Bractwo Czarnego Sztyletu Forum PBF - RPG

Bractwo Czarnego Sztyletu
 
IndeksIndeks  PortalPortal  Partnerzy  FAQFAQ  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Wampirze Przeznaczenie

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Ghrom

avatar


PisanieTemat: Wampirze Przeznaczenie   Czw Lut 17, 2011 8:38 pm

Wojny światów są bezsensowne Wampiry pierwszego i drugiego gatunku kontra wilkołaki - no sens. Bast uważa mnie za swoją prawą rękę, bo jestem szybszy i dużo lepszy w boju od przeciętniaków, z czego wcale się nie cieszę.
- Wolwer, uważaj! Za tobą! - Usłyszałem krzyk Basta
Nie zdążyłem nawet się obrócić, bo coś przygniotło mnie do Ziemi. Kiedy otworzyłem oczy widziałem przed sobą wielką, wilczą paszczę z tysiącem białych, obrzydliwych zębisk. Byłem przygnieciony i nie mogłem wyciągnąć ręki by zaatakować napastnika. Wtedy usłyszałem trzask, a wilkołak uniósł się w powietrze i został rzucony na pień.
- Nic Ci nie jest? - spytał Bast
Jęknąłem, bo właśnie poczułem ciepłą krew spływającą z moich rąk i ramion. Chłopaki wzięli mnie na pod barki, a ostatnie co pamiętam to to, że zostałem położony na tylnich siedzeniach.

- Nic mu nie będzie? - usłyszałem czyjeś pytanie, jakby z oddali
- Nie. Nieźle oberwał, ale powinien dzisiaj z tego wyjść. - to był kobiecy głos. Pewnie siostra Basta
- Jesteś pewna Lania?
- Tak Bast.
Próbowałem podnieść powieki, ale były takie ciężkie...w końcu otworzyłem oczy. Nade mną stały cztery postacie: Bast, siostra Basta, Torn, Vivien. Teraz wszyscy spojrzeli na mnie. Spróbowałem się podnieść, ale silna ręka Basta powstrzymała mnie.
- Nie wstawaj. Musisz odpocząć
- Nic mi nie jest. To tylko parę zadrapań. - protestowałem, ale czułem jak rany pulsują mi na całym ciele
- Yhym... - zaczęła Viv - Chyba rzeczywiście mało pamiętasz. Jesteś cały poharatany, jakim cudem nie zauważyłeś tego psa? - spytała z wyrzutem
- To nie moja wina, myślałem że widzę jakiegoś człowieka w lesie i szedłem w tamtą stronę całkiem zamyślony, a potem Bast krzyknął, ale nie zdążyłem zareagować. - tłumaczyłem się
- Ale wiesz przecież że rasy ludzkiej już nie ma wyginęli - powiedział Bast
- Bast wiem o tym ale to nie zmienia że myślałem że widzę jakiegoś człowieka. - powiedziałem z podniesionym tonem
- A Bast zawsze mówi że jesteś taki zdolny jak na wampira drugiego gatunku....
Vivien zawsze była zazdrosna o moją pozycję w zakonie. Sama nie była najgorszą wliczą pogromczynią, ale to w końcu wampirzyca pierwszego gatunku. Rzadko się zdarza, żeby Bast z Vivien się dogadywali chodź byli kiedyś parą. Oboje byli moimi najlepszymi przyjaciółmi w tym świecie, prawie rodziną.
Moi rodzice zginęli kiedy miałem dziesięć lat. Na moich oczach, rozszarpały ich wilkołaki. Kiedy zbliżali się do mnie wyskoczył za mnie Torn, załatwił jednego wilkołaka z reszta uciekła. Pamiętam ich czarną, zjeżoną sierść, żółte ogromne ślepia, przerażające, długie pazury i ich zwinne, szybkie ruchy. To byli bezwzględni mordercy, a moi rodzice nie mieli szans nawet z tak nie liczną watahą. Nie byli w zakonie, ledwo potrafili opiekować się mną i domem nie umieli zabijać, byli zwyczajnymi wampirami nie zdolnymi zabić wilkołaka. Byli niewinni. Wilkołaki to przerażające, nikczemne, brutalne i okropne stworzenia bez duszy i rozumu. To po prostu zwierzęta, z malutką domieszką ludzkiego genu. Potrafią się integrować, tworzą watahy takie jak nasz zakon i nawzajem się wybijamy.
Społeczność psów i wampirów nawzajem walcząca o przetrwanie.
- O czym myślisz, Wolwer? - spytał Bast
- O tym, że ta walka nigdy się nie skończy, że to głupota.
- Prawda - wtrąciła siostra Basta Lania nawlekając przeźroczystą nitkę na długą igłę.
- Czy to dla mnie? - spytałem patrząc na igłę.
Na twarzach wszystkich zagościł uśmieszki, u Lani trochę smutny, u Vvien chyba maskujący strach, a u Torna pobłażliwy. Wiedziałem już, że ta igła będzie zaraz przebijała moją dość bladą i delikatną skórę. Przed moim oczami widziałem już tylko poprzednią walkę z wilkołakiem kiedy to walczyłam z własną siostrą i ucierpiałem. Czemu jeszcze musze być wampirem drugiego gatunku? Przez to nie mam jeszcze w pełni wykształconych kłów ani zdolności regeneracji. Lania zszywając mi rany robiła jak najdelikatniej mogła a gdy skończyła.
- Teraz zdrzemnij się, potrzebujesz dużo odpoczynku - powiedziała i wyszła zamykając za sobą drzwi
Śniła mi się ludzka postać, przedzierająca się przez las z zawrotną prędkością. Nagle zatrzymała się i spojrzała na mnie. W świetle księżyca dostrzegłem, że ma jasne fioletowe i duże oczy. Dziewczyna miała jakieś osiemnaście, dziewiętnaście lat. Czarne rozczochrane włosy niechlujnie opadały jej na jedno oko. To nie był żaden z wilkołaków ani wampirów. Jak na wilkołaka miała za prostą postawę, a jak na wampira czy pierwszego czy drugiego gatunku to była za zwinna i za szybka ale była tak samo blada jak my wampiry. Zrobiła krok w moją stronę, jej usta wykrzywiły się w zimny uśmiech. Nagle usłyszałem wrzask i poczułam na sobie smród psiego oddechu....
- Uspokój się! - krzyknęła Lania - To tylko sen... - dodała widząc, że jestem wystraszony
- Przepraszam... - w pokoju było ciemno, tylko księżyc dawał światło, ale i tak był w połowie zasłonięty przez sylwetkę blondynki siedzącej na moim łóżku.
- Co ci się śniło? Krzyczałaś jakieś dziesięć minut, cały dom obudziłaś. Vivien narzeka, Torn poszedł sobie i tobie po tabletki na sen, bo on był chyba bardziej przerażony tymi krzykami niż Basta. - uśmiechnęła się, wstała i podała mi rękę - Chodź, zejdziemy do kuchni, jest piąta rano, nikt juz nie zaśnie.
Ująłem jej rękę i wstałem. Zeszedłem do przedsionka i przecisnąłem się obok wieszaka na kurtki. Mijając lustro zatrzymałem się by zobaczyć jak wyglądam. Moje czarne włosy wyglądały gorzej niż po wielkiej zamieci śnieżnej, przekrwione oczy miałem podkrążone, a źrenice bardzo rozszerzone.
- Wyglądam jakbym wpadł pod ciężarówkę! - powiedziałem bardziej do siebie niż do Lani
- No wiesz czy ja wiem? Do twarzy ci z tą fryzurą. - zaśmiała się ruszyła dalej ze mną.
Przy stole siedział Torn z wyraźnie rozdrażnioną Vivien. Rzuciłem jej pełne przeprosin oczy i powiedziałem:
- Sorki, miałem dziwny sen... - urwałem moja wypowieć bo bałem się że mnie wyśmieją.
- Psy jemu się śniły. - parsknął Bast
- Co? A ty skąd wiesz?! - nie ważne, z skąd wiedział, ten przemądrzały pawian powiedział to tylko by mnie wkurzyć
- Było słychać przez ścianę jak wrzeszczysz. - znów parsknął śmiechem. - A potem powiedziałeś : "Zjeżdżaj zapchlony kundlu". I co udało się?
Mi wcale nie było do śmiechu, ale Bastowi najwyraźniej nieźle się bawił. Nie zamierzałem ciągnąć tego tematu, więc go zmieniłem.
- Jak długo spałem? - spytała, zupełnie innym, łagodniejszym tonem.
- Hm... Mniej więcej dwa dni - odpowiedział bez żadnych emocji.
- Ile?! Boże....dwa dni w łóżku, to dlatego moje włosy wyglądają tak okropnie. Idę po prysznic. - natychmiast pobiegłem do łazienki.
Przed wejściem pod prysznic dokładnie obejrzałem swoje ranny. Moje ręce były całe poharatane przez zęby i pazury, tak jak szyja i prawy bok. Po zetknięciu z wodą zapiekły tak mocno jakby został palony żywcem. Trzy raz umyłem włosy szamponem. Na resztę ciała musiałem bardzo uważać by nie porozrywać szwów.
W pokoju wybrałem ciuchy. Ostatni dzień wolnego… trzeba założyć coś specjalnego… chodź czy ja wiem ostatni dzień wolności jest co świętować. Następny dzień miałem spędzić poznając nowe wampiry w akademii. Gdzie będziemy szkoleni do walki z wilkołakami. To nawet mi się podoba ale jeszcze ludzkie przedmioty które w walce nie są potrzebne szczególnie nam w zakonie. Dlatego my mamy mało ludzkich przedmiotów więcej szkolenia jak używać broni do pełnej przemiany w wampira pierwszego gatunku. Nasz cywilizacja opiera się w dużej mierze na ludzkiej wiedzy jak mówi Torn.

Resztę dnia spędziłem sprzątając swój zagracony wszystkim co możliwe bronią, ubraniami itd. pokój, pakując się do Akademii i rysując coś na co nawet nie patrzyłem pogrążony w myślach o wtorkowej bitwie z nieznaną mi jeszcze watahą wilkołaków którą ostatnio wytopił na zwiadzie Torn. Wtedy ktoś zapukał do mojego pokoju. Spojrzałem na kartkę papieru, na której coś gryzmoliłem i zauważyłem narysowaną ołówkiem postać z czarnymi włosami i postawą kota. Szybko zamknąłem szkicownik i obróciłem się w stronę drzwi.
- Cześć. Nie przeszkadzam? – spytała Lania dziwnie skrępowana.
- Nie, pewnie że nie, a o co chodzi?
- No… no.. – jąkała się zmieszana.
- No mów, nie obrażę się. – zachęciłem ją.
- Nie możesz iść we wtorek na bitwę! – wyksztusiła, wiedziała, że nienawidzę jak nie mogę walczyć z tymi bestiami.
- Spoko. A pogadaj z bratem bym mógł zostać w samochodzie i prowadzić? Proszę… - nie byłem zbyt przejęty myślą o tym , że nie będę przydatny z tymi wszystkimi ranami, ale wykorzystałem że Lania jest we mnie zakochana by pogadała z bratem i mogłem chodź z daleka podziwiać bitwę.
- Dobrze zaraz z nim pogadam. – powiedziała z uśmiechem na twarzy do mnie i wyszła z pokoju.
Nie minęło może 10 minut i znów słyszę pukanie do drzwi.
- Hej. Lania powiedziała mi o co chodzi. – powiedział Bast.
- To co mogę z wami jechać? – spytałem z nieukrywaną ciekawością.
-Yhym… no dobra, ale ja rozwalisz moją Betty to cię zamorduję. – Betty to samochód, jego czarne błyszczące BMW, z chromowanymi felgami, Kochał je chyba bardziej niż własną siostrę, którą opiekował się od małego.
Kiedy Bast wyszedł, wróciłem do swojego rysunku cudownej dziewczyny. Zdawała mi się dziwnie znajoma, te włosy, duże oczy i delikatna, ale prosta postura…
Nadszedł najgorszy dzień w moim życiu – pierwszy raz w akademii, nowe wampiry – i to pewnie arystokracja. Wstałem wyciągnąłem z szafy ubranie. Zacząłem od dżinsów z paskiem który był z skóry węża z zapięciem w kształcie kobry do tego koszulka niebieska pod kolor mych oczu. Podszedłem do szafki gdzie trzymam broń wraz z amunicją. Otwieram szafkę wyciągam z niej pistolet Berette 92 wraz z pudełkiem naboi i zamykam szufladę. Otwieram następną z niej wyciągam dwa noże i zamykam szufladę. Idę z tym wszystkim do łóżka gdy nagle słyszę otwierające się drzwi.
- Co robisz Wolwer? – spytał Torn.
- Przygotowuje się w razie ataku wilkołaków – odpowiedziałem mu wyjmując magazynek z broni.
- Dobrze Bast i reszta czekają na dole – powiedział z lekkim uśmiechem do mnie jakby chciał powiedzieć że wszystko będzie dobrze.
Torn zamknął drzwi a ja zabrałem się do ładowania magazynku. Zauważając że mam mało amunicji zawołałem Torna.
- Torn możesz tu przyjść – krzyknąłem.
Drzwi znów się otworzył i spojrzałem na Torna z miną błagającą o pomoc.
- Co się stało? – spytał mnie.
- Mam mało naboi z szczepionką i trucizną a za to dużo nasennych… - przerwał mi Torn.
- Potrzebuje ich więcej w zamian za nasenne. Tak? – spytał mnie.
- No właśnie – potwierdziłem.
- To weź więcej nasenny na pewno będzie dziś spokojnie – powiedział zamykając drzwi za sobą.
Wziąłem więc rade Torn i zacząłem ładować magazynek pierwsze naboje z trucizną następnie z szczepionką i na koniec z środkiem nasennym. Gdy załadowałem i włożyłem magazynek do broni, wziąłem ją pod koszulkę do spodni za plecy włożyłem. Jeden z noży włożyłem za pasek na lewej ręce a drugi na pasek obok kostki. Później wziąłem czarną skurzaną kurtkę i ubrałem. Byłem gotowy do wyjścia więc szedłem do przedsionka. Czekali już tam na mnie Lania i Viv z Bastem kłócąca się o coś, jak zwykle.
- O co tym razem poszło? – spytałem otwierając drzwi.
- Bast upiera się, żeby na bitwie we wtorek zacząć od ataku doświadczonych wampirów. To bez sensu, nie ma w tym żadnej zabawy. – żaliła się Viven.
- Tu nie chodzi o zabawę! Trzeba wyplenić tę zarazę. – powiedział Bast z poważną miną.
- Uspokójcie się. Viv fakt to nie zabawa , ale Bast nie wyplenimy wszystkich. To w sumie tak jak my w pewnym stopniu ludzie tylko w małym stopniu. Pochodzą tak jak my z ludzkiego genotypu co, nie? Ja bym wolał sobie na nich poćwiczyć i poeksperymentować niż z poważną miną ścinać im łby.
Żadne już więcej się nie odezwało. Na ciemnym parkingu stała już przygotowana, lśniąca Betty. Usiedliśmy na swoich stałych miejscach, Bast za kierownicą, Viv z Lanią z tyłu, a ja z przodu. Niebezpiecznie było pozwolić Viv siedzieć z przodu obok Basta tak blisko siebie. Wyjechaliśmy na prawie puste ulicę. Oczywiście Betty jechała z prędkością ponad sto kilometrów na godzine , choć nam się wcale nie śpieszyło.
- Spodoba wam się Akademia jej urok i w ogóle ale są tak osoby które nie powinny być. - zaczął Bast i spojrzał na Vinien znacząco.
- Zobaczymy – powiedziała Lania z lekkim uśmiechem.
- Co to był sarkazm? – wybuchła Viv.
- Oj przestań, on się z tobą droczy – uspokoiłem ją.
- Jestem lepsza od Ciebie w zajęciach z Budowy i słabych punktów tych psów. – Powiedziała z dumą Viv do Basta.
- Ale nie z zajęć na arenie. – powiedział Bast.
- Oboje uspokójcie się, jest po równo. – powiedziałem z podniesionym głosem.
W tym momęcie oboje umilkli i resztę drogi już nikt się nie odezwał. Dojechaliśmy pod bramę Akademii. Był ogromny wyglądał bardziej jak pałac niż Akademia. Jego dyrektorem jest wampir Kej który w pojedynkę pokonał dziesięć wilkołaków. Pochodził z wampirów z zdolnościami których żaden inny wampir nie ma. Rzadko takie wampiry się rodzą i są cenione przez nasze społeczeństwo. Z tego co o nim słyszałem jest bardzo wymagający od wampirów z zakonu ale też dla zwykłych wampirów.
Brama się otworzyła i zajechaliśmy na parking. Było tam pełno samochodów zaparkowaliśmy naprzeciwko czerwonej terenówki na końcu parkingu. Obok terenówki stały cztery osoby, trzy chłopców, wszyscy mieli ciemne włosy i jedna dziewczyna o czarnych włosy opadających jej na jedno oko. Kiedy tak się im przyglądałem, odwrócili się na raz i spojrzeli na nas. Trzej chłopcy nie mieli w sobie nic podobnego oprócz koloru włosów. Każdy miał inny kolor oczu i inne rysy twarzy.
Ruszyliśmy w stronę Akademii wszyscy razem ale w pewnym chwili Viv i Bast poszli do swoich znajomych.
- To cześć wam, widzimy się później przy samochodzie. – rzucił pogodnie Bast
- Udanego dnia wam. – powiedziała zarzucając plecak na plecy.
Zostaliśmy sami sobie z Lanią. Bast i Vivien byli ode mnie i Lanii na wyższym poziomie co dawało im przewie w walce. W akademii są trzy poziomy a raczej trzy lata nauki. Weszliśmy z Lanią korytarzem na którego końcu można było odebrać plan zajęć. Na końcu korytarza były drzwi do sekretariatu akademii. Weszliśmy do środka z Lanią i poprosiliśmy wampirzyce za biurkiem siedzącą o nasze plany zajęć. Podała nam kartki i ruszyliśmy z Lanią pod salę, w której miała się odbyć pierwsza lekcja. Stała już tam grupka wampirów, najwyraźniej znających się już osób. Wszyscy spojrzeli na nas i następnie odwrócili się by wrócili do przerwanej rozmowy. Przed samym dzwonkiem dołączyli do nasz jeszcze Ci ludzie od terenówki. Gdy dziewczyna przechodziła obok mnie bardzo przypominała mi osobę, którą skądś znałem. Czarne włosy, fioletowe oczy… Wyłapała moje spojrzenie i uśmiechnęła się drwiąco odsłaniając rząd idealnie prostych i białych zębów. Kiedy zadzwonił dzwonek weszłam razem z Lanią do Sali. Były tam czteroosobowe ławki, więc usiedliśmy w ostatnich rzędzie Sali. Obok nas usiadła dziewczyna w rudych włosach.
- Jestem Ceily – zagadnęła dziewczyna obok.
- Ja jestem Wolwer, to moja przyjaciółka Lania. – odpowiedziałem przyjaźnie do dziewczyny.
Lania spojrzała na mnie z wrogością w oczach na słowo przyjaciółka. Do sali wszedł wampir z blizną na dłoni. Podszedł do biurka i położył jakiś zeszyt czy coś w tym stylu. Powiedział że będzie nas uczył matematyki i że ma na imię Swad na co mi mina pochmurniała.
- Po co uczymy się tych ludzkich przedmiotów. – powiedziałem z wyrzutem.
- Co mówiłeś ….. Wolwer? Tak masz na imię prawda? – spytał mnie Swad.
- Tak Wolwer. Mówiłem po co uczymy się ludzkich przedmiotów? – odpowiedziałem.
- To sądzisz że ludzkie przedmioty nie przydają się w walce. W waszym zakonie? – spytał.
- Tak właśnie uważam – odpowiedziałem mu.
- Hmm nie uważasz że matematyka może pomóc w walce? – spytał przechodząc się po Sali.
-Nie wiem. A jak może mi pomóc? – spytałem
- Widzisz tą rękę gdyby nie matematyka nie pokonałbym wilkołaka. – pokazując mi rękę powiedział.
Zastanowiwszy się chwile odpowiedziałem Swadowi.
- Ma pan rację
Resztę zajęć ludzkich starałem się jak najpilniej słuchać. No i nareszcie przyszły zajęcia potrzebne w walce. Pierwsze mieliśmy zajęcia teoretyczne a następnie zajęcia praktyczne. Jako pierwsze zajęcia praktyczne były wytrzymałości fizycznej na które uczęszczały wszystkie wampiry. Na w-f najpierw sprawdzano naszą sprawność fizyczną. Podczas biegania ktoś podłożył mi nogę i upadłem. Przed swoją twarzą zobaczyłem dłoń. Spojrzałem na kogoś, kto chciał pomóc mi wstać. To była ta dziwnie znajoma od terenówki, o pięknych oczach.
- Jestem Kim Spar - przedstawiła się. - Wstajesz? - pośpieszała mnie, najwyraźniej miałem dziwną minę.
Natychmiast się uśmiechnąłem i podałem jej rękę. Szybko postawiła mnie na nogi jakby nic nie ważył. Poczułem paraliżujący ból w lewej kostce natychmiast pociemniało mi w oczach.
Obudziłem się czując nieprzyjemny zapach typowy dla szpitala do którego trafiałem dość często jako wampir drugiego gatunku, który jeszcze nie może się regenerować. Byłem położony na kozetce w gabinecie lekarskim w akademii. Spróbowałem się podnieść, ale po raz kolejny w tym tygodniu ktoś przycisnął mnie z powrotem do pozycji leżącej. To Kim z pobłażliwym uśmiechem trzymała mnie za ramię. Ta wampirzyca silniejsza jest, byłem bardzo zdziwiony. Wampirzyce są przeważnie słabsze od wampirów. Przy mojej lewej stopie krzątała się pielęgniarka. Cała kostka była opuchnięta.
- Mogę wrócić do domu? Moją kostką lepiej się zajmie Lania niż pani. - odezwałem się, choć trochę niegrzeczne.
W tym momęcie poczułem na sobie przenikliwy wzrok dziewczyny. Sięgnąłem prawą ręką za plecy żeby sprawdzić czy broń mam z tyłu nie było jej tam, wtedy przypomniałem sobie że przed zajęciami praktycznymi schowałem go do plecaka.
- Nie sądzę mój drogi. Zaraz Ci to usztywnimy bo pewnie jesteś wampirem drugiego gatunku. Twoje rodzeństwo zabierze Cię do domu.
- A ile jeszcze czasu?
- Tak drugiego gatunku. - powiedziałem - Zostało jeszcze 3 miesiące do pierwszego gatunku.
- Kiedy ostatnio się piłeś? - spytała mnie pielęgniarka.
- Pół roku temu.
- Proszę po powrocie do domu do krwawić się.
Na słowo, „dom” natychmiast się uśmiechnąłem. Wytrwałem do końca majstrowania przy mojej nodze i z pomocą Kim wyszedłem z gabinetu. Lania, Bast i Viv mieli na mnie czekać przy wejściu do Akademii. Czułem się niezręcznie prowadzony pod rękę przez ledwo co poznaną wampirzyce.
- Co ci się stało ? Jesteś cały podrapany - zauważyła Kim.
- Nie twoja sprawa - wyparowałem, ale jednak dodałem - Psy mnie podrapały, wszedłem na ich terytorium.
- Musiały być wściekłe, te psy. - parsknęła śmiechem.
- A tak przy okazji... czy my się nie znamy? - spytałem.
- Wątpię. No, przyjaciele na Ciebie czekają, blondyn jest chyba zaniepokojony - znów parsknęła śmiechem.
- To mój najlepszy kumpel, Bast. Nie dziwię się, że jest zaniepokojony skoro ledwo co chodzę, a przez te pierdolone psy i tak jestem cały pozszywany.
Już więcej się nie odezwała. Oddała mnie w ręce Viv i Basta i ruszyła w kierunku terenówki.
- Dziwna tan wampirzyca, nie? - zaczęła Viv. - Rusza się jak wilkołak, ale nie cuchnie jak wilkołak, ma oczy fioletowe , takie niezwykłe jak na wampira.
- Czemu tak sądzisz? Dziwnie się na mnie popatrzyła jak powiedziała, że lepiej moją nogą się zajmie Lania.
- Przesadzacie - skwitował Bast. - Jest całkiem śliczna, nie Wolwer?
- Yyy, no... czy ja wiem...
Wracaliśmy do domu w jeszcze szybszym tempie iż do niego jechaliśmy. Zwolniono na z ostatnich trzech zajęć na arenie. Po dotarciu do domu Bast pomógł mi wyjść po schodach prosto do mojego pokoju. Lania poszła z nami i poprosiła Basta żeby wyszedł.
- Jak kostka boli? - spytała mnie Lania zamykając drzwi z Bastem.
- Już nie tak bardzo. - powiedziałem starając się uśmiechnąć
- Ugryzę Cię powyżej kostki będzie mocno bolało jak jad wtrysnę do tkanki. - uprzedziła mnie.
- Wiem ale chce mieć ją zdrową przed jutrem - powiedziałem
- Dobrze
Podeszła do mnie i podwinęła nogawkę u spodni. Parę centymetrów od kostki przesunęła usta. Spojrzała na moją twarz i spytała.
- Gotowy
- Tak - odpowiedziałem kładąc między zęby drewniany kawałek patyka.
Wbiła swoje małe kły które jeszcze nie do końca się jej wykształciły. Poczułem przeraźliwy ból nie do wytrzymania. Na mojej twarzy pojawił się pot jakby temperatura mojego ciała nagle urosła do tego stopnia że zaczęło się ochładzać. Gdy wyciągał kły z mojej nogi byłem tak zmęczony że nie miałem nawet siły na mówienie. Wzięła koc przykryła mnie i wyszła. Słyszałem jak za drzwiami jak płacze.
Wtorek miną podobnie. Zajęcia, pochwały od prowadzących zajęcia matmy i nogi na zajęciach praktycznych, bo dzięki Lanie znów mogłem bez problemu biegać, choć musiałem troszkę udawać, że boli, żeby nie wzbudzić podejrzeć. Nie wolno leczyć innych wampirów z dwóch powodów. Po pierwsze to nie bezpieczne dla wampira, a po drugie można przez przypadek zmienić genotyp drugiego wampira. Ceily okazała się całkiem miła i dołączyła częściowo do naszej „paczki”.
Kim nie odzywała się do mnie przez cały dzień, nie żeby mi zależało. Około szesnastej wyszliśmy z domu i poprowadziłem Betty na skraj miejscowego lasu. Viv usiadła obok i cieszyła się jazdą poniżej setki na godzinę. Muzyka była włączona na ful. Skręciłem w boczną uliczkę prowadzącą do lasu i wyłączyłem muzykę by lepiej słyszeć to co dzieje się dokoła. Las był ciemny, jedynie pół księżyc oświetlał drogę. Zjechałem na pobocze i zgasiłem światła.
- Powodzenia! Bast nie bądź zbyt poważny, a ty Viv postaraj się ni chichota na widok wilkołaka! - rzuciłem parskając śmiechem.
- Nie ma sprawy! - odkrzyknęli na raz gdzieś z daleka.
Wyszedłem z samochodu i usiadłem obok niego na ziemi. Dało się słyszeć skowyt wilków. Natychmiast wyciągnąłem z tyłu broń i położyłem ją sobie za plecami jak najbliżej by po nią sięgnąć. Wziąłem założyłem sobie słuchawki na uszy i włączyłem muzykę klasyczną – idealną do szkicowania. Wyciągnąłem zeszyt do szkicowania z ołówkiem. Postarałem się dokończyć rysunek nieznajomego…...ZNAJOMEGO!!!!!! To ta sama dziewczyna, Kim. Ta, która śniła mi się tuż po ostatniej walce z wilkołakami!! Ta, która odwróciła moją uwagę do wilkołaka!!! Niemożliwe… ale co ona tam robiła? Skoro nie jest wilkołakiem, ani nie należy do zakonu, skąd się wzięła w lesie pomiędzy nami? Postanowiłem się spytać o to, kiedy już ją spotkam, wprost, coś w stylu: „ Czym ty do cholery jesteś?”. Wziąłem ołówek i dorysowałem tło – pełnia księżyca i sosny. Potem wyciągnąłem z plecaka kredki i pokolorowałem jej fioletowe oczy, czarną koszulkę i spodnie oraz zielone choinki i granatowe, prawie czarne niebo. Poprawiłem jeszcze jakieś szczegóły przewróciłem na następną stronę. Narysowałem wielką paszczę wilkołaka, który mi się śnił ostatniej nocy i budził mnie. Za każdym razem przychodziła do mnie Lania przypominała mi, że strasznie krzyczałem i wtedy zawsze siedziała przy mnie dopóki nie zasnąłem. I tym razem muzyka mnie uśpiła. Obrazy z poprzednich nocy znów przewijały mi się przed oczami. Z jedną zmianą. Ten smród… był teraz tak wyraźny jakby wilkołak stał obok. Wtedy sobie uświadomiłem że obok mnie siedzi wilkołak. Otworzyłem delikatnie oko i zobaczyłem czarno-szarego wilka z pyskiem obok i uważnie się mnie przyglądającym. Powolutku ręką sięgnąłem po broń i szybkim ruchem wyjąłem rękę za pleców przy tym przechylając się w bok. Paszcza wilkołaka kłapnęła w miejscu gdzie znajdowała się moja głowa przed chwilą. Wystrzeliłem nabój trafił wilkołaka w bok i padł na ziemię. Nagle gdzieś z lasu usłyszałem głośne oklaski jakiegoś człowieka. Kiedy odnalazłem źródło hałasu wyskoczyłem za auta. Stał tam przywódca watahy wilkołaków. Łatwo było rozpoznać po tatuażu na prawym ramieniu trzy szramy jak by po pazurach.
- Pięknie, pięknie. Silny jesteś nie ma co – mówił całkiem poważnym tonem – Ciekawy jestem czy ze mną również sobie poradzisz…. Spróbujemy?
Zastanowiłem się jakie mam szanse i odruchowo palnąłem:
- Jasne tylko, proszę nie zniszcz samochodu – rzuciłem dla żartu.
Patrząc na niego broń którą miałem w ręce podniosłem na wysokość klatki piersiowej, a drugą ręką wyciągnąłem magazynek. Odrzuciłem na bok broń i magazynek . Schyliłem się i z paska obok kostki wyciągnąłem nóż a drugi z paska na lewej ręce. Trzymając w rekach noże a bardziej przypominały sztylety powiedziałem:
- To co czekamy na coś czy walczymy?
Stanęliśmy naprzeciwko siebie między na mi był dość spora odległość. On stał przygotowany do biegu a ja z sztyletami w rękach jedną nogą bardziej do przodu. Przywódca wilkołaków rzucił się do biegu przy tym zmieniając się w wilkołaka. Ścisnąłem sztylety w dłoni gdy był pięć metrów ode mnie i rzuciłem jednym sztyletem w wilkołaka. Przywódca zrobił unik odskoczył na bok.
- Ty też nie jesteś najgorszy – pochwaliłem go, a potem, by go sprowokować dodałem – Jak na zapchlonego kundla.
Wilkołak zatrzymał się trzy metry ode mnie. Mój pomysł się udał i zwierz rzucił się w moim kierunku. Skoczył na mnie i powalił na ziemię. Nogami odbiłem go ode mnie. Zwierz uderzył o drzewo upadając powrotem na ziemię. Otrząsając się z uderzenia wilkołak pokręcił głową. Ja szybko wstałem, podbiegłem i podniosłem sztylet. Spojrzał na mnie z oczami pełnymi gniewu. Znów wilkołak biegł w moją stronę z tą różnicą że ja też biegłem w jego stronę. Nagle przodnie łapy znalazły się w powietrzu a tylnimi się odbił ja się zniżyłem jak wilkołak znalazł się nade mną wbiłem sztylet prosto w serce a drugi w głowę i padł martwy za mną.
Poszedłem do samochodu i znów zająłem się rysowaniem. Naszkicowałem rzucającego się ku mnie wilka z otwartą paszczą, z której zwisała ślina. Wszystkie są takie prymitywne, pomyślałem, a na szkicach wychodzą takie ślicznie… Teraz usłyszałem głośny śmiech mojej grupy. Szli leśną drogą z uśmiechami na twarzy. Większość rozeszła się w poszukiwaniu swoich samochodów. W moim kierunku szli już Bast i Vivien. Kiedy Bast zobaczył przywódcę stada pięć metrów od swojego wozu jego uśmiech natychmiast zniknął.
-Wyjdź! – warknął do mnie, Viv już wsiadła do Betty – Czy nie dałem Ci rozkazu?
- Owszem , że mam się nie zbliżać do pola walki. Nie zbliżałem się do niego, to ono przyszło do mnie. – powiedziałem to bardzo spokojnie.
- Miałeś nie walczyć! Jestem twoim przywódcą masz mnie słuchać!!! To że Torn Cię przygarnął nie znaczy że masz mnie lekceważyć! – na jego twarzy malował się prawdziwy gniew.
- Usnąłem, a wilkołak był tuż obok mnie! – krzyknąłem wyprowadzony z równowagi. – I nie krzycz na mnie tylko dla tego, że jesteś zazdrosny o to, że nie ty zabiłeś Alfę!!! – już całkiem straciłem panowanie nad sobą.
Obróciłem się od Basta i ruszyłem wzdłuż lasu w kierunku domu. Kiesy Bast próbował do mnie podejść wyciągałem sztylet i szedłem dalej czekając aż spróbuje mnie zatrzymać.
- Pójdę do domu sam, pieszo! Albo nie, pójdę do baru! Na razie! – krzyknąłem i przyśpieszyłem kroku.
Po chwili czarne BMW zrównało się ze mną, ale nawet nie odczepiłem wzroku od drogi przed sobą. Betty przyśpieszyła odjechała setką wzdłuż drogi. Ruszyłem biegiem, gdy nagle jakaś postać z za drzewa się wyłoniła.
- Witaj braciszku. – powiedziała postać.
- Wiktoria to ty? – spytał z niedowierzaniem.
- Tak braciszku.
Za drzewa wyszła dziewczyna bardzo piękna oczy miała koloru brązowego, szczupła a wzrostu miała około stu siedemdziesięciu trzech centymetrów. Włosy miała blond pomieszany z czarnymi, opadały jej do tyłu sięgając łopatek. Widać było że jest przywódcą watahy, poznał po tatuażu na prawym ramieniu.
- Ładnie przewodzisz psom! – powiedział z nieukrywaną wściekłością.
- Dzięki ty psom mam dom po tym jak mnie wyrzuciliście! – powiedziała lekko podniesionym tonem.
- A co mieli zrobić rodzice? – spytał uspakajając się.
- Nie wyrzucać mnie, mogli mnie zostawić w domu – powiedziała z rozżaleniem.
- Oni Cię kochali dlatego to zrobili zrozum Wiktoria.
- NIE!!! Oni wcale mnie nie kochali!!! – krzyknęła i obróciła się do niego plecami.
Wolwer zamilkł i czekał aż siostra się odezwie. Nagle otoczyło go pięć wilkołaków wszystkie gotowe do ataku. Chciał sięgnąć po broń ale wtedy wilkołaki zawarczały na niego więc wolał nie ryzykować.
- To twoja wataha wiktoria? – spytał ją. – Słyszysz czy to twoja wataha? Masz zamiar mnie zabić, tak?
- Nie mam zamiaru Cię zabijać! - obróciła się i spojrzała na wilkołaki gniewnie. – Tak to moja wataha, po prostu boją się o mnie.
- Znikajcie z stąd, zaraz do was dołączę! – rozkazała wilkołakom.
- To ładną masz tę rodzinkę. – powiedział z sarkazmem do siostry.
Ona znikła gdzieś za drzewami a następnie usłyszał wycie wilka. Pomyślał wtedy to pewnie ona. Gry odeszła ruszyłem biegiem, a gdy dotarłem do drogi główniej poszedłem w kierunku parku.
Park otaczała gruba krata. Wspiąłem się po niej i zeskoczyłem po drugiej stronie. To było w nocy najbezpieczniejsze miejsce jakie znałem. Ciche, ogrodzone i nikt go nie patrolował. Usiadłem na ławce i myślałem. Czemu wszyscy są wściekli zawsze na mnie?, myślałem, Bast nie powinien tak na mnie krzyczeć, musiałem się bronić. Nie, a może to moje cholerne ego mi kazało walczyć z Alfą?
- Nie wydaje mi się, że masz cholerne ego, skoro potrafiłbyś się do tego przyznać nawet przed samym sobą. – stwierdził dziwnie znajomy głos.
Spojrzałem na Kim i dopiero teraz sobie uświadomiłem, że mówiłem na głos.
- Co ty tu robisz? – spytałem oschle.
- Mogłabym Cię o to samo spytać – parsknęła śmiechem i przysiadła się obok mnie na ławce.
- Byłem pierwszy. A więc? Co robisz w ogrodzonym parku o jedenastej w nocy?
-Szłam sobie główną drogą… i zobaczyłam, że idziesz w tym kierunku. Pomyślałam, że może warto Cię pocieszyć i ruszyłam za tobą…
- Nie słyszałem Cię. A mam bardzo dobry słuch – przerwałem jej.
- Umiem chodzić dość cicho – głupio się tłumaczyła. – Wszedłeś tu więc przyszłam za tobą. Kiedy się usadowiłeś na ławce i użalałeś się nad sobą postanowiłam wyjść z ukrycia. I oto jestem – parsknęła słodkim śmiechem. – A teraz ty, co się stało i co tu robisz?
- No więc… Pokłóciłem się z Bastem o… o coś w czym on jest dobry, a ja mu pokazałem, że jestem w tym dobry tak samo jak on i się na mnie wydarł. Postanowiłem się przejść i pomyśleć o tym, ale najwyraźniej dzisiaj ni nie wyjdzie – spojrzałem na nią, miała wargi wygięte w szyderczym uśmieszku.
Zapadła niezręczna cisza, którą natychmiast przerwałem:
- Co robiłaś w lesie w niedziele? Dokładnie o dwudziestej drugiej trzydzieści? – wypaliłem.

cdn....
Powrót do góry Go down
 
Wampirze Przeznaczenie
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Bractwo Czarnego Sztyletu Forum PBF - RPG  :: Off topic :: Na każdy temat... :: Nasza twórczość-
Skocz do:  
Forumotion.com | © phpBB | Free forum support | Kontakt z | Report an abuse | Create your own blog