz , jak ona sobie radzi ?
- Nie mam pojęcia . Nie wiem , kim jest ta Vickie . Ciągle o niej mówisz , ale ja jej nigdy nie widziałem .
- Widziałeś . Nie kręć , Damonie , cmentarz , pamiętasz ? Zrujnowany kościół ? Dziewczynę , którą zostawiłeś tam błąkającą się w koszuli nocnej ?
- Przykro mi , nie . A zwykle pamiętam dziewczyny , które zostawiam błąkające się w koszuli nocnej " .
Powrót do góry Go down
Zbihr

avatar


PisanieTemat: Re: Kuchnia    Nie Sty 30, 2011 6:22 pm

I po raz kolejny przyznawała mu rację, chociaż każda ich zgoda wprawiała go w zadumę. Zbyt mało było takich chwil. Dlatego Z odsunął się trochę i wepchnął swój sprzęt ponownie do spodni, co było o tyle trudne, że znów był gotowy. Spróbował pomóc też Belli ale zepsuty zamek za chiny nie chciał się zapiąć.
- No to jeszcze tu posiedzimy - mrugnął do niej jednym okiem. - Jeśli mam ci przynieść te pierdółki to powinienem oszczędzać energię. Jeszcze trochę a nic we mnie nie zostanie. a wtedy Furiath na pewno nie pozwoli mi iść - skrzywił się na wspomnienie brata. Musiał mu niedługo powiedzieć o zaręczynach. I ta rozmowa nie będzie należała do przyjemnych. Postanowił poinformować go na wspólnym patrolu, wtedy powinna być najodpowiedniejsza chwila. I pójdzie po rzeczy dla Belli bez względu na wszystko. Skoro miała tu zamieszkać to stawały się one ważniejsze. I nikt go nie powstrzyma przed dostarczeniem ich jej. Uśmiechnął się do Belli i przeniósł dłoń na jej włosy, głaskając ją delikatnie. - Jak jesteś zmęczona to idź odpocząć. Weź kąpiel i się zrelaksuj. Możesz dotykać u mnie wszystkiego co będzie ci potrzebne.
Teraz nie mógł z nią tam iść. Przeleci ją jak tylko znajdą się w sypialni. I w drodze do niej. I kiedy będzie leżeć w wannie. A potem będą musieli wziąć razem prysznic, żeby zmyć z siebie zapach sexu. I tam pewnie też coś się wydarzy.
Jak jakieś pieprzone króliki. To miało go obrazić i przywrócić świadomość, ale samiec poczuł tylko zadowolenie ze świetnie wykonanej roboty.

...


Powrót do góry Go down
Bella

avatar


PisanieTemat: Re: Kuchnia    Nie Sty 30, 2011 7:01 pm

I znów przerwał wszystko nagle. Bella czasami za nim nie nadążała - raz się z nią kochał, innym razem się rozmyślał. Ale tym razem nie chodziło o to, że to ona zrobiła coś nie tak. Zbihr wciąć się uśmiechał, usiłując doprowadzić ich oboje do względnego porządku.
Zauważyła jego reakcję na wspomnienie Furiatha. Ją też coś ścisnęło w żołądku na myśl o tym, że go zrani. Bo zrani bez wątpienia. Ale serce nie sługa i Bella wiedziała kogo na prawdę kocha. Jednakże zamierzała być dla Furiatha przyjaciółką o ile jej na to pozwoli. I oczywiście musiała uważać by nie wziął jej towarzystwa za coś więcej i by w oczach Zbihra nie wyglądało to niewłaściwie. Samce byli bardzo zaborczy wobec samic i nawet tak bliskie więzy krwi jak między braćmi, raczej nie powstrzymałyby jej brońca o zaatakowanie Furiatha.
Westchnęła, kiedy dotarło do niej, że muszą się rozstać na kilka godzin. Ona nie miała go dość i szczerze liczyła, że teraz pójdą do sypialni, gdzie spędzą bardzo miło kilka następnych godzin. Ale musiała pamiętać, że Zbihr był wojownikiem i miał jakieś zobowiązania wobec bractwa.
Cóż...
- Wiesz przecież, że najchętniej wzięłabym kąpiel z tobą - wymruczała, wtulona w niego najmocniej jak się dało. - Ja zawsze chcę robić wszystko z tobą...
Westchnęła. Ostatecznie wyplątała się z jego objęć, choć fizycznie zdawało jej się to niemożliwe. Zamierzała teraz wziąć dłuższą kąpiel, a potem położyć się w jego łóżku, okryta przesączoną jego zapachem pościelą i czekać tak na jego powrót albo na sens - zależy co pierwsze ją dopadnie.
- Wracaj do mnie szybko - zachęciła go. Pocałowała go raz jeszcze - długo, namiętnie - po czym odsunęła się, bo czuła, że jeszcze chwila i Zbihr nie wytrzyma, a wtedy rozstanie się będzie prawie że niemożliwe. A przecież oboje musieli coś zrobić. Jej na przykład przyszło do głowy, ze powinna zawiadomić Mordha o zaręczynach. - Kocham cię - szepnęła i uśmiechnąwszy się, wyszła.
//Apartament Zbihra, Sypialnia

...


,, - Zamknij się ! - krzyknęła Elena . - Trzymaj się od tego z daleka . A skoro już o tym mowa , to pomyśl lepiej o biednej Vickie Bennet . Jak myślisz , jak ona sobie radzi ?
- Nie mam pojęcia . Nie wiem , kim jest ta Vickie . Ciągle o niej mówisz , ale ja jej nigdy nie widziałem .
- Widziałeś . Nie kręć , Damonie , cmentarz , pamiętasz ? Zrujnowany kościół ? Dziewczynę , którą zostawiłeś tam błąkającą się w koszuli nocnej ?
- Przykro mi , nie . A zwykle pamiętam dziewczyny , które zostawiam błąkające się w koszuli nocnej " .
Powrót do góry Go down
Zbihr

avatar


PisanieTemat: Re: Kuchnia    Pon Sty 31, 2011 6:23 pm

Samiec uśmiechnął się słysząc wyznanie Belli. Sam z chęcią wolałby spędzić resztę życia razem ze swoją krwiczką w sypialni, jednak miał też inne obowiązki. A jak teraz z nią pójdzie to nikt go stamtąd nie wyciągnie aż do ceremonii? A potem znów zamknąłby ją w swojej sypialni.
- To poczekaj na mnie - mruknął i przyciągnął ją do siebie po raz ostatni i pocałował. z trudem wypuścił Bellę, by zajęła się swoimi sprawami. - Najlepiej bez ubrania, nie będziemy marnować czasu.
Powinien raczej nakazać jej przygotowania do ceremonii, ale mieli jeszcze czas. W końcu tydzień to mnóstwo czasu. Co mogło pójść nie tak, skoro Ghromowi udało się wszystko przygotować w znacznie krótszym czasie? Chyba tylko Pani Kronik mogła stanąć teraz Z na drodze.
- Ja ciebie też - wyszeptał cicho, patrząc jak jego miłość wychodzi z kuchni. Przyłapał się na tym, że zbyt natrętnie wpatruje się w jej zgrabne pośladki ale nie odwrócił się, dopóki Bella nie zniknęła na korytarzu. Z westchnął.
Czas wracać do pracy.
Zamierzał jutro skoczyć do domu Belli, ale co mu szkodziło wybrać się po nie teraz? Właściwie to nic. Ghrom powinien się cieszyć, że wojownik ruszył dupę i zajmuje się czymś więcej niż zaspokajanie cielesnych uciech. A to, że nie był w najlepszej formie... Przecież reduktorzy go nie zabiją. No przynajmniej zbyt łatwo im się to nie uda. Po chwili zastanowienia Z postanowił jednak poprosić bliźniaka o pomoc. Furiath również ostatnio się zaniedbał, więc wojownik musiał pilnować by żaden z nich nie zarósł tłuszczem. Jeszcze trochę i razem zmienią się w zwierzątka salonowe, przyzwyczajone do wylegiwania się na kanapie i pożeraniu przyniesionych przez służbę posiłków.
Brat nie odbierał, więc Z zostawił mu wiadomość na poczcie głosowej informując go gdzie idzie i jeśli nie ma co robić to mógłby do niego dołączyć.

//zt

...


Powrót do góry Go down
Zbihr

avatar


PisanieTemat: Re: Kuchnia    Pią Lut 04, 2011 3:40 pm

//Dom Belli/Piwnica

- I znowu w kuchni - mruknął, wchodząc do pomieszczenia.
Z jednak ukradł komuś samochód i szybko pokonał drogę do bractwa, a potem zaparkował go przy innych samochodach braci. Może żaden z nich się nie zorientuje, w końcu mają kasę na kupowanie kolejnych zabawek? Jeden samochód mniej, czy więcej...
Samiec położył torbę na stole a sam usiadł na krześle. Nie chciał jeszcze wracać do sypialni, gdzie bankowo trafi na Bellę. Nie chciał jej martwić a powrót do siedziby był dość męczący, więc musiał zebrać trochę siły zanim stawi jej czoła. Bo samica jakby miała rentgen w oczach i z łatwością odkryłaby jego słabość. Dlatego poczeka tu trochę aż rany na barku i boku będą mniej dokuczać i będzie w stanie towarzyszyć Belli przez cały ranek bez żadnego skrzywienia i stęknięcia.
Na wspomnienie lilan wzrok Zbihra sam podążył do ściany. To wspomnienie było... przyjemne. Jeśli takim słowem można określić dziki sex bez zahamować w kuchni, gdzie każdy może wpaść.
Po chwili nudnego siedzenia na krześle Z wstał i podszedł do zlewu. Tam odwiązał prowizoryczny opatrunek i zastąpił go kolejną prowizorką ze ścierki, która leżała na blacie. Zużytą ścierkę wrzucił do kosza, gdzie zakrwawiony materiał nie powinien zwrócić niczyjej uwagi i wrócił na krzesło.
Wziął jabłko i zaczął je jeść, mając nadzieję, że zaspokojenie głodu przywróci mu siły.

...


Powrót do góry Go down
Go??
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Kuchnia    Pią Lut 04, 2011 7:26 pm

/Apartament Królewski/Sypialnia/

Beth weszła do kuchni, w duchu myśląc co by tu przekąsić. Nie spodziewała się towarzystwa, ale okazało się, że kuchni siedział Z. i szamał jabłko.
-Hej Z.- Kiwnęła mu głową, nadal nie mogła nadziwić się przemianie, która zaszła w samcu. Zaskakiwało ja zwłaszcza spojrzenie żółtych oczu, które nie patrzyły już tak ponuro na świat.
Beth miała już na końcu języka pytanie czy nie będzie przeszkadzało mu jej towarzystwo, ale przecież do diabła to jest też jej kuchnia, Wiec ignorując samca pomyszkowała po lodówce, aż znalazła jakieś gotowe danie w pojemniku, do mikrofalówki. Odgrzała je i usiadła na przeciwko Z. Olała talerze i zabrała się za jedzenie prosto z pojemnika. Samiec siedział i po prostu ją obserwował, nie odzywając się ani słowem.
Po skończonym posiłku, chciał wyrzucić pojemnik do kosza ,ale dostrzegła w nim zakrwawione szmaty.
Wyciągnęła jedną z nich, odwróciła się w stronę Z. i zapytała.
- Wiesz coś o tym?
Powrót do góry Go down
Zbihr

avatar


PisanieTemat: Re: Kuchnia    Pią Lut 04, 2011 7:43 pm

Z sięgnął po drugie jabłko w spokoju je pałaszując, kiedy wparowała Beth. Samiec nieznacznie skinął głową, nie przeszkadzajac sobie w konsumpcji. I nadal jadł nie spuszczając wzroku z samicy, a kiedy ta skończyła przygotowywać posiłek i poszła do kosza. Zbihr przygotował się na jej kolejne pytanie więc nadal miał znudzony wyraz twarzy, gdy odwróciła się w jego stronę pytając o dowód numer 1. Samcowi nawet powieka nie drgnęła, dalej wpatrywał się w Beth beznamiętnie, nie mówiąc ani słowa. Spojrzał na ścierkę i się skrzywił.
- Wiem co to jest. Wygląda trochę jak ścierka ale nie oczekujesz chyba wykładu na temat jej powstawania i wyrobu? Bo gówno o tym wiem.
I dalej wrócił do ostentacyjnego zjadania jabłka - odkrajał małe kawałki i wkładał do ust. Najchętniej przestałby jeść zaraz jak weszła samica, ale wolał jednak mieć jakieś zajęcie dla rąk. A trzymanie noża w dłoni działało uspokajająco. Z ukroił kolejne kawałek owocu i dopiero wtedy spojrzał na Beth.
- Chyba nie zamierzasz zająć się robótkami?

...


Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Kuchnia    

Powrót do góry Go down
 
Kuchnia
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Bractwo Czarnego Sztyletu Forum PBF - RPG  :: Okolice Caldwell :: Ośrodek Bractwa :: Rezydencja Bractwa-
Skocz do:  
Free forum | © phpBB | Free forum support | Kontakt z | Report an abuse | Sosblogs