Bractwo Czarnego Sztyletu Forum PBF - RPG

Bractwo Czarnego Sztyletu
 
IndeksIndeks  PortalPortal  Partnerzy  FAQFAQ  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Kuchnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Zbihr

avatar


PisanieTemat: Kuchnia   Czw Lut 03, 2011 8:46 pm


...


Powrót do góry Go down
Zbihr

avatar


PisanieTemat: Re: Kuchnia   Czw Lut 03, 2011 9:18 pm

//Podwórko

Samiec otworzy drzwi wejściowe i... nic. Kompletnie nic. Nie wyskoczył na niego czający się w mroku sługa Omegi, nie dostał ciosu w tył głowy, ani nie odezwał się za nim policjant nawołujący go do opuszczenia posesji. Z zamarł w przejściu, dając reduktorom jeszcze chwilę na zaatakowanie. Przecież musieli widzieć jak stoi przed domem albo powoli przechodzi przez trawnik. Więc gdzie się podziali? Dlaczego nie zaatakowali pojedynczego wojownika, gdy mogli go zaskoczyć i zyskać tym ruchem cenną przewagę?
- Idioci - mruknął cicho, wchodząc w głąb domu.
Z nawet specjalnie kopnął stojak na parasole, które potoczyły się po podłodze, robiąc przy tym dość głośny hałas. Ale nawet to nie pomogło - nikt nie wpadł do domu, strzelając od wejścia serii z automatu. Dlatego samcowi pozostało tylko jedno - czekać. A on nie należał do cierpliwych osób. Cóż innego mógł jednak zrobić? Nic. Więc Zbihr skierował się do kuchni, skąd mógł obserwować podwórko bez obawy, że zostanie dostrzeżony.
Samiec usiadł na krześle, które specjalnie przysunął w stronę okna i przymknął oczy, powtarzając w myślach listę rzeczy, które potrzebowała Bella. Zabierze wszystko, gdy już policzy się z reduktorami. W pomieszczeniu nadal unosił się ich zapach a to oznaczało włamanie. Nikt nie miał prawa włamywać się do domu jego lilan.
Nikt oprócz niego.

***Pół godziny później***

Z zaczął powoli przyrastać do krzesła, gdy coś w końcu zaczęło się dziać. Cichy chrobot dochodzący z korytarza świadczył o tym, że ktoś zamierza wejść do domu. Samiec wstał i wyciągnął pistolet, czekając aż siwa głowa pojawi się w drzwiach prowadzących do kuchni. Odbezpieczył broń, a cichy dźwięk wydał mu się głośnym hałasem, w zaległej w domy ciszy. A na korytarzu wciąż rozlegały się ciche kroki. Nie usłyszałby ich gdyby w skupieniu nie nasłuchiwał. I wtedy w przejściu zamajaczyła sylwetka reduktora. Zbihr nie dając mu żadnej szansy wymierzył i strzelił w kolano, a gdy reduktor się zachwiał znów wycelował tym razem w drugą nogę a nieumarły upadł na podłogę, próbując się zorientować w sytuacji. Tak, osobnik wyglądał na świeżego rekruta i na pewno spodziewał się czystszej walki, ale witamy w świecie wojowników. To brutalna walka bez żadnych zasad i jeśli możesz używać brudnych zagrywek to na pewno je wykorzystasz.
Jego przeciwnik był już unieruchomiony, a broń zniknęła gdzieś na podłodze kuchni, więc Z wsadził swój sig sauer do kabury i zbliżył się do wijącego się reduktora. Zbliżając się kopnął go pod żebra, napawając się jękiem bólu i ukląkł obok niego.
- Chyba masz dzisiaj pecha... Jesteś David? - kiedy reduktor nic nie odpowiedział, samiec złapał go za rękę i wygiął pod mocnym kątem, łamiąc ją w ramieniu. - Nie jesteś Davidem. Ale on jest twoim kumplem i za to zginiesz - nawet nie chciał udawać, że to zwykła akcja bractwa. To nic innego jak zemsta i nie spocznie, póki nie dorwie psychola uznającego jego lilan za swoją żonę.
Z mocniej pociągnął za rękę wyrywając ją. Teraz przyszła kolej na tą ciekawszą część. Zabawa w "Z czego to jest zrobione" czyli rozdrabnianie reduktora na części pierwsze. Samiec wyciągnął sztylet i z jego pomocą udało mu się dobrać do narządów wewnętrznych reduktora. Jelita miał prawie na wierzchu ale jak na złość wciąż dychał. Zbihr wsadził palce do ust reduktora i rozerwał jego szczęki, potem zebrał wszystkie swoje siły i oderwał czaszkę od kręgosłupa. Potem sztyletem przebił miejsce, gdzie kiedyś było serce.
Jeden zero dla niego. Kiedy nadejdą kolejni?
Z nie musiał długo czekać na odpowiedź bo w chwili, gdy wypowiadał te słowa w myślach, w domu pojawił się kolejny osobnik. Reduktor był ostrożniejszy od swego poprzednika ale nie pomogło mu to w walce, bo Z liczył na rozróbę a nie fair play. Jego przeciwnik nie wiedział o tym, więc w swojej naiwności zaczął się bronić i wystrzelił z pistoletu w Z, gdy ten ruszył na niego. Kula trafiła w ramię i przeszła na wylot, dlatego samiec chwilowo o niej zapomniał i wpadł na reduktora, zwalając go z nóg, a kiedy przeciwnik stracił oparcie, chwycił go za szyję i nogi i uderzył nim z impetem w róg ściany przy drzwiach, przez co reduktor walnął w wąską ścianę, jego ciało wykrzywiło się nienaturalnie a po pokoju rozległ się głos łamanego kręgosłupa. Z wyjął drugi sztylet, którym miał rozciąć swoją ofiarę ale gdy przysunął ostrze do jego ciała, poczuł ból. Ktoś wbił mu nóż w jego lewy bok, ale ostrze ześlizgnęło się po żerach, nie trafiając na ważniejsze organy. Koleny reduktor? Wykorzystał szansę, kiedy Zbihr zajęty był jego kolegą i nie zwracał uwagi na otoczenie. Samiec odwrócił się w stronę białowłosej postaci i jednocześnie wyprowadził na ślepo pięść, celując w okolice głowy. Cios był skuteczny, bo nóż wysunął się z ciała wampira i upadł na podłogę, upuszczony przez reduktora. Rozjuszony samiec wypuścił połamanego nieszczęśnika ze stalowego uścisku i zajął się jego wspólnikiem. Wykorzystał chwilowe oszołomienie przeciwnika, wyciągnął sig sauera i strzelił w brzuch, celując w wątrobę. Kiedy strzał okazał się skuteczny, schował broń i rzucił się na reduktora, przygniatając go do ziemi. Zaczął go okładać po twarzy pięściami a kiedy jego ofiara straciła przytomność, poczekał aż dojdzie do siebie i dopiero wtedy rozerwał jego szczątki i pozostałości przebił sztyletem w miejscu serca. To samo zrobił z reduktorem lezącym pod ścianą.
Z już stracił nadzieję, że David pojawi się wśród ofiar dzisiejszej nocy. Nie był aż tak głupi by ryzykować w ten sposób. I wyglądało na to, że więcej reduktorów już nie wjedzie do domu Belli, więc Zbihr mógł zająć się sobą.
Samiec podszedł do zlewu i ściągnął z siebie kurtkę i koszulkę, zapalił również światło, aby mieć lepszy widok na swoje obrażenia. Rana postrzałowa na lewym barku nie była taka groźna i tylko cholernie bolała, więc przemył ją wodą. Dużo większym problemem było cięcie sztyletem. Mocno krwawiło i sprawiało dużo większy ból. ale Z nie przejmował się bólem, bardziej obchodziła go Bella. Nie chciał, żeby samica martwiła się o niego, więc o ranach ani słowa a cieknąca jak kran rana wcale cicho nie siedziała. Zbihr oczyścił jako tako ranę i zawiązał prowizorycznym opatrunkiem złożonym ze ścierek kuchennych.
Po udzieleniu pierwszej pomocy ubrał swoje ubranie i poszedł do piwnicy, w końcu zajmując się potrzebami Belli.

//Piwnica

...


Powrót do góry Go down
 
Kuchnia
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Bractwo Czarnego Sztyletu Forum PBF - RPG  :: Okolice Caldwell :: Tereny Zielone :: Dom Belli-
Skocz do:  
Free forum | © phpBB | Free forum support | Kontakt z | Report an abuse | Create a free blog