Bractwo Czarnego Sztyletu Forum PBF - RPG

Bractwo Czarnego Sztyletu
 
IndeksIndeks  PortalPortal  Partnerzy  FAQFAQ  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Kuchnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
AutorWiadomość
Butch

avatar


PisanieTemat: Re: Kuchnia    Sob Gru 25, 2010 4:22 pm

początek

Butch wpełzł do kuchni w siedzibie bractwa.
Zajrzał do kuchni, bo stamtąd dobiegały go głosy rozmowy. Stanął w drzwiach i podrapał się po głowie.
-Hejka- powiedział lekko znudzonym głosem. e wycofa się i nie zwieje, jak kretyn. Liczył, że zobaczy tu Marissę, ale nie było jej, trochę go to zawiódło.
-No i co tam? Spojrzał na obecnych i tych, którzy właśnie opuszczali pomieszczenie. Jakoś nie przejmował się wampirzymi fochami, poznał ich naturę i ogólnie, to miał teraz totalny zlew. Nie było Marissy.. znowu.
Powrót do góry Go down
Bella

avatar


PisanieTemat: Re: Kuchnia    Sob Gru 25, 2010 4:37 pm

Odprowadziła Beth wzrokiem i westchnęła ponownie. Coś chyba było z nią nie tak, bo jakoś nigdy nie użalała się nad sobą i nie wzdychała raz po raz z byle powodu. Ale zazdrościła, tak cholernie zazdrościła tej samicy, która dopiero co opuściła kuchnie. Co mogła na to poradzić?
Oczywiście nie chodziło jej o Ghroma, czy Ślepego Króla, jak zwykli go nazywać. Owszem, porażał urodzą, jak większość wampirów, ale ta cała chemia i przyciąganie do jego osoby, było zarezerwowane tylko i wyłącznie dla Elizabeth. I działało, jak widać po zachowaniu wampirzycy.
Nie. Bella zazdrościła jej tego uczucia, miłości. Tego, że ta samica miała swojego brońca, kogoś na kim mogła zawsze i wszędzie polegać. Męża. Kogoś kto przytulał ją, całował, zarówno na dzień dobry jak i na do widzenia. Kogoś kto kochał ja taką, jaka była. Kto po prostu był.
Chciała by między nią i Zbihrem zrodziło się podobne uczucie. By nie musiała już żyć w niepewności, plątać się w ich zawiłych relacjach. Chciała by przestał wpychają ją w ramiona Furiatha - mogła być jego rodziną, ale tylko i wyłącznie jako jego bratowa. Jako krwiczka Zbihra.
Z zamyślenia wyrwało ją przybycie jakiegoś mężczyzny. Machinalnie podniosła głowę i obróciła się w stronę drzwi.
- Hej - rzuciła, z braku lepszych pomysłów. Miała wrażenie, że kogoś szuka, ale tego kogoś chyba nie było w kuchni. Uśmiechnęła się pod nosem. Czy ona też zachowywała się jak wariatka, gdy mimowolnie rozglądała się za Zbihrem? Czy może bardziej przypominała zakochaną i rozproszoną Beth, która jak na skrzydłach leciała do swojego brońca? - Yyy... Jestem Bella... - dodała, postanowiwszy się przedstawić. Oczywiście musiała wiedzieć wszystko o wszystkich, więc logiczne było, że musiała poznać imię faceta, którego widziała po raz pierwszy.
Przyjrzała mu się. Potrzebowała chwili by pojąć, że on nie jest taki jak ona.
Człowiek?, pomyślała nieco skołowana.
Cóż, chyba nic nie miało jej już zdziwić.
Powrót do góry Go down
Butch

avatar


PisanieTemat: Re: Kuchnia    Sob Gru 25, 2010 5:06 pm

Chłopak wyszczerzył zęby w szerokim uśmiechu i podpełzł do dziewczyny. Wyciągnął rękę.
-Witam, Butch, no tak przynajmniej wszyscy na mnie wołają- posłał jej kolejny uśmiech. On już chyba zapomniał swoje prawdziwe imię, bo rzadko go używał. No przynajmniej tu, to wcale.
-Bella? -Spojrzał na dziewczynę, czy to imię mu coś mówiło? Aaa coś świtało w tej łepetynie, ale nie za wiele, rozczarowanie brakiem ślicznotki- jego ślicznotki.
-Czy my się znamy -przechylił głowę, lustrując dziewczynę, jakoś nie mógł zajarzyć, o co kaman, ale jej imię.. coś mu mówiło. Jak to mówią dzwony biją, ale nie wiadomo w którym kościele.
Stał jak mały szaleniec szukając w myślach odpowiedzi, pewnie wyglądał jak nawiedzony, ale co go to? I tak był prawie u siebie.
-No to kim jesteś? -Zapytał radośnie i klapnał na stołku na przeciw dziewczyny.
Powrót do góry Go down
Bella

avatar


PisanieTemat: Re: Kuchnia    Sob Gru 25, 2010 5:20 pm

Uśmiechnęła się mimo woli. Butch... A niech będzie i Butch. Człowiek czy nie, miał w swoim sposobie bycia coś co sprawiało, że od razu zaczynało się go lubić. Nie żeby Bellę zauroczył, ona wiedziała czego chce i była stała w uczuciach. Po prostu chciała porozmawiać z kimkolwiek, a on wydawał się odpowiedni do tej roli.
Uścisnęła jego dłoń, nie czując się tym wcale skrępowana. Nawet tym, że nie był jednym z jej pobratymców.
- Znamy? - zmarszczyła czoło. Czy kiedykolwiek poznała jakiegoś człowieka na tyle by musiała go pamiętać? Nie przypominała sobie. A Butcha na pewno by zapamiętała, gdyby kiedykolwiek wcześniej zamienili choć kilka słów. Albo sęk był w tym, że on był mężczyzną, a ona w głowie miała tylko i wyłącznie Zbihra. I to co do niego czuła. Wszelakie plany na przyszłość... Chciała by w nich uczestniczył.
Jako jej partner.
Jako broniec...
Ziemia do Belli, pomyślała. Boże, jak często ostatnio się rozpraszała. A to wszytko było winą tego uparciucha. Nawet nie chciał z nią normalnie porozmawiać, wysyłał sprzeczne sygnały...
A jednak zaprzątał cały jej umysł.
- Nie sądzę - wróciła do rozmowy z Butchem. Świetnie, pewnie miał ją za jakąś wariatkę, co raz po raz się zawiesza. Z resztą nie ważne. - Jestem siostrą Mordha... - dodała, gdyby imię jej brata miało mu coś powiedzieć. - A ty... Jesteś człowiekiem - powiedziała po chwili wahania. Dopiero po chwili uświadomiła sobie, że zabrzmiało to trochę głupio. - Oczywiście nie ma w tym nic złego, po prostu... Nie myślałabym, że w siedzibie bractwa...
Najlepiej się zamknę i nic nie będę mówić...
Była zła na Zbihra, choć to nie była jego wina. Tylko i wyłącznie ona, Bella, była odpowiedzialna za to co mówiła i myślała. Zaczęła też żałować, że w żyłach wampirów krąży krew - nie zaczerwieniłaby się, zażenowana swoją głupotą, gdyby było inaczej. Ale teraz już nic nie mogła na to poradzić.
Powrót do góry Go down
Mary
Admin
avatar

Partner : Rankohr

PisanieTemat: Re: Kuchnia    Sob Gru 25, 2010 5:22 pm

Mary Wywróciła oczami.
- Bella. Ta Bella której szukaliście. -fuknęła na glinę.
Uznała że to przez nadmiar alkoholu gliniarz miewał zaniki pamięci.
Odeszła od stołu odnieść swój pusty kubek do zlewu a jej tułów zniknąl za białymi drzwiczkami zajmując się zbyt bogatą zawartością lodówki.
- Tak... jest człowiekiem. -upewniła Bellę.
- Kurde! ....jakby to było coś dziwnego. -zaśmiała się wymawiając swoje myśli na głos. W końcu Mary też nie była dziwadłem.

...


I've seen it all, I've seen the dark
I've seen the brightness in one little spark.
I've seen what I chose and I've seen what I need,
And that is enough, to want more would be greed.
I've seen what I was and I know what I'll be
I've seen it all - there is no more to see!

What about China? Have you seen the Great Wall?
All walls are great, if the roof doesn't fall!


Dotykasz mnie wzrokiem, czasami robisz to tak intensywnie jakbyś robił to swoimi dłońmi.
Powrót do góry Go down
Butch

avatar


PisanieTemat: Re: Kuchnia    Sob Gru 25, 2010 5:59 pm

Butch walnął się w głowę i uśmiechnął do dziewczyn.
-A tak, wiedziała, że skądś ją kojarzę- zarechotał się sam z siebie. No może pił trochę dużo, ale nie ma potrzeby zaraz mu na każdym kroku to wypominać.
-Mary nie irytuj się tak, nie jestem wszechwiedzący i nie mam tak dobrej pamięci jak wampiry- uniósł rozbawiony brwi do góry, śmiejąc się znów. Nie ma to jak żyć z wampirami, zero luzu i sztywniactwo... ale i ludzie są tu jacyś drętwi mahah uśmiechnął się do swoich myśli i dotarło do niego, że to było dwuznaczne, dobrze, że nie wypalił z tym tekstem na głos.
-No i jeśli Wam tak bardzo przeszkadzam drogie panie, to mogę się ewakuować, nic prostszego,- siknął głową i przyjrzał się Mary. Czy on ją czymś wkurzył dzisiaj? Ostatnio, że tak na niego, na jego brak orientacji zareagowała? No był miły i ogólnie fajny, więc?? Patrzył teraz przenikliwym wzrokiem na Mary, co jakiś czas zerkając na wampirzycę Bellę.
Powrót do góry Go down
Bella

avatar


PisanieTemat: Re: Kuchnia    Sob Gru 25, 2010 6:22 pm

Spojrzała na Mary i zakryła usta dłonią, chcąc powstrzymać nerwowy i nieco histeryczny śmiech.
- Boże, przepraszam, Mary - jęknęła. - Po prostu ty jesteś zawsze i już nie myślę o tym, że jesteś... Zwyczajna - usprawiedliwiła się pośpiesznie, zażenowana tym, że zachowuje się jak idiotka. Miłość jest przereklamowana, pomyślała, bo jedyne co jak na razie miała ze swojego uczucia to odrzucenie i całkowitą niepewność.
Spojrzała na Butcha.
- Dziękuję - powiedziała, gdy dowiedziała się, że był on jednym z tych, którzy ją szukali. - Za to, że próbowałeś pomóc w odnalezieniu mnie. To dla mnie ważne... - wyjaśniła, podpierając brodę na dłoniach. Miała nadzieję, że przynajmniej ten człowiek nie zbyje jej tak jak Z., który zaczął ględzić coś o tym, że nie ma przepraszać, bo wypełniał tylko swoje obowiązki. Według niej miała za co dziękować. Była wdzięczna za wszystko i tyle.
Zacisnęła usta w cienką linijkę, uświadomiwszy sobie, że Butch wziął jej dziwne zachowanie jako okaz niechęci i taktownie chciał się ulotnić. Bella nie mogła na to pozwolić.
- Nie, zostać. Jak dla mnie możesz zostać - zapewniła, nie chcąc wypowiadać się za Mary. - Przepraszam, ja tak czasami mam, że się zamyślę - skłamała. Miała tak od niedawna, odkąd jej uczucia do Zbihra stały się klarowne i jasne. Nie to co ich relacje... - Poza tym jestem jeszcze skołowana. Z resztą nie ważne... - ucięła i postanowiła zmienić temat. - Kiedy tu przyszedłeś, miałam wrażenie, że kogoś szukasz. Mylę się? - zapytała, szczerze zaciekawiona. Postanowiła zająć swoją uwagę czymś innym, czymkolwiek, byle nie Zbihrem.
Taak, jakby to było możliwe.
Zastanawiała się, gdzie on może teraz być. Chciała do niego pójść i pogadać w cztery oczy, choć najprawdopodobniej nie miała być mile widziana. Musiała zapytać go o to, czy nie zechciałby jej dokrwić. On, nie Furiath. Wiedziała, że tylko będąc z nim sama miała szansę uzyskać szczerą odpowiedź.
Nie była jednak teraz gotowa na rozczarowania.

...


,, - Zamknij się ! - krzyknęła Elena . - Trzymaj się od tego z daleka . A skoro już o tym mowa , to pomyśl lepiej o biednej Vickie Bennet . Jak myślisz , jak ona sobie radzi ?
- Nie mam pojęcia . Nie wiem , kim jest ta Vickie . Ciągle o niej mówisz , ale ja jej nigdy nie widziałem .
- Widziałeś . Nie kręć , Damonie , cmentarz , pamiętasz ? Zrujnowany kościół ? Dziewczynę , którą zostawiłeś tam błąkającą się w koszuli nocnej ?
- Przykro mi , nie . A zwykle pamiętam dziewczyny , które zostawiam błąkające się w koszuli nocnej " .
Powrót do góry Go down
Butch

avatar


PisanieTemat: Re: Kuchnia    Sob Gru 25, 2010 6:47 pm

Gdy Bella się pokrętnie tłumaczyła, zrozumiał, że są sprawy o których nie chce rozmawiać. On to doskonale rozumiał, więc tylko się uśmiechnął do dziewczyny, nie czyniąc jej żadnych wyrzutów. Przekręciła lekko głowę, gdy zaczęła dziękować za szukanie jej, że cieszy sie i takie tam.
-Spokojnie Bello... Nie musisz dziękować za nic, ja lubię pomagać i uznajmy, że zrobiłem to z czysta przyjemności. Chociaż.. muszę przyznać, że mi wstyd, że Cie nie odnalazłem. Jako gliniarz powinienem to uczynić bez trudu, a stało się inaczej- trochę spoważniał, mówił teraz bardziej wyważenie i roztropniej. Nie chciał niczym urazić wampirzycy.
Fakt był taki, że faktycznie ostatnio trochę pił i że szukał, tu osoby, której być to nie może. Jednak ten mały szczegół postanowił przemilczeć i powiedział, a raczej skłamał.
-Tak szukałem V. , ale to jest teraz nieistotne, więc.. -machnął ręką, żeby potwierdzić, że to błahostka i wampir nie jest mu niezbędnie potrzebny.
Mary siedziała naburmuszona i miała minę, no nieciekawą, więc Butch stwierdził, że nie zamierza dłużej tu siedzieć. Bella też była zamyślona i ewidentnie chciała być sama.
-Szanowne panie- skłonił się do obu dziewczyn- Na mnie jednak już pora. Do miłego.. Do zobaczenia Bello- posłał jej szczery uśmiech i wyszedł. Mary rzucił tylko przelotne spojrzenie i tyle.

zt
Powrót do góry Go down
Mary
Admin
avatar

Partner : Rankohr

PisanieTemat: Re: Kuchnia    Sob Gru 25, 2010 7:01 pm

- Bello. - odezwała się Mary wyjmując z lodówki talerzyk z kawałkiem sernika. Cieszyła się że wreszcie zostały same. Bezie mogła szczerze porozmawiać z Bellą.
- Czy coś cię trapi? Widze że jesteś trochę skołowana. Chodzi o Zbihra tak?
Miała nadzieje że Bella zdołała już się otrząsnąć po porwaniu, w koncu teraz jest już bezpieczna i nic jej nie grozi.
- Bello nie chcę żebyś się o cokolwiek martwiła. -Mary szybkimtruchtem podeszła do krzesla Belli o objęła ją za szyję.
- Nik nie pozwoli cię więcej skrzywdzić.
Mary nie musiała czytać jej w muślach by wiedzieć co się dzieje. Wydawalo jej się że ton głosu i wzrok przyjaciółki był inny niż przed porwaniem.
Czasem sama chciałabym być silnym wojownikiem. pomyślała wzdychając. Wciaż niewypuszczała Belli z objęć.

Powrót do góry Go down
Bella

avatar


PisanieTemat: Re: Kuchnia    Sob Gru 25, 2010 7:09 pm

Butch mimo wszystko wyszedł, ale przynajmniej zrozumiał co nią kierowało. Nie miała mu tego za złe. Ani tego, że nie był przy jej odnalezieniu. Ważne, że była tutaj. Że żyła. I że chciał jej pomóc. Intencje się liczą, oj liczą.
- Tak, jasne... - mruknęła, odprowadzając go wzrokiem. Wiedziała, że nie chodzi o Vhrednego, ale nie dążyła tego. Szczerze, nie interesowało jej to. Zbihr przysłaniał wszystko.
Rozmyślała jeszcze przez dłuższą chwilę. Nie wiedziała co ze sobą zrobić. Mary się nie odzywała, a nawet jeśli by zaczęła, to nie miała ochoty na rozmowy. Z nikim. Zbyt zadręczała się swoimi uczuciami i zagmatwanymi relacjami ze Zbihrem.
Sądząc po znaczących spojrzeniach i wymianie zdań między Mary i Elizabeth, nie przywidziało jej się - brat-bliźniak Furiatha na prawdę coś do niej czuł. Coś więcej. Coś dobrego.
Może nawet ją kochał.
I ona go kochała. Nad życie.
Powstrzymała westchnięcie. To wyglądało jasno, tak...
Ale zaraz przypomniała sobie jak zachowywał się, gdy powiedziała cokolwiek. Nie okazywał uczuć i traktował ją chłodno, na dystans. Nie ufał jej jako samicy i potrafiła to zrozumieć. W końcu znała jego przeszłość. Ale to i tak ją bolało, bo nie chciała by odczuł z jej strony... coś złego.
Z zamyślenia wyrwała ją Mary. Podniosła wzrok na przyjaciółkę. Musiała przyznać jej rację.
- Tak, chodzi o Zbihra... - zgodziła się. - Ja po prostu za nim nie nadążam. Ta cała sytuacja jest taka zakręcona... A mnie po prostu boli rezerwa z jaką się do mnie odnosi, choć wiem o co mu chodzi. I sęk w tym, że ja po prostu zupełnie bezwarunkowo go kocham - wyznała w końcu. Tak, powiedziała to. Ale były same i wiedziała, że Mary może zaufać.
W objęciach przyjaciółki poczuła się pewnie, a już na pewno bezpieczniej. Spojrzała na Mary z wdzięcznością. I podjęła pewną decyzję.
- Chyba do niego pójdę - oznajmiła. - Muszę porozmawiać z nim sam na sam - dodała.
Raz jeszcze spojrzała z wdzięcznością na Mary i wyszła.
//Apartament Zbihra, Sypialnia

...


,, - Zamknij się ! - krzyknęła Elena . - Trzymaj się od tego z daleka . A skoro już o tym mowa , to pomyśl lepiej o biednej Vickie Bennet . Jak myślisz , jak ona sobie radzi ?
- Nie mam pojęcia . Nie wiem , kim jest ta Vickie . Ciągle o niej mówisz , ale ja jej nigdy nie widziałem .
- Widziałeś . Nie kręć , Damonie , cmentarz , pamiętasz ? Zrujnowany kościół ? Dziewczynę , którą zostawiłeś tam błąkającą się w koszuli nocnej ?
- Przykro mi , nie . A zwykle pamiętam dziewczyny , które zostawiam błąkające się w koszuli nocnej " .
Powrót do góry Go down
Mary
Admin
avatar

Partner : Rankohr

PisanieTemat: Re: Kuchnia    Nie Sty 02, 2011 12:32 pm

- Dobrze, leć. powiedziala.
Uśmiechneła się tylko i zajeła robieniem kanapek.
Była szczęśliwa że Bella wreszcie znalazła swoją miłosć. Miala jedynie nadziejeze ta historia skończy się dobrze.


zt
Powrót do góry Go down
Zbihr

avatar


PisanieTemat: Re: Kuchnia    Wto Sty 11, 2011 4:11 pm

//Apartament Królewski - Salon

Samiec dotarł do kuchni okrężną trasą, nadkładając drogi. Nie mógł teraz spojrzeć bratu w twarz, po tym co na nim wymusił. I nagle okazuje się, że bezpodstawnie. Bella wcale nie odeszła bez pożegnania, a czasu cofnąć się nie da. Na szczęście kuchnia była pusta - nie lubił jeść przy innych.
Zrobił mały rekonesans, sprawdzając co mógłby zjeść.
Jabłka. Uwielbiał jabłka, ale nawet on widział, jak wyglądał. Był umięśniony, cały wolny czas spędzał na siłowni, ale nie zmienia to faktu, że był wychudzony. Jasne, najpierw masa a dopiero potem rzeźba? Jeśli komuś mój wygląd nie odpowiada, to niech mi powie to prosto w twarz. Co wcale nie oznacza, że zamierzał zmienić dietę. Jedzenie potrafiło być zdradliwe i nigdy nie można być pewnym co się w nim znajduje, dlatego najlepiej jeść wszystko co surowe. Nigdy nie zgadniesz, kiedy ktoś postanowi dodać środki uspokajające do twojego obiadu. Kolejny uraz z okresu niewolnictwa?
- Nieważne, pieprzyć to, mam teraz większe problemy na głowie.
Jak chociażby idiotyczne zakochanie się. I związanie z samicą, która jest dla Zbihra ważna.
Zbihr zaczął konsumpcję, siadając grzecznie przy stole. Przed sobą postawił kosz z owocami.

...


Powrót do góry Go down
Butch

avatar


PisanieTemat: Re: Kuchnia    Czw Sty 13, 2011 9:39 pm

//Zero Sum

Butch wlekł dupsko do domu. V się gdzieś podział.. nie było go w bunkrze, samemu mu się siedzieć nie chciało. Głodny był, a w jego melinie nic zdatnego do jedzenia nie było, to taki standardzik. Dlatego nasz słodki B przyszedł do rezydencji, wparował jak zwykle, ale gdy w kuchni zobaczył Zbihra, to zwolnił kroku.
- Eee, hej Z.... co tam? - Podrapał się po czuprynie i ruszył do lodówki, pomyszkował tam dobra chwilę i wyją pełny talerz żarcia. Wstawił do mikrofali i czekał, czekał, czekał.. czekał aż mikrofala zrobi to charakterystyczne ptink i żarełko będzie ciepłe. No i się doczekał. Uradowany jak nie wiem co. podszedł do stołu.
- Można? - spytał grzecznie, jak na cham.. który się wjebał do cudzej kuchni wyżreć resztki. Nie czekał na odpowiedź i tak usiadł.
Powrót do góry Go down
Zbihr

avatar


PisanieTemat: Re: Kuchnia    Czw Sty 13, 2011 9:50 pm

Po jakiejś pół godzinie obżarstwa jabłkami do kuchni jak gdyby nigdy nic wparował Butch. Glina nawet zapytał się o samopoczucie Zbihra, chociaż miał to głęboko gdzieś i rozpoczął rewizję lodówki, napełniając cały talerz jedzeniem, które zapewne zostało z wczorajszego obiadu. Chociaż przecież był gliną, na pewno jadał gorzej, a te resztki musiały być dla niego wielką ucztą.
Można? Nie kurwa, wypierdalaj, uśmiechnął sie krzywo, a jednak siadasz?
- Nie mój stół, jak chcesz to sobie przy nim siedź - powiedział głosem wypranym z emocji. To i tak było już coś, skoro gniew i ironia ucichły na chwilę.
Zbihr odłożył nóż i odsunął od siebie jabłka. Skoro glina już tu wszedł, to jego posiłek się skończył. Jedzenie przy człowieku nie było teraz na górze listy rzeczy do zrobienia. Więc siedział w ciszy, nie spuszczając wzroku z Butcha. W końcu jednak odezwał się. Glina był jednak swój chłop, skoro zaangażował się w poszukiwania Belli.
- Co... tam? - zapytał tonem, brzmiącym tak samo jak ten przed chwilą. Samiec nigdy nie umiał prowadzić głupich rozmów o niczym, a właśnie taka się szykowała. - Zgubiłeś V?

...


Powrót do góry Go down
Butch

avatar


PisanieTemat: Re: Kuchnia    Czw Sty 13, 2011 10:03 pm

Widział, że Z nie jest szczęśliwy i zadowolony, że on się tu kręci. Jednakowoż.. miał to w dupie. To, że Z wszystko wkurwia było normą, do której wszyscy przywykli, nawet Butch. Wpałaszował wszystko w parę sekund, jak by pierwszy raz w życiu, żarcie widział. Spode łba zerknął na towarzysza, który chyba.. może, nie wiem, ale tak się zdawało.. chciał pogadać.
Bo to o stole B puścił mimo uszu, wiedział jakie Z ma podejście do wszystkiego, zwłaszcza do niego. Człowiek kręci się po domu, pupil, kłopotliwy.. karmić trzeba i takie tam, ale się przydaje .. czasami. Tak też B myślał o sobie, wracając jednak do meritum sprawy,
- No wiesz... ale gdzie, że tam? Tam w bunkrze, czy że tam w świecie? Bo wiesz - odkaszlną - A V? A bo ja wiem? - wzruszył ramionami - Chyba się gdzieś szlaja, ale nie w ZS, bo stamtąd wracam i go tam nie było, może powołanie miał i poszedł nawracać? - Zamyślił się Butch. Faktycznie nie miał pojęcia gdzie jego kumpel.
- Kurwa.. chyba trening by się przydał - B poklepał się po brzuchu. Mięsień alkoholowy mu zaczął rosnąć. To by zły znak, bardzo.
- A ty nie w terenie? - zapytał zdziwiony. O tej porze Z rżną kurwy i chlał w knajpie..
Powrót do góry Go down
Zbihr

avatar


PisanieTemat: Re: Kuchnia    Czw Sty 13, 2011 10:18 pm

No właśnie, nawet glina zaczyna mu wypominać lenistwo i brak zaangażowania w walkę z reduktorami. Jakby sam nie zauważał, że coraz mniej czasu spędza na swoich powinnościach. Ostatnie opuszczanie siedziby to praktycznie tylko sprawy dokrwienia się. Chociaż raz uratował samicę, to powinno się jakoś przełożyć na patrole. Poza tym, ostatnio panował zakaz samotnych łowów, a Furiath nie wydawał się chętny na towarzyszenie wojownikowi.
- Pilnuję Belli - powiedział krótko, jakby rzeczywiście przebywanie z samicą było taką ważną sprawą, którą stawiał nad obowiązkami. - Przez najbliższe parę dni wolę jej nie zostawiać samej w bractwie. Nigdy nie wiadomo co się wydarzy?
Chrzanił. Po prostu nie zostawi jej dopóki nie przejdzie chcączki. Nie był tak naiwny, by zaufać braciom, ze żaden jej nie tknie. Chociaż teraz, gdy został jej brońcem... ktokolwiek jej dotknie, będzie miał własne jaja w gardle. I to bardziej urwane niż przyczepione.
- Jak chcesz trenować to idź do ośrodka - wzruszył ramionami, samemu nie wierząc w to, że jest aż tak miły. Uśmiechnął się do gliny, prezentując cały rząd ostrych zębów. Zdecydowanie nie był to miły uśmiech. - A może jakiś sparing z jednym z nas?

...


Powrót do góry Go down
Butch

avatar


PisanieTemat: Re: Kuchnia    Czw Sty 13, 2011 10:34 pm

B spojrzał na Z jakby ten miał nie tak pod sufitkiem.
- Z.. czy Tobie aby nie odpierdala? No wiesz... - Butch zrobił taką minę, jak by mu ktoś nasrał, ale nie będziemy się czepiać o szczegóły. Chodziło o sam fakt dziwnej miny, spowodowanej jeszcze dziwniejszym zachowaniem Zbihra.
- Ok może ja nietutejszy, ale jeszcze takiego odpierdolca nie mam. Jednak, wydaje mi się; primo... od kiedy Ty taki obrońca niewiast i uciśnionych? A po drugie primo... coś ty taki ..., że niby, że miły, ...no jak na Ciebie? - To chyba nie Belli ten okres się zbliża, albo Z już jest w ciąży?? Butch miał lekkie takie.. niejasności, co począć z tym fantem.
- Jasne, aj nie mam nic do Twojego patrolu, żeby nie było.. myślałem, że po prostu.. gdzieś tam.. coś .. to teges.. krew i takie tam.. - uniósł ręce w geście poddania się. Pomachał głową z niedowierzaniem i to sporym. Z zachowywał się, jak by go kosmici uprowadzili i oddali zupełnie inną osobę. Ej.. a może? Trzeba sprawdzić tą teorię.
- Sparing,.. z jednym z was? Ta jasne a później zęby na szufelkę będę zbierał. Nie dzięki, lubię moje uzębienie. - Podszedł do lodówki i wuja butelkę zimnej wody i klapną ponownie na stołek.
Powrót do góry Go down
Zbihr

avatar


PisanieTemat: Re: Kuchnia    Czw Sty 13, 2011 10:53 pm

- Licz się ze słowami, bo mi zawsze odpierdala - warknął, nie wytrzymując swobodnego tonu Butcha. Nie byli kumplami po piwku, raz naszło go na normalną rozmowę i już tego pożałował. - Czasami zdarza mi się być miłym a potem, pstryk... - dla podkreślenia słów, rzeczywiście pstryknął palcem. - nie ma czego zbierać po osobie, która mnie wkurwiła. A ty, zaczynasz mnie wkurwiać.
Nieutulony w żalu Z. zamilkł na chwilę, przetrawiając odmowę Butcha. Niepotrzebnie się napali na możliwość zlania gliny, po którym nie poniósłby żadnych konsekwencji. Ale musiał spróbował. Kto później miałby mu za złe "pomaganie" w przywracaniu formy człowieka? A sprawa Belli to już była inna strona medalu. Nie musiał być szczery, dopóki glina trzymał się z daleka.
- Samica jest moja, więc przez jakiś czas nie zamierzam spuszczać z niej oka. Będę tak robił dopóki nie uznam, że mogę zrobić inaczej. I do twojej informacji jestem w formie. Wystarczającej by jeździć samochodem i zabijać każdego kto się napatoczy - teraz to trochę przesadził. Sam widział jak ostatnio schudł a świeże rany na plecach niczego nie ułatwiały. Jak gdyby nigdy nic, powrócił spokojnym tonem do miłej rozmowy. - Czemu nie zainteresujesz się własną samicą?
Nie orientował się zbyt dobrze, ale na pewno musiała jakaś być.

...


Powrót do góry Go down
Butch

avatar


PisanieTemat: Re: Kuchnia    Czw Sty 13, 2011 11:09 pm

Butch zaczął się brechtać.. tak ciąża zdecydowanie. Te zmiany nastroju, i zachcianki na bycie z samicą.. jak nic mahahaha.
Nasz milusiński policjant patrzył na Z bezpciowo, jakoś nie obawiał się jego gróźb, wiedział jaki jest mały Zbir.
- Stary weź na wstrzymanie co? Wyluzuj, bo Ci jakaś żylaka pęknie, czy coś. Nikt nie zamierza się tykać twojej samicy, znaczy Belli. - pokręcił głową. wiedział, że Z ma ochotę mu przyjebać, jak zawsze zresztą, ale co tam. Butch był tym typem; aroganckiego i pyskatego skurwiela, więc trudno mu było spoważnieć, to se ne da pane Hawranek..
- Chryste panie Zbihr... To może idź do niej.. - Ulżyj sobie i nam - a nie się na wszystkich wyżywasz. A co do "mojej samicy"... to ty się już o to nie martw, jest dopieszczona. - wyszczerzył ząbki w głupim uśmiechu.
Tak dopieściła ja i to jak.. rozdziewiczył,... co okazało się jednak nie lada wyczynem, laska była wąska w pasie, oj sorry.. nie ważne.
- Chłopie, spoko.. wiem że masz zdolności mordercy, no ale ostatnio to ty nie wyglądasz jak ten młody bóg. Raczej jak trzy ćwierci do śmierci. - Ja pierdole, dostanę za to w ryj, ale taka była prawda. Z nie wyglądał najlepiej, był jak szkapa na dobicie, a nie rasowy ogier na wystawę, no nikt nie może zaprzeczyć, każdy oczy ma i widzi.
Powrót do góry Go down
Zbihr

avatar


PisanieTemat: Re: Kuchnia    Czw Sty 13, 2011 11:27 pm

Nie zrobił tego, pomyślał zaskoczony, czując jak jego mięśnie napinają się bez jego woli. Przed chwilą nie podważył mojej siły ani zdolności. Nie poddał w wątpliwość mojej waleczności... Ale zaprzeczanie niczego nie przyniosło. Glina powiedział co powiedział, a że zaraz go zabije, to nikt nie powinien mieć mu za złe. Nie było świadków ale czyn się dokonał. To będzie tylko zwrot honoru, bez tych wszystkich ceregieli i formalności. Jedno cięcie i będzie leżał i kwiczał, gdy krew powoli będzie opuszczać jego ciało. Właściwie to wolał rozszarpać jego ciało, rozrzucając szczątki po całej kuchni...
- Jeśli robisz to tylko po to, żebym ci przywalił to całkiem dobrze ci to wychodzi - wycedził, z sykiem wypuszczając wstrzymywane powietrze. - Ale pomyśl dwa razy nim coś chlapniesz tym swoim językiem, póki jeszcze go masz - zamierzał pogrozić palcem jak przed małym chłopcem, przyłapanym na zaglądaniu dziewczynkom pod spódnice, ale gdy jego dłoń zatrzymała się przed nosem gliny, w ręku zalśnił nóż, którym wcześniej kroił jabłka. Nawet nie zauważył, że go trzyma, więc cofnął rękę. Gniew i nóż mogły spowodować tylko jedno, a on i tak już miał przerąbane u Ghroma.
- Nie zamierzam do niej iść - powiedział wolno, panując nad gniewem. - Jestem jej brońcem, więc kiedy będzie potrzebowała krwi to mnie wezwie.

...


Powrót do góry Go down
Butch

avatar


PisanieTemat: Re: Kuchnia    Pią Sty 14, 2011 1:08 pm

Tak.. chyba sam podstawia ryj, by mu go sprano. Nic dziwnego, że ma połamany nos, sam sie o to prosił, teraz jest tak samo. czy on ma myśli samobójcze? No czasami miewa, ale ostatnio.. nie za często, więc/
- Z... stary - nervosolu sobie golnij - Nie chciałem Cie obrazić, ani nic z tych rzeczy... ale ty chyba masz w domu lustro co? Więc nie oszukuj sam siebie, spójrz na własne odbicie w nim. - No teraz B chciał dobrze, na serio. Nie zamierzał się z niego nabijać, tylko życzliwie doradzić odpoczynek, czy co tam innego Z potrzebował.
- Jasne już milknę, to co jest między Tobą a Bellą, nie jest moją sprawą - Uciął temat. Nie zamierzał sie więcej narażać Zbihrowi.
- To ten, tego... ja może pójdę poszukać sobie jakiegoś twórczego zajęcia. - Kaszlnął, wstał, odłożył talerz do zmywarki i ruszył w stronę wyjścia.
- Z - odwrócił sie do niego w drzwiach. - Powodzenia. - i zniknął, nie miał ochoty chodzić z obita mordą.


zt
Powrót do góry Go down
Zbihr

avatar


PisanieTemat: Re: Kuchnia    Pią Sty 14, 2011 5:06 pm

Tak, chyba rozmowę mógł uznać za udaną. Wymienili kilka zdań i poznali swoją opinię na różne tematy. Może później samiec niepotrzebnie się uniósł ale przepraszać nie zamierzał. Nie uważał, że to była jego wina. Glina sam powiedział co powiedział, więc nikt nie mógł być na niego zły za jego reakcję. Butch miał przynajmniej tyle instynktu przetrwania, że wyszedł z kuchni zanim do czegoś doszło.
- Powodzenia - mruknął do siebie, gdy został sam. - Nie potrzebuję żadnego pieprzonego powodzenia. Sam rozporządzam swoim życiem.
Warknął, przyznając, że to tylko puste kłamstwa. Odkąd samica pojawiła się w jego życiu, nie było żadnego "rządzenia". Potulnie zgadzał się na wszystko, co było dla niej najlepsze, a własne pragnienia trzymał na wodzy. Tak skończyła władza nad własną przyszłością. Z. poruszył głową na boki, czując napięcie w karku. Musiało bym z nim gorzej niż myślał na początku, bo w całym ciele czuł dziwne napięcie. Może powinienem rozluźnić to na sali? Ze wstydem przyznał, że dawno nie trenował ani nie biegał, więc zapewne przez to znajduje się w takiej formie.
Samiec siedział nadal w kuchni, gdy dotarła do niego dziwna fala, podnosząca to na baczność. Zanim zdążył zareagować w jakiś sposób przyszła kolejna fala, jeszcze bardziej zwiększając objętość tego. Wojownika ogarnęło gwałtowne pożądanie, więc chwile mu zajęło rozgryzienie zagadki.
- Bella - wymówił imię samicy jakby było to jakieś przekleństwo. Bella dostała chcączki, a w domu mogli przebywać pozostali członkowie bractwa...
Samiec zaklął bezgłośnie i popędził do swojej sypialni, skąd wyczuwał samicę. Jeśli zastanie kogoś w jej pobliżu, to nikt go nie powstrzyma przed morderstwem.

//Apartament Z/Sypialnia

...


Powrót do góry Go down
Vrhedny

avatar


PisanieTemat: Re: Kuchnia    Pon Sty 17, 2011 2:54 pm

// Salon

V. przetrząsnął całą kuchnie w poszukiwaniu trunku.
- No, kurwa nie wierzę - ryknął.
Chciał się napić, a nie mógł znaleźć swojej ulubionej wódki.
No trudno, musi wybrać się do Zero Sum.
Pieprznął drzwiczkami szafki i zniknął.

// Zero Sum
Powrót do góry Go down
Go??
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Kuchnia    Sob Sty 22, 2011 9:52 pm

/Sypialnia/

Beth weszła do kuchni i zobaczyła tylko Fritza, upychającego brudne naczynia do zmywarki. Pewnie Rankhorn zrobił mały napad na kuchnię. Beth stwierdziła, że w sumie też mogłaby coś przekąsić.
- Podać coś panience?- zapytał psaniec.
- Nie dziękuje, sama obie coś zrobię - odparła Beth
Podeszła do lodówki, otworzyła ją i zaczęła przeglądać. Sama nie wiedział co właściwie mogłaby zjeść. Sałatka ziemniaczana - nie, warzywa na parze - nie, łosoś-nie. W końcu z tyłu lodówki odkryła pojemnik z chow mein z wieprzowiną i krewetkami. Wyjęła go z lodówki i włożyła do mikrofalówki. Miała zamiar trochę nie kulturalnie zjeść danie prosto z pojemnika. Odwróciła się i jej oczom ukazało się przygotowane nakrycie, obok którego stał uśmiechnięty Fritz. Beth nie chciała robić przykrości psańcowi, więc przełożyła danie na talerz i zaczęła je jeść jak na kulturalnego człowieka, to znaczy wampira przystało. Fritz krzątał się po kuchni, z uśmiechem na twarzy, to coś wycierając, to coś przestawiając. Psaniec był dobrym duchem rezydencji. No bo w końcu kto inny zaopatrywał by garderobę Butcha w markowe ciuchy?
-Fritz chciałabym się wybrać do domu Hardhego, zawieziesz mnie? - Zapytała Beth.
-Oczywiście panienko- odpowiedział jak zwykle uśmiechnięty Fritz. - pójdę przygotować samochód.
Beth skończyła posiłek i włożyła brudne naczynia do zmywarki.
A może tak małe zakupy i wypad do centrum handlowego, przy okazji.
Samica uśmiechnęła się do swoich myśli i poszła do garażu gdzie czekał już Fritz.

/ Cadilac Escalade Bractwa/

Powrót do góry Go down
Zbihr

avatar


PisanieTemat: Re: Kuchnia    Nie Sty 23, 2011 7:21 pm

//Zero Sum

Dotarli do kuchni niedługo po opuszczeniu Zero Sum. Bella od razu chciała pobiec do sypialni, więc Z musiał wykazać się wielką siłą, by ją zawrócić, choć pewien narząd głośno się sprzeciwiał. Obiecał jej kąpiel i sam również zamierzał z niej skorzystać. Będzie mógł bezkarnie dotykać samicy, w każdym miejscu.
Narząd? Właśnie tak ma mówić, zastępując to? Albo penis? Jasne, jeszcze lepiej, nadam mu imię i będziemy ze sobą gawędzili. Duży Z i mały Z. Chociaż ten mały Z nie był wcale taki mały...
Samiec musiał przestać przestać myśleć o seksie, bo tylko tego brakowało, by wziąć Bellę w kuchni. Na tym stole. Potem wspominałby o tym przy każdym posiłku. Stanowczo posadził samicę na krześle, podchodząc do lodówki.
- Siedź, a ja coś dla ciebie przyszykuję.
Otworzył drzwi lodówki, błagając o coś zjadliwego. Bella zasługiwała na najlepsze, więc nie zamierzał karmić jej zwykłymi jabłkami. Na szczęście wyglądało na to, że ktoś przygotował dla siebie jedzenie. Więc Z bez skrępowania powyciągał talerze, po kolei wkładając je do mikrofalówki.
- Zaraz będzie gotowe - mruknął do Belli, krzątając się przy blacie.
Ale i tak miał wyrzuty sumienia. Powinien upolować zwierzynę, oprawić ją i ugotować - ten posiłek byłby jej godny a nie podgrzewany makaron. W domu tak nie jadła. Na pewno zamawiała u służby wszystko na co miała życzenie. Coś wykwintnego. Krewetki albo ślimaki? Z w życiu nie miał czegoś takiego w ustach. Więc w jaki sposób miałby to przyrządzić? On nawet jajka nie umiał ugotować. Dotąd nie były mu przydatne takie umiejętności.
W końcu wszystko było już gotowe, więc ułożył wszystko przed Bellą i usiadł obok samicy, czekając aż zacznie jeść. Nie wyjdzie stąd dopóki każdy talerz nie będzie czysty.
- Jedz - zachęcił ją.

...


Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Kuchnia    

Powrót do góry Go down
 
Kuchnia
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Bractwo Czarnego Sztyletu Forum PBF - RPG  :: Okolice Caldwell :: Ośrodek Bractwa :: Rezydencja Bractwa-
Skocz do:  
Free forum | © phpBB | Free forum support | Kontakt z | Report an abuse | Create your own blog